Sprawa Barbary Blidy RSS

Sprawa Barbary Blidy

Archive

Sep
22nd
Tue
permalink

Kto wytarł broń Blidy?

Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski
“Gazeta Wyborcza” 2009-09-22, ostatnia aktualizacja 2009-09-21 20:06

Na broni, z której zastrzeliła się Barbara Blida, nie ma śladu odcisków palców. Tylko funkcjonariusze ABW mogli je zatrzeć. Czy chcieli coś ukryć? Dlaczego prokuratura zlekceważyła ten trop?

Sejmowa komisja śledcza badająca okoliczności śmierci b. posłanki SLD czeka na kryminalistyczną ekspertyzę dr. Michała Gramatyki. Na podstawie materiałów prokuratury i komisji ma on przeanalizować, co dokładnie działo się po wejściu funkcjonariuszy ABW do domu Blidów rankiem 25 kwietnia 2007 r.

Jedna z najistotniejszych wątpliwości - która ma być podkreślona w ekspertyzie - dotyczy braku odcisków palców na broni.

Blida postrzeliła się sześciostrzałowym rewolwerem Astra 680, gdy w towarzystwie funkcjonariuszki ABW poszła do łazienki. Brak odcisków może wskazywać na to, że broń wypaliła w wyniku szamotaniny między Blidą a funkcjonariuszką kpt. Barbarą P.

Przewodniczący sejmowej komisji Ryszard Kalisz (Lewica) mówi tylko: - Uważnie badamy zarówno wszystkie ślady, jak i ich brak.

Nikt nie sprawdza, czemu broń jest czysta

Z ujawnionych dotąd materiałów wynika, że zniknięcie odcisków zostało zlekceważone przez łódzką prokuraturę, która prowadzi śledztwo już ponad dwa lata. - Tę kwestię prokuratura powinna zbadać w osobnym wątku. Nie rozumiem, dlaczego tego nie zrobiono - mówi mec. Leszek Piotrowski, pełnomocnik rodziny Blidów.

Funkcjonariusze ABW biorący udział w akcji zeznawali, że nie wiedzą, co działo się z bronią po oddaniu strzału. Mówili, że w zamieszaniu nie widzieli, kto dotykał rewolweru. Policjanci zostali wpuszczeni na miejsce dopiero po kilku godzinach. Technik kryminalistyczny zabezpieczył rewolwer, na którym śladów już nie było.

Rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania odpiera zarzut: - To nieprawda, że lekceważymy tę sprawę. Śledztwo obejmuje również kwestię nieprawidłowości przy zabezpieczaniu śladów.

Nic więcej nie chce powiedzieć.

Pewne jest, że zniknięcia śladów z rewolweru nie wyłączono jako osobnego wątku śledztwa. Takiego materiału nie ma w aktach, które dostała komisja śledcza. Sprawy zniknięcia odcisków nie badała też ABW w wewnętrznym postępowaniu.

- Nie chcę tego dzisiaj komentować - mówi płk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska, rzecznik ABW.

Dowodzący akcją u Blidów por. Grzegorz S. - jedyny, który ma w tej sprawie zarzut - będzie odpowiadał tylko za to, że nie sprawdził, czy Barbara Blida ma dostęp do broni.

Dźwięki, ale nie strzały?

Z zeznań funkcjonariuszy ABW wynika, że na rewolwerze powinny być odciski co najmniej dwóch osób - Blidy i jej męża. Blida musiała zostawić ślad, skoro sięgnęła po broń. Mąż zaś podbiegł do leżącej na podłodze żony, chwycił rewolwer, a wtedy jeden z funkcjonariuszy kazał mu go odłożyć do umywalki.

Por. Grzegorz S. zeznał w prokuraturze: “Zobaczyłem pana Blidę za mną, kiedy stałem w wejściu do tego mniejszego pomieszczenia, który podniósł broń. Natychmiast kazałem mu ją odłożyć. Odłożył ją do zlewu”.

Policyjni technicy wszechstronnie zbadali broń. I stwierdzili: nie ma żadnych odcisków palców po obu stronach kolby, na kurku ani na języku spustowym. Znaleziono ich za to bardzo dużo na nabojach!

- Zdarza się, że na broni, którą ktoś trzymał w dłoni, oczywiście bez rękawiczki, nie ma odcisków palców, z których da się dokonać pełnej identyfikacji. Ale żeby była całkowicie pozbawiona tych śladów - to niemożliwe. Na rewolwerze Astra odciski zachowują się bardzo dobrze. Ktoś musiał je zetrzeć - ocenia podinspektor Marek Gorzkowski, emerytowany policjant z ponad 20-letnim stażem kryminalnym. - Z opisu wynika, że ta broń co najmniej nie została prawidłowo zabezpieczona. Powinno być wszczęte dochodzenie, by wyjaśnić, jak doszło do zniknięcia śladów i kto za to odpowiada - podkreśla policjant.

Hipoteza: Powierzchnię broni wyczyszczono, by zatrzeć odciski palców, których miało nie być - np. funkcjonariuszki ABW kpt. Barbary P. Być może, gdy zobaczyła w ręku Blidy broń, rzuciła się, by ją wyrwać, ale rewolwer wypalił i ranił Blidę.

To sprzeczne z zeznaniami funkcjonariuszki. Twierdzi ona, że w chwili strzału była blisko Blidy, ale samego strzału nie słyszała. A raczej słyszała coś, co strzału nie przypominało. “Słyszałam dźwięk, jak później okazało się, to był dźwięk strzału, ale w momencie kiedy go słyszałam, nie wiedziałam, że to jest strzał (…) To brzmiało tak, jakby coś ciężkiego spadło z półki” - zeznała kpt. P. przed komisją.

Eksperyment śledczy w mieszkaniu Blidów wykazał, że strzał było słychać w innych pokojach.

Dlaczego więc kpt. P. twierdzi, że nie słyszała odgłosu strzału? Przecież zeznała: “stałam przodem do Blidy (…) nie umiem ocenić, ile to było w metrach. Sądzę, że gdybym zrobiła kilka kroków, tobym jej dotknęła”.

Nietypowy wlot kuli, dwa rodzaje prochu

Kpt. P. tak opisuje moment postrzelenia się Blidy: “obróciła się w stronę półki, stała do mnie tyłem i później osunęła się. Jak się osunęła, to podeszłam do niej, ponieważ nie byłam świadoma, co się stało, wydawało mi się, że straciła przytomność i prawdopodobnie zaczęłam ją cucić”.

Z ekspertyzy kryminalistycznej wynika, że Blida postrzeliła się w lewą część klatki piersiowej, trzymając broń w prawej dłoni. Z rany wlotowej i tunelu po kuli wynika, że w chwili strzału miała nienaturalnie wygięty nadgarstek.

Hipoteza: Nietypowy wlot kuli może wskazywać, że strzał padł w wyniku szarpaniny.

Policja szukała też śladów prochu. Na dłoni Blidy, na szlafroku i na kuli, która utkwiła w ciele, znaleziono proch pochodzący jeszcze z PRL. Tymczasem na kurtce agentki ABW też był proch, ale współczesny. Jak to możliwe, skoro P. przyznała, że dotykała Blidę zaraz po strzale?

Hipoteza: Zbadano inną kurtkę.

Ale jeśli nawet między Blidą a kpt. P. doszło do szamotaniny, to dlaczego zaciera się ślady, by to ukryć? Przecież próba wyrwania broni powinna być naturalnym odruchem funkcjonariuszki.

Hipoteza: Agenci ABW wpadli w panikę. Zamiast informacji, że Blida sama się postrzeliła - w domyśle: musiała więc czuć się winna - byłaby informacja, że ABW zastrzeliła Blidę. To wyglądałoby znacznie gorzej w oczach i tak zszokowanej całym zdarzeniem opinii publicznej.

May
12th
Tue
permalink

Fałszerstwem w Blidę

Fałszerstwem w Blidę - “GW” 2009-05-12

Jacek Krawczyk, były prokurator rejonowy w Katowicach, ujawnił że ktoś sfałszował postanowienie o wszczęciu śledztwa w sprawie Barbary Blidy. Pod dokumentem widnieje jego podpis. Krawczyk twierdzi, że podrobiony - pisze “Gazeta Wyborcza”.

Prokurator, który jako pierwszy badał w 2005 r. powiązania Barbary Kmiecik, szarej eminencji branży górniczej, z Barbarą Blidą, posłanką SLD, i innymi politykami lewicy, nie znalazł dowodów, że brali łapówki. Oskarżył więc tylko Kmiecik o wyłudzenie dotacji rządowych. Było to w styczniu 2006 r., po wyborach wygranych przez PiS.

Szukali, szukali, szukali…

- To było za mało, jak na sprawę zwaną mafią węglową. Trzy miesiące później bierze się za nią wyższy szczebel - Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Wszczyna własne śledztwo ws. korumpowania polityków SLD i prezesów spółek węglowych. Katowicka “okręgówka” to zaufana jednostka pisowskiego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Prowadzi wszystkie ważne dla PiS sprawy z całego kraju. Na czele “okręgówki” stoi Krzysztof Sierak, były szef Krawczyka z prokuratury rejonowej - pisze “GW”.
Powołana została grupa śledcza. W kwietniu 2007 r. ABW wkroczyła do domu posłanki z prokuratorskim nakazem zatrzymania. Blida popełniła samobójstwo.

To nie mój podpis

W aktach sprawy Blidy widnieje podpisane przez Krawczyka postanowienie o wszczęciu śledztwa przeciwko posłance i mafii węglowej. Prokurator twierdzi, że sfałszowano jego podpis. Pytany dlaczego nie powiedział o fałszerstwie przed komisją śledczą, odpowiada że podczas przesłuchania nie pokazano mu tego dokumentu. Nikt nie przypuszczał, że może być podrobiony.

- Jeżeli badania grafologiczne potwierdzą fałszerstwo, kluczowe będzie ustalenie, kto i dlaczego to zrobił, powiedział “Wyborczej” poseł Marek Wójcik (PO), członek komisji śledczej. - Byłby to dowód, że prokuratura przystępowała do sprawy mafii węglowej ze złymi intencjami - by wykazać udział polityków.

Jerzy Engelking uważa, że podrabianie postanowienia o wszczęciu śledztwa nie miałoby sensu. - Przecież podpisać je mógł każdy, nawet asesor. Nie była to kluczowa decyzja - tłumaczy Engelking. Ale dodaje, że rzecz trzeba wyjaśnić.

Apr
26th
Sun
permalink

Agenci wokół Blidy

azrael:

“Tygodnik Przeglad”,  Robert Walenciak, 2009-04-22


Ekspertyzy zlecone przez prokuraturę nie potwierdzają zeznań funkcjonariuszy ABW Robert Walenciak Dwa lata temu, 25 kwietnia 2007 r., zginęła Barbara Blida.
Przez ten czas w tej sprawie przesłuchano kilkudziesięciu świadków, zgromadzono dziesiątki akt materiałów, nad sprawą pracują prokuratura w Łodzi i sejmowa komisja śledcza.
Czy dzięki tej pracy możemy mówić, że okoliczności śmierci byłej posłanki są już bliskie wyjaśnienia? I tak, i nie. Bo jeżeli nawet wiemy już, dlaczego Barbara Blida zginęła, to wciąż nie wiemy jak.

Samobójstwo czy szamotanina?

Prokuratura przeprowadziła w sprawie śmierci Blidy bodajże siedem eksperymentów. I sęk w tym, że nie potwierdzają one zeznań funkcjonariuszy ABW.
Śledztwo w tej sprawie wciąż trwa (co samo w sobie wiele mówi), prokuratura bardzo pilnuje, by nie było żadnych przecieków, możemy się więc opierać na strzępach nieoficjalnych informacji.
Kluczową sprawą jest założenie, że była posłanka popełniła samobójstwo. Lecz sekcja zwłok stawia nad tą tezą znaki zapytania. Otóż, jak się okazuje, zagadkowy jest kierunek wlotu kuli. Jest on, jak się dowiedzieliśmy, pod kątem prostym, a w zasadzie lekko nachylony w kierunku lewej ręki. Blida była praworęczna. Proszę więc przeprowadzić eksperyment – wziąć w prawą rękę broń i strzelić do siebie z lewej strony. Tak się nie da. Jak więc zginęła? Ktoś strzelił do niej? Trudno w to uwierzyć. Może więc zginęła w szarpaninie z funkcjonariuszką ABW? Kiedy broń sama wystrzeliła? Ale wówczas nie byłoby to samobójstwo… Tej wersji obecna podczas zatrzymania funkcjonariuszka ABW zaprzecza. Twierdzi, że siedziała na oparciu fotela, w korytarzu, przed łazienką. Kłopot polega jednak na tym, że trudno jest te zeznania zweryfikować. Po pierwsze, funkcjonariuszka przeżyła załamanie nerwowe, więc nie można jej przesłuchiwać. Po drugie, dziwne są zeznania obecnych w domu Blidów funkcjonariuszy. Oni twierdzą, że strzału nie słyszeli. Tymczasem wszystkie eksperymenty pokazują, że musieli go usłyszeć. Dlaczego więc składają takie dziwne zeznania?
Po trzecie, nie sposób zrekonstruować wydarzeń w domu Blidów na podstawie śladów, bo zostały one zatarte. To jest rzecz najbardziej zdumiewająca, gdyż kto jak kto, ale ludzie ze służb specjalnych chyba wiedzą, jaką rolę odgrywają ślady i jak powinni się zachować w podobnej sytuacji. Nasuwa się więc pytanie: czy jakieś ślady były zacierane celowo? Z tego, co wiemy, wątpliwości budziły też badania śladów po prochu z wystrzelonego pistoletu. Dziwna też była obecność niektórych osób w domu Blidów. To wszystko pozostaje do wyjaśnienia.

Zleceniodawcy

Łatwiej nam natomiast odpowiedzieć na pytanie, jak doszło do tego, że oficerowie ABW wkroczyli do domu Blidów w obecności kamery. Tu nie było przypadku. Katowicka ABW i prokuratura co najmniej od stycznia 2006 r. polowały na Blidę, szukały na nią haków, różnym ludziom proponowano różne rzeczy w zamian za zeznania ją obciążające. Byłej posłance SLD założono podsłuch, otoczono agenturą. Pracował nad tym zespół ośmiu funkcjonariuszy ABW (potem było ich kilkunastu) i czterech prokuratorów.
Nad ich działaniami czuwali zwierzchnicy. W prokuraturze co tydzień odbywały się zebrania, podczas których prokuratorzy referowali przełożonym stan spraw.
Nad działaniami ABW pieczę sprawowała centrala w Warszawie, tropy wiodą do Grzegorza Ocieczka, zastępcy szefa ABW.
Na tropieniu Blidy budowano kariery – bo jak inaczej wytłumaczyć karierę prokuratora Krzysztofa Sieraka, który z prokuratury rejonowej awansował do prokuratury krajowej? Do centrali w Warszawie?
Na tropieniu Blidy budowano wielkie polityczne nadzieje – w lutym 2007 r., podczas nocnej narady u premiera Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniew Ziobro zapewniał go, że za chwilę pokaże Polsce ów „układ”. I z okazji aresztowania Blidy szykowano wielką propagandową fetę.
Barbara Blida żyłaby, gdyby nie państwo PiS. Gdyby nie patologiczny mechanizm wiodący od góry do dołu.
Na górze mieliśmy ludzi, którzy wierzyli w „układ” i którzy wierzyli, że jak „układ” pokażą Polakom, to Polacy ich pokochają. Takie wnioski nasuwają się, gdy czytamy relacje z nocnej narady u premiera Kaczyńskiego, która odbyła się w lutym 2007 r. Jarosław Kaczyński wierzył w „układ” i z lubością planował jego rozbicie, to on decydował, czy Blidzie, gdy będzie aresztowana, należy założyć kajdanki, czy nie.
Zbigniew Ziobro znał tę słabość pryncypała. To on go zapewniał, że materiały obciążające byłą posłankę są stuprocentowe, że pokażą układ i pozwolą zniszczyć politycznych rywali PiS. Czy on też wierzył w „układ” czy też cynicznie manipulował swym przełożonym? Grał na jego emocjach, nadziejach?
Bo Ziobro – to także wyszło na jaw – był manipulatorem. Kłamał w Sejmie przed posłami i milionami Polaków, mówiąc, że o sprawie Blidy nic nie wiedział, że jego wiedza w tej sprawie była „sygnalna”. Manipulował – 25 kwietnia prokuratura dokonała zatrzymań w dwóch sprawach – jednej związanej z handlem węglem, drugiej – dotyczącej przetargów na obudowy górnicze. Jedno z drugim nie miało nic wspólnego. Ale Ziobro połączył te sprawy, mówił w Sejmie o kilkunastu aresztowanych, o jednej wielkiej aferze, o tym, że rozbito wielką mafię. Najpewniej to samo by mówił podczas konferencji prasowej, którą planowano urządzić w Katowicach w dniu aresztowań, ale śmierć Barbary Blidy te plany pokrzyżowała.
A przecież dobrze wiedział, jak było…
Mieliśmy łgarza za ministra sprawiedliwości.

W sieci

A jego współpracownicy? Oni, takie można mieć wrażenie, w żadne niuanse typu „układ” się nie bawili. Oni myśleli jak łapsy, żądni kariery, choćby po trupach. Chce mieć szef Blidę? To mu tę Blidę dostarczymy! Ma być brudna? To ją ubrudzimy! „Jak posiedzi, to zmięknie”, rechotał szef ABW Bogdan Święczkowski.
To kolejny przejaw patologii państwa PiS – cyniczni prokuratorzy i funkcjonariusze ABW. Na szczęście, nie wszyscy.
Ujawnione dotychczas materiały pokazują, jak prokuratorzy bronili się przed wkręceniem ich w politykę. To był taki mechanizm – otrzymywali zarzuty, weryfikowali je, okazywało się, że są one mało wiarygodne, nie sposób ich potwierdzić, więc próbowali ze sprawy się wyplątać. Na różne sposoby. Odkładając nieprawdziwe donosy na półkę, dyskutując z przełożonymi, przetrzymując sprawę… I za każdym razem śledztwo im odbierano, i szukano kolejnych ludzi, którzy wypełnią oczekiwania przełożonych. I za każdym razem powiększano zespoły tropiące, w myśl zasady – jak mocniej poszukamy, to znajdziemy.
Ale za sprawą ujawnionych materiałów wiemy jeszcze jedno. Jak w IV RP wykorzystywano służby specjalne do niszczenia ludzi. Sprawą Barbary Blidy zajmowało się ośmiu funkcjonariuszy ABW. To była specjalna grupa.
Ośmiu na jedną kobietę. Ta grupa zresztą się rozrastała, by w końcu liczyć kilkanaście osób.
Zanim grupa powstała, w siedzibie ABW prowadzono z Barbarą Kmiecik rozmowy. W ich wyniku pani Kmiecik oskarżyła kilka osób, w zamian wyszła na wolność, nie objął jej też akt oskarżenia.
Nasuwa się pytanie, czy rozmowa nie przebiegała w ten sposób: dasz coś na Blidę, to będziesz wolna? A gdy dała, czy próbowano zweryfikować jej oskarżenia? Dziś wiemy, że żadne z tych oskarżeń nie zostało potwierdzone. Ale umożliwiły one rozpoczęcie wielkiej operacji, z agenturą, z podsłuchami. Były też podstawą postanowienia o zatrzymaniu.
Warto przy tej okazji przypomnieć jeden epizod – otóż w roku 2000, latem, podczas kampanii prezydenckiej, UOP zatrzymał na podstawie zeznań swego konfidenta śląskiego biznesmena Krzysztofa Porowskiego. Podczas przesłuchania dano mu wybór: jeśli obciąży polityków lewicy, Kwaśniewskiego, Millera, Siemiątkowskiego, wyjdzie na wolność. Jeśli nie – będzie w areszcie. Porowski nikogo nie oskarżył, ale spędził w areszcie dwa lata. Dodajmy, na podstawie podobnych zeznań, podejrzewano go również o to, że korumpuje katowickich sędziów i prokuratorów. Oskarżenia się nie potwierdziły, ale na tej podstawie katowicka delegatura prowadziła tajną operację „Temida” przeciwko sędziom i prokuratorom, być może niektórych z nich werbując. I dodajmy jeszcze jedno – w grupie „pracującej” nad Blidą byli funkcjonariusze, którzy zajmowali się sprawą Porowskiego. M.in. Michał C. dowodził grupą, która przyszła ją zatrzymać.

Podsłuchy i agenci

A co robiło ośmiu tajniaków w sprawie Blidy? Czym się zajmowali? Na razie wiemy, że wokół byłej posłanki zainstalowano sieć agentów. ABW wiedziała, z kim Blida się spotyka, co mówi, co o niej mówią. To wszystko było notowane.
Blida miała też telefony na podsłuchu. Oficjalnie – od początku kwietnia. Ale, ponieważ w materiałach ABW przewijają się informacje uzyskane z podsłuchu, można śmiało zakładać, że podsłuchiwano ją bez zgody sądu. Na zasadzie – cztery dni i 23 godziny… (zgoda sądu jest potrzebna dla podsłuchów dłuższych niż pięć dni).
Prowadzono też działania psychologiczne. Kilka miesięcy temu jeden z rozmówców opowiedział nam taką historię: „Wokół Basi toczono grę. To było tak – agent spotykał się z jakimś jej znajomym i mówił, rzekomo w największej tajemnicy: słuchaj, mają na nią papiery, wiedzą wszystko, jak w banku sześć lat, widziałem nakaz aresztowania… Jak ludzie reagują w takiej sytuacji? Ten znajomy natychmiast biegł do Blidy i mówił: słuchaj, czy to prawda? Że ty? Bo mają wszystko! Bo jest nakaz… W ten sposób ją zaszczuwano”. Nasz informator mówi też o inspirowanych materiałach w mediach.
Ta armia ludzi, która pracowała nad Blidą kilka miesięcy, dzień w dzień, niczego nie znalazła. Zeznania pani Kmiecik się nie potwierdzały, wszystko wskazywało na to, że rok wcześniej wykpiła się funkcjonariuszom ABW nic nieznaczącymi opowiastkami. Tak zresztą sugerowała prowadząca sprawę Blidy prokurator. Za co została zbesztana. I usłyszała, że nie nadaje się na prokuratora. Ogrom zgromadzonego materiału pozwala więc na dość precyzyjne zrekonstruowanie machiny, która doprowadziła do śmierci Barbary Blidy. Od polityków, oczekujących potwierdzenia własnych teorii przez wysokich funkcjonariuszy państwa, którzy zbudowali zespoły ludzi, którzy Blidę inwigilowali, zbierali na nią haki, aż po szeregowych prokuratorów i funkcjonariuszy ABW, jednych niechętnych, drugich gorliwych, którzy odgrywali w tej machinie rolę trybików. Banalnych, śmiercionośnych trybików.

Dokładnie badam sprawę

– Czy wokół Barbary Blidy lokowano agenturę?
– Mogę tylko powiedzieć, że ABW i jej oficerowie działali aktywnie

Z Ryszardem Kaliszem przewodniczącym Komisji Śledczej do zbadania okoliczności tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy rozmawia Robert Walenciak

– Gdy rozmawialiśmy w grudniu, mówił pan, że od stycznia komisja zacznie przesłuchiwać ludzi ABW. Tymczasem komisja stanęła. Co się stało?
– Mieliśmy przesłuchiwać funkcjonariuszy ABW na podstawie art. 25 ustawy o ochronie informacji niejawnych i punktu 18 załącznika numer 1 do tej ustawy, czyli z gwarancją, że ich dane identyfikacyjne byłyby chronione wieczyście. Dane, ale nie ich wiedza co do faktów. Tymczasem na cztery dni przed wyznaczonym przesłuchaniem otrzymałem pismo od szefowej Kancelarii Sejmu, pani Wandy Fidelus-Ninkiewicz, że jest to niemożliwe. Że najlepiej, gdyby te przesłuchania odbyły się w formule „ściśle tajne”, w siedzibie ABW.

– To trzeba było tak przesłuchiwać.
– A jakie byłyby tego konsekwencje? Każde słowo wypowiedziane w gryfie „ściśle tajne” jest chronione przez 50 lat! Czyli sprawozdanie, które sporządziłaby komisja, opierając się również – siłą rzeczy – na tego typu zeznaniach, co najmniej w połowie musiałoby być również ściśle tajne. Do ujawnienia po 50 latach. W takiej sytuacji prace komisji nie miałyby żadnego sensu. Rozpocząłem więc prawny bój.

– Z szefową Kancelarii Sejmu?
– Przedstawiłem jej na piśmie stanowisko prawne. A pani Fidelus miała swoich ekspertów, i twierdziła, że wszystko musi być ściśle tajne. Poczułem się jakby ogon kręcił psem. Bo mam związane ręce nie przez politykę, tylko przez organ o charakterze administracyjnym, powołany do obsługi posłów. Podjąłem więc rozmowy z prezesem Sądu Najwyższego i z kierownictwem ABW.

– I sprawę pan załatwił?
– Udostępniono nam specjalną salę w nowym budynku Sądu Najwyższego w Warszawie. I przesłuchania się odbywają. W warunkach ściśle tajnych. A istotą procedury jest, że gryf „ściśle tajne” dotyczy danych funkcjonariuszy, ich identyfikacji, ale nie dotyczy tego, co oni mówią. Owszem, niektóre fakty mogą podlegać ochronie, ale nie wszystkie.

– Oni i tak najczęściej powtarzają, że nic nie pamiętają.
– To jest inna sprawa. Ale trochę mówią. I z tej części, a także na podstawie zeznań złożonych w prokuraturze łódzkiej, mamy też mnóstwo innych dokumentów, można odtworzyć stan faktyczny.

– Czego zatem się dowiedzieliśmy? Co już wiemy?
– Informacją niezwykle istotną jest chociażby to, że w samym wątku politycznym pracowało ośmiu funkcjonariuszy ABW.

– Ośmiu naraz? Jednocześnie? Na jedną Blidę?
– Z tego, co już zostało ujawnione – to naraz.

Etap pierwszy: dlaczego nic nie macie na Blidę?

– Od kiedy?
– Ta sprawa miała różne etapy. Pierwszy etap to było postępowanie prowadzone od roku 2004 w Prokuraturze Rejonowej Katowice-Centrum-Zachód przez prokuratora Jacka Krawczyka.

– Ono dotyczyło tylko pani Barbary Kmiecik i łapówek, które, jak podejrzewano, dawała.
– To postępowanie toczyło się do stycznia 2006 r., kiedy wniesiono akt oskarżenia przeciwko Barbarze Kmiecik.

– A Blida w tej sprawie się „przewijała”?
– Pewne okoliczności związane z Barbarą Blidą były sprawdzane. Badano m.in. umowę dotyczącą budowy basenu w domu Blidów w Szczyrku. Ale okazało się, że wszystko jest lege artis, że niczego Barbarze Blidzie nie można zarzucić. To się górze nie spodobało. Od 1 listopada 2005 r., po wygranych przez PiS wyborach, ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym był Zbigniew Ziobro. I zaraz w listopadzie nowe kierownictwo zwróciło się, poprzez strukturę prokuratury, do prokuratora Krawczyka o informacje. Mało! Pilnuje tego jego zwierzchnik w prokuraturze Katowice-Centrum-Zachód, prokurator Krzysztof Sierak. Dyscyplinuje go.

– Przesłuchiwany przez komisję Sierak twierdził, że o sprawie w ogóle nic nie wiedział…
– Mówił, że o tym zapomniał.

– On się przyznał dopiero wtedy, kiedy pokazano mu jego adnotacje na aktach sprawy. A wcześniej szedł w zaparte. Moim zdaniem zwyczajnie was oszukiwał.
– Za składanie fałszywych zeznań grozi kara do trzech lat więzienia…

– W styczniu 2006 r. mamy więc taką sytuację: swój akt oskarżenia kieruje do sądu Jacek Krawczyk. Barbara Kmiecik przebywa w areszcie. A jednocześnie w styczniu 2006 r. Krzysztof Sierak otrzymuje awans na prokuratora okręgowego i tam otwiera na nowo sprawę powiązań Barbary Kmiecik i Barbary Blidy. I śledztwo powierza Emilowi Melce.
– Styczeń 2006 r. jest ważną cezurą. W tym samym czasie Zbigniew Ziobro zawozi do siedziby partii PiS akta dotyczące sprawy afery paliwowej.

– Z nich wynika, że w aferę mogą być zamieszane spółki związane z Porozumieniem Centrum, pierwszą partią Kaczyńskich. Spółka Solo…
– Stawiam hipotezę, że wówczas, w siedzibie PiS, podjęta została decyzja, że nie ma co wchodzić w sprawy mafii paliwowej, że lepiej szukać „wyjścia” na lewicę poprzez aferę węglową. Tę teorię uwiarygodniają dalsze losy śledztwa przeciwko mafii paliwowej – zostało ono rozbite na wiele wątków, porozrzucane po kraju. Za to na Śląsku ABW i prokuratura wracają do Barbary Kmiecik.

ABW odwiedza panią Kmiecik

– To znaczy…
– Melka prowadzi śledztwo – to raz. A po drugie, Barbarę K. odwiedzają w areszcie funkcjonariusze ABW.

– To jest marzec 2006 r.?
– To jest ten okres. Następnie, przy kolejnym spotkaniu, przewożą ją do siedziby ABW w Katowicach, gdzie, w relatywnie luksusowych warunkach, prowadzone są z nią rozmowy. Oczywiście Barbara K. bardzo chce wyjść z aresztu, oczywiście ma także świadomość pewnej sytuacji, o której mówił przed komisją prokurator Krawczyk, że było nastawienie na poszukiwanie „układu lewicowego”.

– Znamy przebieg tych rozmów?
– Te rozmowy nie były protokołowane.

– Nie były?
– Część była. Jest dziewięć protokołów. Te spotkania były coraz częstsze. Doszło do złożenia przez Barbarę K. zeznań w ABW, były one bardzo obszerne i dotyczyły wielu osób. Barbara K. zaczęła mówić rzeczy, których nie mówiła w poprzednim postępowaniu, u Krawczyka.

– Ile było rozmów Barbary Kmiecik w ABW?
– Nie jest to wyszczególnione. Ale można to odtworzyć na podstawie dokumentów związanych z odwiedzinami w areszcie, są także informacje, kiedy opuszczała areszt i była przewożona w inne miejsce.

– Po złożeniu zeznań wyszła na wolność. To był ten deal – wychodzi na wolność i nie trafia na ławę oskarżonych…
– W czerwcu 2006 r. sąd okręgowy uchylił wobec Barbary K. tymczasowy areszt. I od razu nasuwa się myśl, jaka była relacja między sądem okręgowym a delegaturą ABW w Katowicach. n Szefem delegatury był pan Śliwiński a prezesem sądu jego żona – pani Śliwińska. Przypominał o tym w lutym 2007 r., podczas nocnego spotkania u Jarosława Kaczyńskiego, szef ABW Bogdan Święczkowski. Że nie po to ma się swojego prezesa, żeby takich rzeczy nie można było załatwić. Mówił o tym Janusz Kaczmarek.

ABW bierze pod obcas prokuratora Balasa

– Barbara K. zostaje więc wypuszczona, ale śledztwo siada. Widać wyraźnie, że prowadzący je prokurator Emil Melka nie ma do niego serca. On czuje, że ta sprawa ma charakter polityczny. Więc w październiku, listopadzie 2006, gdy szefem ABW został Bogdan Święczkowski, zapada kolejna decyzja. Śledztwo dostaje prokurator Tomasz Balas, do pomocy otrzymuje jednego asesora, a w styczniu 2007 r. kolejnych dwóch. Ale żeby Balas znał swoje miejsce w szyku, w grudniu 2006 r., poza strukturami prokuratury, zostaje wezwany do Warszawy, do siedziby ABW. Tam ma spotkanie z Bogdanem Święczkowskim i jego zastępcą, Grzegorzem Ocieczkiem, który również wywodził się z katowickiej prokuratury.

– Powiedział wam, po co?
– Zasłonił się gryfem „ściśle tajne”. Wystąpiłem więc do ówczesnego prokuratora generalnego Zbigniewa Ćwiąkalskiego o zwolnienie go z tej tajemnicy. I w warunkach ściśle tajnego posiedzenia komisji pan Balas udzielił wyczerpujących informacji na temat tego, co działo się podczas spotkania w Warszawie.

– Czy jego przełożeni wiedzieli, po co jechał do Warszawy i jakie podczas tego spotkania w ABW podjęto ustalenia?
– Nie. To było poza prokuraturą.

– To co, konspiracja w konspiracji?
– Wtedy szefami ABW byli dwaj prokuratorzy, jego koledzy. Poza tym, królowało takie przeświadczenie, że struktury państwa ich nie obchodzą.

– Ale w ten sposób prokurator Balas stał się de facto tajnym współpracownikiem ABW.
– Pan to ocenia jak chce. Ja stwierdzam, że poza strukturami prokuratury został zaproszony przez szefa i wiceszefa ABW.

Ośmiu z ABW przeciwko Blidzie

– To spotkanie oznaczało, że do śledztwa wkroczyła też szeroko ABW?
– Jak powstała nowa ekipa prokuratorów, zresztą bez żadnego formalnego powołania, to okazało się, że również w listopadzie 2006 r. powołano w katowickim ABW grupę ośmiu funkcjonariuszy, którzy mieli zająć się wątkiem politycznym. W kolejnych tygodniach do tej grupy doszło kilku kolejnych funkcjonariuszy. Ja sam nie jestem w stanie określić, ilu ich tam było. Kilkanaście osób pracowało przy tej sprawie.

– W sprawie Blidy czy w sprawie afery węglowej?
– Tam wprawdzie wyodrębniono ok. 40 wątków, podzielono je na cztery koszyki i rozdzielono między czterech prokuratorów, ale funkcjonariuszy ABW nie przydzielono do żadnego koszyka, oni funkcjonowali „przy sprawie”. Ale na podstawie czynności, które wypełniali, można powiedzieć, że głównie zajmowali się wątkiem politycznym.

– Czyli Blidą.
– Nie tylko. Wątek polityczny sięgał też innych osób. Z których później zrezygnowano.

– Zastanawiam się, co ta armia ludzi robiła, bo przecież okazało się, że opowieści Barbary Kmiecik w wielkim stopniu były nieprawdziwe.
– Postępowanie prowadzone wtedy przez prokuraturę okręgową i ABW zmierzało nie do tego, żeby weryfikować zeznania Barbary K., tylko żeby je potwierdzać. To jest różnica!

– Akta sprawy Barbary Blidy liczą 44 tomy. Do listopada 2006 r. powstały dwa tomy, pozostałe 42 wytworzono do kwietnia 2007 r. To dorobek pracy czterech prokuratorów i ośmioosobowego zespołu funkcjonariuszy ABW?
– Później jeszcze rozszerzonego o kolejnych funkcjonariuszy.

– Czy ten oddział ludzi pozyskał jakieś nowe informacje? Czy wciąż bazował na tym, co powiedziała Barbara Kmiecik?
– Oni wykonywali działania, które w swej istocie przynależą ABW. Operacyjne. A także wykonywali działania na podstawie zleceń prokuratorskich, a nawet można przypuszczać, że inspirowali pewne działania operacyjne.

– Co to znaczy działania operacyjne? Podsłuchy, agentura?
– Działania operacyjne Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego podlegają ochronie prawnej. W związku z tym nic panu nie mogę powiedzieć. Mogę tylko powiedzieć, że to co, jest w aktach, jest bardzo interesujące.

– Czy wokół Barbary Blidy lokowano agenturę?
– Pyta pan o sprawy ściśle tajne. Mogę tylko powiedzieć, że ABW i jej oficerowie działali aktywnie.

Kto kierował spec-zespołem?

– Jedną z wielkich afer III RP była tzw. sprawa szafy płk. Lesiaka, czyli zespołu, który działał w Urzędzie Ochrony Państwa i który zajmował się politykami PC, RdR, pieniędzmi PC. Oficerowie pracujący w zespole trafili pod sąd, który sprawę umorzył, bo się przedawniła. Widzę tu oczywistą analogię. Gdyby Barbara Blida nie była w Sojuszu Lewicy Demokratycznej, partii, z którą Prawo i Sprawiedliwość walczyło, byłaby bezpieczna. Tymczasem powstał zespół tajniaków, którego zadaniem było zbieranie materiałów ją obciążających pod wcześniejszą tezę, zbieranie haków, inwigilowanie, który – to bardzo prawdopodobne – inspirował świadka do składania fałszywych zeznań. Pojedynczy prokuratorzy czy funkcjonariusze mogli sobie nie zdawać sprawy, w jakim szambie są zamoczeni. Ale tak to wyglądało!
– Pan stawia tezę. My te wszystkie tezy sprawdzamy. Natomiast ustawa mówi wyraźnie, że działalność operacyjna podlega tajemnicy państwowej.

– Czy będziecie przesłuchiwać w komisji Barbarę Kmiecik?
– Na ten temat w komisji dyskutujemy. Decyzji jeszcze nie ma.

– Weryfikacja jej zeznań pokazała, że ona je, przynajmniej w dużej części, koloryzowała i zmyślała. Nasuwa się więc pytanie: czy robiła to z własnej inicjatywy, czy też na sugestię prowadzących przesłuchanie?
– Ma pan świadomość, że jeżeli Barbara K. powiedziałaby przed komisją, że zmyślała, to miałaby zarzuty karne?

– Prokuratura w Łodzi mogłaby dać jej specjalny status. Wtedy może by powiedziała, jak to było podczas tych wszystkich przesłuchań w roku 2006. Do czego ją namawiano…
– Prawnie jest to możliwe. Ale to jest pytanie do prokuratury w Łodzi.

– Czy spotkał się pan z taką sprawą, że jedną osobą zajmuje się czterech prokuratorów i ośmiu tajniaków?
– Nie. Sprawa, w której tego samego dnia, 25 kwietnia 2007 r., zatrzymano osiem osób, dotycząca przetargów na obudowy górnicze, dotyczyła znacznie większych pieniędzy. A pracował nad nią jeden prokurator. I jeden, może dwóch policjantów. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego tym się nie zajmowała. Notabene, Zbigniew Ziobro tę sprawę chciał propagandowo połączyć z aferą węglową – więc zatrzymania odbyły się tego samego dnia. Tego dnia mówił zresztą w Sejmie, że była to jedna sprawa, że zatrzymano 13 osób.

– Kto w ABW kierował działaniami zespołu przeciwko Blidzie?
– Był funkcjonariusz, który tym kierował w ramach delegatury katowickiej. Był szef delegatury katowickiej. Ale z wielu przesłanek można wysnuć hipotezę, że nad sprawą czuwało ścisłe kierownictwo ABW. A ścisłe kierownictwo Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego miało też swojego szefa, z czym się nie kryło. Jak mówił pan Święczkowski – każdy ma swojego szefa, pod którego jest podłączony.

Co się zdarzyło 25 kwietnia?

– Gdy rozmawialiśmy w grudniu, mówił pan, że ekspertyzy dotyczące śmierci Barbary Blidy są zagadkowe.
– Mieliśmy w komisji okazję obejrzeć siedem eksperymentów śledczych, sfilmowanych, tam na miejscu robionych, z udziałem faktycznych uczestników zdarzenia. Udało mi się też wynegocjować z prokuraturą łódzką, że dostęp do jej akt otrzyma stały ekspert komisji ds. kryminalistyki, dr Michał Gramatyka. Zleciłem mu przedstawienie jego własnej ekspertyzy tego, co zdarzyło się 25 kwietnia 2007 r. I on nad tym pracuje.

– Ale wy już wiecie, kto był 25 kwietnia w domu Barbary Blidy?
– Wiemy już bardzo dużo. Mamy zeznania. Wiemy, kto tam był, jacy prokuratorzy, jacy funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wiemy, kto filmował, wiemy też, kto przywiózł osobę filmującą.

– Ale nie wiecie, na czyje polecenie.
– Wiemy już dużo. Zrobiliśmy pewne sprawdzenia. Ale jeszcze nie chciałbym tego ujawniać.

– Czy macie dostęp do billingów?
– Jest to jedna z czynności dowodowych, którą komisja może w każdej chwili przeprowadzić.

– Kiedy komisja skończy prace?
– Gdy zakończy wszystkie przesłuchania. Jesteśmy na etapie przesłuchań funkcjonariuszy, następnie słuchani będą policjanci. Potem – pełnomocnik jednej z osób, kilka osób, które mają wiedzę w tej sprawie… Później zaprosimy kierownictwo – prokuratury, ABW i policji. A po nich przechodzimy do słuchania polityków. Czyli, oczywiście, Janusz Kaczmarek jako szef MSWiA, później min. Ziobro, no i pan premier Kaczyński.

– Czy nie za wolno pracujecie? I nie za cicho?
– Bo nie ma przecieków? To chyba dobrze, prawda? A czy za wolno? Proszę pamiętać, to jest ogrom materiału, to są nie tylko przesłuchania, trzeba siedzieć nad dokumentami, a czasami spór z szefową Kancelarii Sejmu. A po drugie – to nie jest wyścig. To jest dokładne zbadanie sprawy.

Oct
31st
Fri
permalink

Sprawa Blidy: prokurator nagle zniknął

Wojciech Czuchnowski


Dwa dni przed śmiercią Barbary Blidy do Ministerstwa Sprawiedliwości przesłano zarzuty, które miano jej przedstawić. Prokurator, który oceniał, czy są prawidłowe, został odsunięty od sprawy.

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Olkuonik / AG?????? Posiedzenie komisji śledczej do sprawy śmierci Barbary Blidy. Przesłuchanie prokuratora Jarosława Hołdy ZOBACZ TAKŻE

RAPORTY

SERWISY



Sprawa Barbary Blidy - raport “Gaze
Historia, której część ujawniono podczas wczorajszego posiedzenia komisji śledczej badającej okoliczności śmierci byłej posłanki SLD, może mieć duże znaczenie dla wyjaśnienia tej sprawy. Blida popełniła samobójstwo 25 kwietnia 2007 r., gdy do jej domu z prokuratorskim nakazem wkroczyła ABW. Wczoraj posłanka Danuta Pietraszewska (PO) powiedziała, że już dwa dni wcześniej do Ministerstwa Sprawiedliwości przesłano z prokuratury w Katowicach projekty zarzutów w dwóch różnych sprawach: ustawienia przetargów na maszyny górnicze i korupcji w handlu węglem (tu zarzuty miały zostać przedstawione Blidzie).

Pisma do oceny dostał prokurator Artur Kassyk, nadzorujący w ministerstwie katowicką prokuraturę. Jak ocenił plan zatrzymania Blidy? Tego nie wiadomo. Następnego dnia rano prokurator krajowy Tomasz Szałek poprosił Kassyka, by przygotował pełną informację o zatrzymaniach planowanych na Śląsku. Informacja była przeznaczona dla ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Miała zostać wykorzystana następnego dnia na konferencji prasowej.

Ale materiały od Kassyka nie spełniły oczekiwań szefów. Po południu Szałek kazał je zbierać innemu prokuratorowi - Jarosławowi Hołdzie, chociaż ten nie nadzorował prokuratury w Katowicach. Również w dniu śmierci Blidy to Hołda, a nie Kassyk, ściągał z Katowic materiały śledztwa dla ministra i jego zastępców, którzy szykowali wystąpienie Zbigniewa Ziobry w Sejmie.

Kassyk już nigdy nie miał kontaktu ze sprawą Blidy.

Prok. Hołda zeznawał wczoraj przed komisją. Pytano go, dlaczego zastąpił Kassyka.

- Usłyszałem, że prokurator Kassyk przedstawił informacje niewystarczające - mówił posłom Hołda.

Kassyk też będzie wezwany przed komisję. - Chcemy ustalić, co się stało, że przełożeni nagle stracili do niego zaufanie, i co napisał w swojej opinii na temat zarzutów - mówi szef komisji Ryszard Kalisz (Lewica). Posłowie podejrzewają, że prok. Kassyk mógł mieć poważne zastrzeżenia do planowanej akcji i właśnie to nie spodobało się kierownictwu ministerstwa.

- Artur Kassyk jest prokuratorem z wieloletnim stażem, znanym z ostrożności - mówi znajomy prokuratora.

Skontaktowaliśmy się z Kassykiem. Odmówił rozmowy, tłumacząc: - Jeżeli zostałem wezwany przed komisję, to tam odpowiem na pytania, wcześniej nie mogę.

Według naszych źródeł prokurator faktycznie miał uwagi do planów katowickiej prokuratury, ale były to głównie zastrzeżenia formalne. Odmówił oceny projektów, był zdziwiony, że dostał sprawę, w której występowała Blida, i że łączono ją z zatrzymaniami w zupełnie innym śledztwie. Ale propagandowy wymiar planowanej na 25 kwietnia akcji był taki, że opinia publiczna miała dostać komunikat o wielkich zatrzymaniach sprawców nadużyć w górnictwie.

O to właśnie komisja pytała prok. Hołdę. Wezwano go, bo prowadzący śledztwo przeciwko Blidzie katowicki śledczy Tomasz Balas zeznał, że gdy 24 kwietnia prok. Hołda telefonował do niego, prosząc o przesłanie materiałów do ministerstwa, powiedział, że będą one użyte na konferencji prasowej. Balasa zdziwiło, że Hołda zna treść zarzutów i wie, kto będzie zatrzymany. Wczoraj Hołda zaprzeczał: - Nie interesowało mnie, kogo dotyczą te zarzuty. Policzyłem kartki i nie czytając, przekazałem - przekonywał.

Nie zaprzeczył natomiast, że powiedział Balasowi, że materiały “pewnie będą użyte na jakiejś konferencji”. - Użyłem ogólnego sformułowania - dodał.

Przesłuchanie Jarosława Hołdy jest kolejnym dowodem na to, że mimo zaprzeczeń Ziobry Ministerstwo Sprawiedliwości chciało medialnie wykorzystać zatrzymanie Barbary Blidy. Sukces w walce z “układem” miał zostać ogłoszony właśnie 25 kwietnia. Dlatego m.in. ABW przygotowywała film z wyprowadzenia z domu zatrzymanej posłanki, który miał być przekazany TVP.

Apr
15th
Tue
permalink

Podsumowanie prawie w rocznicę śmierci

Prawda o śmierci - “Przegląd Tygodniowy”, 2008 - 04 - 14, Robert Walenciak

Prawie rok po śmierci Barbary Blidy, która zastrzeliła się w swoim domu 25 kwietnia ub. roku, ruszyła wreszcie sejmowa komisja śledcza, która ma wyjaśnić okoliczności tego tragicznego wydarzenia.

W poprzednim Sejmie nie było szans, by komisja powstała. Ówczesny marszałek Sejmu, wiceprzewodniczący PiS Ludwik Dorn, odmawiał umieszczenia wniosku o powołanie komisji w porządku obrad. PiS bało się prawdy. Czy komisja, której przewodniczy Ryszard Kalisz, do niej dotrze? Droga do tego daleka. Już od pierwszych minut dwoje posłów PiS, Beata Kempa i Wojciech Szarama, rozpętało akcję paraliżowania prac komisji. Kempa to była wiceminister sprawiedliwości, podwładna Zbigniewa Ziobry. Szarama to były szef delegatury UOP w Katowicach. Czy im się uda? Wszystko zależy do tego, czy reszta komisji im ulegnie, czy pozwoli, by prace skręciły na boczne tory. Zadania komisji nie ułatwia fakt, że znaczna część akt prokuratury została utajniona.


Po co ta komisja?

Gra przedstawicieli PiS w komisji jest czytelna - walczą o swoją partię i jej liderów. Już z tego, co przedostało się do mediów, wyłania się bowiem obraz państwa PiS, które używa całej swojej siły - prokuratorów, policjantów, agentów, mediów publicznych - do niszczenia przeciwników politycznych.

“Na szczytach władzy istniała zorganizowana grupa przestępcza - mówi otwarcie Leszek Piotrowski, pełnomocnik rodziny Blidów. - Te nasiadówy (u premiera, podczas których omawiano, kogo aresztować i jak) miały nieformalny charakter i żywo przypominały mi gangsterskie spotkania w “Ojcu chrzestnym”“. Wątpliwości nie ma również Kazimierz Kutz, reżyser, poseł PO. Komisja - wygarniał posłom PiS w Sejmie - “będzie badała cały wasz aparat, tę prokuraturę, która była całkowicie zdominowana przez ministra sprawiedliwości [Zbigniewa Ziobrę]. I dlatego wy tak się zachowujecie, bo walczycie o własną skórę”.

To nie są słowa bezpodstawne. Jeżeli potwierdzi się, że w sprawie Blidy łamane było prawo, to niektórzy politycy PiS nie tylko mogą być wyeliminowani z polskiej polityki, ale czeka ich również odpowiedzialność karna. Zbigniew Ziobro niemal wprost sprzed oblicza komisji śledczej może trafić przed Trybunał Stanu. Dziś, niemal po roku od tragicznej śmierci, wiemy wystarczająco wiele, by stawiać liderom PiS najpoważniejsze zarzuty. Gra, która będzie się toczyć i w komisji śledczej, i w łódzkiej prokuraturze, będzie więc ważna i pełna emocji. Karty w tej grze już są rozdane. Wiadomo, w co gra PiS, wiadomo, które sprawy będzie chciało ukryć. Wiadomo, jaki jest ten tor przeszkód, który doprowadzi nas do prawdy.

Taktyka PiS

Taktyka PiS jest prosta, mówiono o tym już w grudniu, podczas debaty sejmowej nad powołaniem komisji śledczej. To wtedy pani Kempa wołała, że chce badać sprawę mafii węglowej i w tym kontekście analizować okoliczności śmierci byłej posłanki SLD. Ta taktyka z punktu widzenia PiS ma dobre strony. Po pierwsze, przeciąga prace komisji na wiele lat. Akta mafii węglowej liczą kilkadziesiąt tomów, większość jest tajna, wgłębianie się w to zamuli każdego. Po drugie, PiS liczy na to, że połączy w opinii publicznej właścicielkę firmy handlującej węglem Barbarę Kmiecik (zwaną “Alexis”) z Barbarą Blidą. Panie się znały, obdarowywały drobnymi prezentami, więc jest szansa wmawiania opinii publicznej, że tworzyły jakiś “układ”. Duża?

Przypomnijmy: zarzut stawiany Barbarze Blidzie opiera się na zeznaniach pani Kmiecik, że pośredniczyła ona w przekazaniu łapówki dla dyrektora jednej ze spółek węglowych. W zamian za pieniądze miał on umorzyć długi firmy pani Kmiecik. Tymczasem, jak wykazało śledztwo, dług nie został umorzony, a sam dyrektor do przyjęcia łapówki się nie przyznał.

Zarzut pani Kmiecik był więc mało wiarygodny, zresztą sami prokuratorzy, którzy prowadzili śledztwo, to mówili. Mówiła to m.in. prowadząca tę sprawę prokurator Małgorzata Kaczmarczyk-Suchan. Na co usłyszała od przełożonych, że nie jest godna być prokuratorem. Ta rozmowa zapisana jest w łódzkiej prokuraturze, która prowadzi śledztwo mające wyjaśnić okoliczności śmierci byłej posłanki.

O tym, że zarzut “Alexis” jest nie do utrzymania przed jakimkolwiek sądem, mówiono także podczas jednej ze słynnych nasiadówek u premiera Kaczyńskiego. Mówił o tym prokurator Szałek. Ale jego wątpliwości zostały zgaszone przez szefa ABW Bogdana Święczkowskiego.

I tą drogą chce iść pisowski duet w komisji śledczej Beata Kempa-Wojciech Szarama. Chcą przekonywać opinię publiczną, że oskarżenie pani Kmiecik było wystarczające - jeśli nie do skazania, to przynajmniej do zatrzymania.


Sprawa śmierci Barbary Blidy pokazuje, że PiS i Ziobro na kłamstwie, poniżaniu innych i łamaniu prawa budowali swoją pozycję
 
Co ustaliła prokuratura?

Dodajmy do tego jeszcze jedno. Otóż prokuratura katowicka, która prowadziła sprawę mafii węglowej, doprowadziła ją do końca. I po kilku latach pracy skierowała ją do sądu.

Zarzuty postawiono zaledwie czterem osobom. Na ławie oskarżonych zasiadają więc: Wiesław K., były wiceprezes Rudzkiej Spółki Węglowej (podejrzany o przyjęcie 420 tys. zł łapówki od “Alexis”), Jerzy H., były prezes Nadwiślańskiej Spółki Węglowej (150 tys. zł łapówki), Jacek W., asystent Barbary Kmiecik (w jej imieniu miał dawać łapówki), oraz Henryk D., były poseł AWS. Poseł ten, zdaniem prokuratury, miał pośredniczyć w przekazaniu 100 tys. dol. łapówki dla Jacka Dębskiego, byłego ministra sportu. W zamian zięć “Alexis” miał zostać doradcą ministra.

Najważniejszym jednak elementem jest fakt, że z zarzutów oczyszczono prezesa Rudzkiej Spółki Węglowej, tego samego, któremu Barbara Blida miała rzekomo wręczyć łapówkę. “Uznaliśmy, że materiał dowodowy nie daje podstaw do wniesienia przeciwko niemu aktu oskarżenia”, wyjaśnia rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Co to oznacza? Otóż oznacza to, że również niewinna była Barbara Blida. Jeżeli ktoś nie dostał łapówki, oczywiste jest, że nikt jej nie dał. Nie można dać czegoś, czego nie ma. A jeżeli nikt nie dał, to o co oskarżać?

Pamiętajmy, że po zeznaniach obciążających Blidę prokuratura miała ponad rok na ich zweryfikowanie. Mogła użyć do tego wszelkich środków - zakładać podsłuchy, badać konta, rachunki, przelewy - tak zresztą w sprawie Blidy robiono, tak zeznali prowadzący śledztwo prokuratorzy. I okazało się, że wszystko jest czyste.

Dlaczego więc na szczytach władzy zdecydowano, by Blidę aresztować? Liczono, jak z ubeckim cynizmem mówił podczas narady u premiera szef ABW Bogdan Święczkowski, że “jak posiedzi, to zmięknie”? A może liczono na coś innego - na piękny propagandowy fajerwerk?

Dodajmy do tego jeszcze jeden element - na ławie oskarżonych nie zasiada Barbara Kmiecik. Dlaczego? To przeczytać można na notatce prokuratorów planujących zatrzymania. Otóż szef Prokuratury Okręgowej w Katowicach Krzysztof Błach napisał na niej ręcznie: “nie podzielam stanowiska co do przedstawienia B. Kmiecik zarzutu. W mojej ocenie korzysta ona z przywileju par. 6 art. 229”. To oznacza, że “Alexis” zawarła układ z prokuraturą - i w zamian za obciążające, także Barbarę Blidę, zeznania wyszła na wolność.

Tak oto wielkie śledztwo dotyczące mafii węglowej zakończyło się postawieniem banalnych zarzutów czterem osobom. “Prokuratura dała sobie wmówić, że na Śląsku istnieje mafia węglowa - szydził więc Leszek Piotrowski. - Cztery osoby to ledwie szajka, a nie poważny gang. Góra urodziła mysz”.

Słowa Piotrowskiego wymagają kilku zdań komentarza. Otóż mniej więcej w tym samym czasie, kiedy podwładni Zbigniewa Ziobry prześwietlali Barbarę Blidę i szykowali się, by ją aresztować, w warszawskim sądzie toczyła się sprawa tzw. szafy Lesiaka, czyli inwigilacji prawicy. W tej sprawie pokrzywdzeni byli też politycy PC i RdR, z Jarosławem Kaczyńskim na czele. To ich inwigilować miał zespół prowadzony przez płk. Lesiaka. Ostatecznie sprawa zakończyła się dość dziwnie, bo zarzuty uległy przedawnieniu, ale nie to jest istotne. Otóż jako jeden ze świadków zeznawał były szef MSW Andrzej Milczanowski, przełożony Lesiaka. I mówił rzeczy szalenie dla Kaczyńskich niewygodne - że z różnych źródeł organy ścigania otrzymywały informacje, że partia Kaczyńskich, Porozumienie Centrum, prowadzi jakieś dziwne transakcje, w zasadzie nielegalne, jest zamieszana w pieniądze FOZZ. I on, szef MSW, zmuszony był całą sprawę zbadać.

Mechanizm więc, zarówno w sprawie inwigilacji prawicy, jak i w sprawie Blidy, był identyczny. Mamy wielką aferę (FOZZ, Art-B, mafia węglowa) i znajdujemy ludzi, którzy tę aferę połączą z naszymi politycznymi przeciwnikami (w sprawie inwigilacji prawicy byli oni chyba jednak bardziej wiarygodni niż w przypadku Barbary Blidy). I to już wystarczy, by prowadzić działania operacyjne. By oskarżać.

Zamykając ten wątek, warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt. Otóż śledztwo w sprawie mafii węglowej zostało zamknięte. Akt oskarżenia trafił do sądu. Jak więc w tej sytuacji powinna się zachować komisja śledcza? Na pewno bez większego sensu byłoby, gdyby sama zaczęła badać sprawę mafii węglowej, czyli poprawiać prokuratorów. To byłoby śmieszne. Natomiast powinna prześledzić co innego - w jaki sposób przełożeni prokuratorów sterowali śledztwem. Jak jedne wątki wyciszali, a inne polecali rozwijać. I z jakimi intencjami. Komisja powinna wyświetlić ten mechanizm - nacisku na prokuratorów i zdalnego sterowania śledztwem pod z góry wyznaczoną tezę.

Czy to nastąpi? Wszystko zależeć będzie od tego, czy posłowie zasiadający w komisji śledczej dadzą się zakrzyczeć pisowcom, zepchnąć na boczne tory. Pojedynek o prawdę będzie też pojedynkiem charakterów.

Tajemnicza zmiana miejsc

Sprawa okoliczności śmierci Barbary Blidy jest wielowątkowa. Ślady nacisku władzy na organa ścigania są w wielu miejscach. Dziś możemy je zidentyfikować. I można mieć tylko nadzieję, że komisja śledcza dokładnie wszystko wyjaśni. I pokaże mechanizm państwa PiS.

Komisja zdecydowała, że najpierw przesłuchiwani będą prokuratorzy katowiccy, którzy prowadzili sprawę mafii węglowej i którzy postawili zarzuty Barbarze Blidzie.

Na pewno bardzo ciekawe będzie usłyszeć od nich, jak prowadzili swoje działania i w jakim stopniu naciski z góry te działania ukierunkowywały.

O tym mówił, jeszcze za rządów PiS, bardzo wyraźnie katowicki prokurator Emil Melka. To on prowadził śledztwo w sprawie mafii węglowej i został od niego odsunięty. Jak nieoficjalnie mówiono, dlatego że nie chciał postawić zarzutu Barbarze Blidzie. Czy tak było rzeczywiście? O to pytał go parę miesięcy temu dziennikarz “Przekroju”. Melka odpowiedział mu wówczas, że o sprawie może dłużej rozmawiać, ale dopiero za dwa lata (wtedy, jak mniemał, PiS straci władzę…). Powiedział też, że nie zdradzi kulis postępowania, które prowadził, “ponieważ zostawia wiedzę na komisję śledczą”.

Warto przypomnieć, że natychmiast po tym wywiadzie prokuratura wszczęła przeciwko Melce postępowanie, przełożeni zaś zaczęli na niego naciskać, by swoje słowa odwołał, a także potajemnie go nagrywać.

Zeznania Melki mogą też pomóc w wyjaśnieniu dwóch innych wątków sprawy. Pierwszy dotyczy jego następców, którzy przejęli śledztwo. O tych wątpliwościach pisaliśmy w grudniu ub.r. (“Przegląd” nr 50, z 13.12.2007 r.), warto więc je przypomnieć:

“O tym, że sprawa mafii węglowej była dla Ziobry rzeczą drugorzędną, że patrzył na nią z punktu widzenia korzyści politycznych, świadczą co najmniej dwa wydarzenia.

O pierwszym mówi prokurator Tomasz Balas, który przejął po Melce śledztwo w sprawie mafii węglowej. Balas otrzymał do pomocy trzech asesorów. Wydawało się więc, że poprowadzi śledztwo trzy razy szybciej od poprzednika. Ale okazało się to niemożliwe. Dlaczego?
Otóż, jak zeznał Balas, plan śledztwa ustalono w sposób następujący: Piotr Wolny miał zająć się korupcją w sektorze górniczym, Sebastian Głuch »nieprawidłowościami w sektorze szeroko pojętej lewicy«, a Małgorzata Kaczmarczyk-Suchan - »finansowaniem« Barbary Blidy przez Barbarę Kmiecik. Z informacji prokuratorów wynika, że ten plan został narzucony im z góry. Bo szefostwo domagało się sukcesów i poleciło skupić się na »najbardziej obiecujących wątkach«. Dla prokuratorów Ziobry »najbardziej obiecujące wątki« to były te, w które można było zamieszać polityków lewicy, mimo że siłą rzeczy mogli oni w aferze węglowej odgrywać role co najwyżej marginalne.

W ten sposób, w imię walki z lewicą, zmarnowano pracę dwójki prokuratorów, którzy zajmowali się wątkami de facto politycznymi. Dodajmy, że ta praca nie przyniosła spodziewanych przez Ziobrę rezultatów. Dwójka asesorów nie znalazła nic obciążającego, a prokurator Kaczmarczyk-Suchan wręcz oczyściła Blidę z zarzutów finansowania budowy jej domu w Szczyrku przez Barbarę Kmiecik. I była przeciwna zatrzymaniu Barbary Blidy. Ale zwierzchnicy podjęli decyzję za nią”.

I jest jeszcze jeden wątek, który dobrze byłoby wyjaśnić do końca. Bo dobrze byłoby wiedzieć, jak przebiegały rozmowy Barbary Kmiecik z prokuratorami i oficerami ABW. W jaki sposób zawarto z nią “układ”.

Barbara Kmiecik w połowie lat 90., gdy jej firma kwitła, bardzo swobodnie poruszała się w śląskim establishmencie. Znała kilkadziesiąt osób ze śląskiego świecznika, polityków, urzędników, dyrektorów i prezesów oraz duchownych. Potwierdza to tzw. notes “Alexis”, czyli notes, w którym Barbara Kmiecik zapisywała nazwiska znajomych. Niektórzy sugerują, że były to nazwiska ludzi, których w taki czy inny sposób “sponsorowała”. Jeżeli tak, to dlaczego prokuratura nie poszła tym śladem? Czy to przypadek, że “Alexis” obciążyła Blidę i że to wystarczyło, by prokuratura zawarła z nią “układ” i wypuściła na wolność? Jak wyglądał sam moment zawierania “układu”? Czy pani Kmiecik sądziła, że śledczy oczekują od niej takich, a nie innych nazwisk?

Tajne spotkania u premiera

Bo o tym, że “na górze” było oczekiwanie na określone nazwiska, chyba wszyscy wiedzieli. Mechanizm ten ujawnił Janusz Kaczmarek, były minister spraw wewnętrznych, opisując tajne narady organizowane u premiera.

W sumie tych spotkań było pięć. Zwoływano je ad hoc, wieczorem, nawet nocą, bez protokolantów, bez notatek, de facto bez jakichkolwiek śladów. Spotkaniu przewodniczył premier, a zaproszeni byli szef MSW Janusz Kaczmarek, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, komendant główny policji Konrad Kornatowski, szef ABW Bogdan Święczkowski, szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej Tomasz Szałek, a także minister koordynator Zbigniew Wassermann. Czyli nadzorcy struktur policyjnych, siłowych.



Gdyby nie Kaczmarek, który przerwał zmowę milczenia, być może o tych naradach nie wiedzielibyśmy do dzisiaj.



Nie złapalibyśmy również Zbigniewa Ziobry na kłamstwie. Bo w Sejmie, po samobójczej śmierci Barbary Blidy Ziobro mówił posłom: “Miałem ogólne informacje. Moja wiedza o zarzutach wobec pani Blidy miała charakter sygnalityczny”. Tymczasem, jak ujawnił Janusz Kaczmarek, a w wielkim stopniu potwierdził Jarosław Kaczyński, podczas tajnych obrad u premiera szczegółowo omawiano całą operację związaną z aresztowaniem byłej posłanki.

Kaczmarek opowiadał, jak i on, i prokurator Szałek powątpiewali w siłę dowodów, które zgromadzili prokuratorzy prowadzący śledztwo. Mówiąc, że każdy sąd je odrzuci. Tymczasem Ziobro miał zapewniać, że są mocne. Czy tak mówi człowiek, który ma “wiedzę sygnalityczną”? Ziobro miał też zapewniać Kaczyńskiego, że poprzez Blidę uda się “wyjść” na Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego, że wreszcie uda się pokazać ten filar mitologii PiS, czyli “układ”.

Kaczmarek opowiedział także o Bogdanie Święczkowskim, który stwierdził, że jak Blida posiedzi, to zmięknie.

“To była tajność na szczytach władzy - mówi o tych spotkaniach Leszek Piotrowski. - Tak właśnie działa zorganizowana grupa przestępcza. To były spotkania niekonstytucyjne - ani Rada Ministrów, ani nawet jej część. Brali w nich udział minister sprawiedliwości, szef ABW, szef CBA, człowiek z Prokuratury Krajowej. Radzili, jak załatwić przeciwników politycznych. Zastanawiali się, komu zrobić sprawę, kogo aresztować, zatrzymać. Robili to z wyłączeniem władzy sądowniczej! A przecież od decydowania, czy zatrzymać Blidę, czy nie, była prokuratura w Katowicach”.

Piotrowski wskazuje istotny szczegół. Otóż podczas jednej z narad premier miał powiedzieć, że zgadza się na aresztowanie Blidy, tylko żeby zrobiono to z taktem, nie zakładając jej kajdanek.

“Jeśli narada kończy się tak, że premier mówi, żeby tylko nie zakładać kajdanek, to co to znaczy? - pyta pełnomocnik rodziny Blidów. - Ano, że zapada decyzja o aresztowaniu. Na jakiej podstawie? Zeznań dwóch niewiarygodnych świadków! Bo oprócz zeznań rzekomej przyjaciółki pani Blidy mieli zeznania człowieka skazanego za oszustwa. To przecież żaden dowód! Święczkowski powinien siedzieć za tworzenie fałszywych oskarżeń”.

Przebieg narad u Kaczyńskiego jest niezwykle istotny. Kompromituje premiera i jego współpracowników nie tylko politycznie. Pokazuje ich niczym zwykłych mafiosów, którzy zbierają się po nocach i planują, kogo aresztować, komu założyć kajdanki, a komu nie, i jakie z tego będą korzyści. Powinien również znaleźć się pod lupą prokuratorów - którzy odpowiedzą, czy zgromadzeni na spotkaniu dżentelmeni mieli prawo podejmować te decyzje. Decydować za prokuratorów i funkcjonariuszy prowadzących sprawę.

Wielki Brat pana prokuratora

Z zeznań prokuratorów i funkcjonariuszy ABW wynika jednoznacznie, że śledztwo, które prowadzili, było sterowane przez zwierzchników. Zeznał to prokurator Tomasz Balas: “Samo zainteresowanie sprawą ze strony przełożonych, ilość spotkań i rozmów, było rzeczą nadzwyczajną, niespotykaną w innych sprawach, może z wyjątkiem Orlenu. Odniosłem wrażenie, że prokurator okręgowy stara się nas kontrolować”. I kontynuował: “Termin [zatrzymania Barbary Blidy - przyp. RW] nie był wynikiem naszej inicjatywy. (…) Do mojego pokoju przyszedł prok. Wójcik [naczelnik wydziału śledczego], zawołałem pozostałych referentów sprawy na jego życzenie i wyraził to takimi słowami: prokurator okręgowy Krzysztof Błach chciałby, aby ta realizacja miała miejsce 24 lub 25 kwietnia (…). Jedyną rzeczą, która gdzieś tam człowieka dotknęła, jest fakt, że ktoś przychodzi i proponuje termin”.

Po takim “ustaleniu” terminu zatrzymania prokuratorzy prowadzący sprawę powiadomili ABW, polecając agencji operację zatrzymania. Tymczasem okazało się, że ABW termin już zna. Termin ustaliła “góra”, swą decyzję przekazując niżej. Czyli konkretnie kto? To także trzeba będzie wyjaśnić. Zrekonstruować cały łańcuszek poleceń, teoretycznie nieformalnych, ale które w rzeczywistości całą tę machinę napędzały.

Kto zamówił kamerę?

To, że owa machina służyła propagandzie i polityce, a nie sprawiedliwości, pokazuje epizod z kamerą. Feralnego dnia razem z ekipą, która miała aresztować Blidę, przyjechali funkcjonariusze ABW z kamerą. Co mieli kręcić? Jeśli mieli dokumentować “czynności operacyjno-śledcze”, czyli samo aresztowanie byłej posłanki oraz przeszukanie w jej domu, powinni wejść do środka. Zostali na zewnątrz. Czyli mogli - i taki mógł być jedynie cel ich przyjazdu - sfilmować Blidę wyprowadzaną przez funkcjonariuszy z domu. Po co? “Paparazzi z ABW” już to powiedzieli - materiał z aresztowania miał być emitowany w telewizji publicznej. Czyli miało być kolejne show, jakie w tym czasie urządzano.

Jest bardzo prawdopodobne, że to zadecydowało o tragicznym geście Barbary Blidy. Była politykiem, więc doskonale wiedziała, że przed jej domem stoi kamera, że film z jej aresztowania będzie w “Wiadomościach”, z komentarzem, że oto ujęto kolejną złodziejkę. Że zostanie zhańbiona i splugawiona w oczach rodziny, sąsiadów, przyjaciół. Wiedziała też, że po takim “filmie hańby” nie oczyści się już nigdy. To było dla niej śmiercią.

Czy taki obraz Barbara Blida widziała w ostatnich minutach swego życia? Tego już nigdy się nie dowiemy. Natomiast powinniśmy się dowiedzieć, kto zdecydował, że pod dom Blidów ma jechać kamera. Że mają być nakręcone takie, a nie inne ujęcia. I jaki miał być ich los.

Komisja śledcza powinna sprawdzić kontakty wykraczające poza normalne stosunki służbowe Zbigniewa Ziobry z niektórymi mediami. To będzie trudne, bo Ziobro używał telefonów na kartę, najwyraźniej po to, żeby nie było wiadomo, z kim rozmawia. Tak jak to robią gangsterzy. Karty SIM z tych telefonów zabrał ze sobą. Służbowy laptop zniszczył. Ale być może uda się pewne mechanizmy zrekonstruować.

Warto pamiętać, że dzień przed aresztowaniami TVP nadała program o mafii węglowej. Czy to przypadek? Tylko naiwny może w to uwierzyć. A jeżeli nie był to przypadek, powinniśmy poznać mechanizm - głęboko patologiczny - kształtowania przez polityków programów telewizji publicznej. Wepchnięcia TVP w tryb partyjnej propagandy.

Komisja powinna również sprawdzić, czy rzeczywiście w dniu aresztowań miała się odbyć na Śląsku konferencja prasowa Ziobry. Bo jak zeznał jeden z prokuratorów, materiały na tę konferencję były już przygotowane.

Czyli szykowane było kolejne show ze Zbigniewem Ziobrą w roli głównej. Który miał ogłosić aresztowanie 12 osób (potem wszystkich wypuszczono), ogłosić rozbicie mafii węglowej, pokazać Blidę jako bez mała szefową tej mafii, nazwać ją złodziejką. Na kłamstwie, poniżaniu innych i łamaniu prawa PiS i Ziobro budowali swoją pozycję.

Czas wreszcie ten mechanizm pokazać. Łańcuszek podejmowanych decyzji, używanie prokuratury i ABW do działań sprzecznych z prawem, nadużywanie władzy.

To wszystko zresztą powoli wychodzić będzie na światło dzienne. To już widać, tego już pisowcy nie zawrzeszczą. Nie schowają.

Ława oskarżonych zbliża się do nich powoli, ale nieubłaganie.

P.S. Artykuł z dnia 2008 - 04 - 25, ”GW” - uzpupełniająca artykuł Walenciaka

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,5153803.html?as=1&ias=4&startsz=x







 





 

Jan
10th
Thu
permalink

Lech Kaczyński też wiedział!

Co prezydent wiedział o sprawie Barbary Blidy (“GW”, 2008 -01 - 10)

Janusz Kaczmarek zeznał w prokuraturze, że o śmierci Blidy rozmawiał z Lechem Kaczyńskim. I że prezydent wiedział wtedy o słynnej naradzie u swego brata premiera


Były szef MSWiA zeznał we wtorek w łódzkiej prokuraturze, że po samobójstwie Barbary Blidy w kwietniu 2006 r. podczas akcji ABW udał się z koordynatorem służb specjalnych Zbigniewem Wassermannem do Lecha Kaczyńskiego. I że ostrzegali prezydenta, iż minister Ziobro przejmuje rolę drugiego premiera.

Kaczmarek zeznał: “Prezydent był zdenerwowany na pana Zbigniewa Ziobro, co więcej, użył słów, które według mnie świadczą o tym, iż wiedział o naradzie, która miała miejsce u premiera Kaczyńskiego. (…) Powiedział coś w rodzaju, że brat mówił wam, że w tej sprawie miały być mocne dowody. (…) Rozmowa nie kleiła się z uwagi na fakt podenerwowania prezydenta, który z jednej strony był przejęty śmiercią kobiety, myślę, że autentycznie, ale z drugiej strony mówił też o reperkusjach politycznych, bo opozycja będzie obciążała premiera za to, co się stało”.

Przed próbą zatrzymania Blidy naradzali się u premiera: Kaczmarek, szef policji Konrad Kornatowski, szef ABW Bogdan Święczkowski, szef CBA Mariusz Kamiński, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro oraz Tomasz Szałek, p.o. prokuratora krajowego.

Ustalenie, jak narada przebiegała, będzie kluczowe dla komisji śledczej ws. Blidy. Ziobro twierdził bowiem w Sejmie w dniu jej śmierci, że miał tylko ogólne pojęcie o sprawie. O naradzie nie wspomniał. Ale Jarosław Kaczyński przyznał potem, że na tej naradzie omawiano sprawę Blidy i że prosił, by podczas zatrzymania nie zakładano b. posłance SLD kajdanek.

Poseł SLD Janusz Zemke potwierdza, że zeznania Kaczmarka w prokuraturze pokrywają się w większości z jego sierpniową relacją przed sejmową speckomisją. Ale wtedy Kaczmarek nie powiedział o spotkaniu u prezydenta. Zemke: - Koncentrowaliśmy się na naradzie u premiera i nikt go chyba nie zapytał, czy były spotkania z innymi politykami.

Przez Blidę dopaść SLD i Millera

“Kiedy pojawiła się możliwość wyjścia na układ lewicy, Jarosław Kaczyński stwierdził, że pokazanie tego układu wystarczy za wszystkie inne” - zeznał Janusz Kaczmarek

We wtorek łódzka prokuratura przesłuchała Kaczmarka, b. szefa MSWiA Janusza; w środę zaś Konrada Kornatowskiego, byłego szefa policji. Obaj funkcjonariusze rządu Jarosława Kaczyńskiego zeznawali w sprawie śmierci Barbary Blidy, która 25 kwietnia 2006 r. zastrzeliła się podczas próby zatrzymania przez ABW.

Uprzedzono ich o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania. Przesłuchania nagrano kamerą wideo. Zeznania Kaczmarka cytujemy z 22-stronicowego protokołu z przesłuchania.

B. szef MSWIA potwierdził, że na 10-14 dni przed zatrzymaniem Blidy premier Kaczyński wezwał na naradę jego, Kornatowskiego, szefa ABW Bogdana Święczkowskiego, szefa CBA Mariusza Kamińskiego, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę i Tomasza Szałka, p.o. prokuratora krajowego.

Nie było Zbigniewa Wassermanna, koordynatora specsłużb. “Tego typu fakt był podyktowany silną pozycją Zbigniewa Ziobry, który zdyskredytował w oczach premiera Wassermanna jako osobę, która wszystko przekazuje mediom i nie umie trzymać języka za zębami” - czytamy w zeznaniu Kaczmarka.

Dyskrecja była konieczna, bo u premiera Święczkowski i Ziobro referowali sprawę rozbicia eseldowskiego układu.

Kaczmarek zeznaje tak: „Mówili, że przez Blidę można by, mówiąc żargonem prokuratorskim, » wyjść «na osoby z wierchuszki SLD, a konkretnie z tego, co pamiętam, na Leszka Millera. (…) Mówiło się o pani Kmiecik [główny świadek przeciw Blidzie], o panu Zającu [również świadek], Blidzie i o czołowych politykach SLD. Dopiero potem na poczet różnych wywiadów udzielanych przez Zbigniewa Ziobrę i polityków PiS przeniesiono punkt ciężkości na mafię węglową. Moim zdaniem ma to charakter socjotechniczny i ma na celu przeniesienie punktu ciężkości z konkretnych osób na pojęcie ogólne, pejoratywne » mafia węglowa «, co miało przerazić społeczeństwo”.

Kaczmarek twierdzi, że sprzeciwiał się stawianiu zarzutów Blidzie, bo materiał dowodowy był słaby. A prokurator Szałek podważył wiarygodność Zająca, który o łapówkach w branży węglowej słyszał tylko od Kmiecik.

Wtedy premier wyraził niezadowolenie, że prokuratura nieudolnie realizuje wyborczą obietnicę PiS walki z układami. “Kiedy pojawiła się możliwość wyjścia na układ lewicy, Jarosław Kaczyński stwierdził, że pokazanie tego układu wystarczy za wszystkie inne” - zeznał Kaczmarek. Premier miał też ostrzec Ziobrę, by dowody były mocne, bo inaczej SLD zrobi z tego sprawę polityczną.

Według Kaczmarka tuż po naradzie Kornatowski powiedział Święczkowskiemu, że z takimi dowodami żaden sąd nie zgodzi się na tymczasowe aresztowanie Blidy. Szef ABW odparł, że w Katowicach wszystko jest już ustalone.

Kaczmarek zeznaje: “W swoim czasie Święczkowski zabiegał, aby prezesem Sądu Okręgowego w Katowicach została wskazana przez niego osoba [Monika Śliwińska, żona szefa delegatury ABW]. W mojej obecności odbyła się rozmowa Święczkowskiego z ministrem Ziobro, gdzie Święczkowski jako argument do wymiany prezesa sądu wymieniał to, że jego żona też jest sędzią i jest szykanowana przez ówczesnego prezesa. Jednocześnie utyskiwał, że minister Kryże [zastępca Ziobry] nie chce dokonać takiej zmiany. Wiem jednak, że taka zmiana nastąpiła”.

Dalej Kaczmarek potwierdził, że Ziobro planował konferencję prasową w dniu zatrzymania Blidy.

Zeznał też, że tuż po jej samobójstwie Ziobro poprosił Kornatowskiego, by policja przejrzała wszystkie dochodzenia w sprawie mafii węglowej. Miało to “pomóc Bogusiowi” [Święczkowskiemu]: “Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że chodziło o dostarczenie materiału dowodowego, którego wcześniej nie było - zeznał Kaczmarek. - Skierowane do jednostek polecenie o kwerendę na pewno jest udokumentowane i do sprawdzenia”.

Kaczmarek opowiedział też śledczym, że przed samobójstwem Blidy lub po nim szef ABW zaprosił do ośrodka w Magdalence szefów służb i prokuratorów: “Święczkowski był podenerwowany, że w Katowicach jest jakaś obstrukcja ze strony prokuratorów [nie wszyscy śledczy od mafii węglowej zgadzali się na zatrzymanie Blidy] i w niepochlebnych słowach wyrażał się na temat ówczesnego prokuratora apelacyjnego Tomasza Janeczka, że nawet on ma jakieś odmienne zdanie w zakresie stawiania zarzutów w sprawie mafii węglowej” - zeznał Kaczmarek. Podkreślił jednak, że większość prokuratorów funkcyjnych była kolegami Święczkowskiego i to jemu zawdzięczali stanowiska: “Mógł więc oddziaływać na nich w sposób nieformalny”.

Według naszych informacji Kornatowski potwierdził wczoraj prokuratorom zeznania Kaczmarka. W przyszłym tygodniu łódzcy śledczy chcą przesłuchać szefa CBA Kamińskiego.


Dec
12th
Wed
permalink

Brak dowodów na winę Blidy?

Brak dowodów na winę Blidy? (“Rzeczpospolita”, 2007 - 12 - 12)

Prokuratura wycofała się z oskarżenia Zbigniewa Baranowskiego. Dla śledczych miał być jedyną osobą, która mogła potwierdzić przyjęcie łapówki od Barbary Blidy i tym samym jej związek z korupcją w handlu węglem.

Według informacji „Rzeczpospolitej“ Zbigniew Baranowski, były prezes Rudzkiej Spółki Węglowej, miesiąc przed próbą zatrzymania Barbary Blidy miał się spotkać z osobą z prokuratury i rozmawiać z nią o szczegółach śledztwa w sprawie mafii węglowej. Rozmówca miał nawet określić kwotę, na jaką Baranowski powinien przystać – 80 tys. zł. Czy rzeczywiście był to prokurator? Według relacji naszych rozmówców Zbigniew Baranowski miał się do niego właśnie tak zwracać. Kilka tygodni po tej rozmowie katowicka prokuratura rzeczywiście postawiła Baranowskiemu zarzut obietnicy przyjęcia 80 tys. zł łapówki.

Według oficjalnej wersji Barbara Kmiecik, śląska bizneswoman handlująca węglem, miała w 1998 r. przekazać za pośrednictwem Barbary Blidy pieniądze Baranowskiemu. Był on wtedy prezesem Rudzkiej Spółki Węglowej. Za otrzymane pieniądze miał umorzyć odsetki od długu firmy Barbary Kmiecik. Ale spółka węglowa nigdy ich Kmiecik nie umorzyła.

On sam w rozmowie z „Rz“ zapewnia, że nie spotykał się z prokuratorem, lecz swoim znajomym. – Dwa tygodnie przed akcją przyjaciel przestrzegł mnie, że prokuratura szykuje coś na mnie – przyznaje Baranowski.

W sprawie domniemanej łapówki dla Baranowskiego prokuratura dysponowała wyłącznie zeznaniami Barbary Kmiecik, która sama zgłosiła się do ABW. Zarzut pośrednictwa w przyjęciu korzyści majątkowej dla prezesa Rudzkiej Spółki Węglowej miała usłyszeć Barbara Blida 25 kwietnia, w dniu feralnego zatrzymania. Była minister zastrzeliła się jednak po wejściu funkcjonariuszy ABW do jej domu w Siemianowicach Śląskich.Osoba prezesa Baranowskiego w całej tej sprawie od początku rodziła wątpliwości. Po pierwsze Baranowski jako jedyny ze wszystkich siedmiu podejrzanych w aferze węglowej nie został zatrzymany przez funkcjonariuszy ABW. Zgłosił się sam, na podstawie otrzymanego wezwania z prokuratury na 25 kwietnia. Tego dnia miał być konfrontowany z Blidą i Barbarą Kmiecik. Prokuratura tłumaczyła ten wyjątek „słabo udokumentowanymi dowodami przeciwko niemu“.

Baranowskiemu postawiono zarzut obietnicy przyjęcia 80 tys. zł łapówki, ale w przeciwieństwie do innych podejrzanych nie został aresztowany – nie wnosili o to katowiccy śledczy. Zrezygnowano nawet z innego zabezpieczenia: poręczenia majątkowego. On sam nigdy nie przyznał się do stawianego mu zarzutu, który nazwa „kompletnym idiotyzmem“.

W końcu 7 listopada prokuratura, która zarzut sformułowała, wycofała się z niego i śledztwo przeciwko niemu umorzyła. – Uznaliśmy, że zgromadzone dowody obciążające podejrzanego są niewystarczające – przyznaje prok. Marta Zawada-Dybek, rzeczniczka katowickiej Prokuratury Okręgowej. Obecnie akt oskarżenia o udział w mafii węglowej obejmuje tylko cztery osoby: Wiesława K.– członka zarządu Rudzkiej Spółki Węglowej, Jerzego H.

– wiceprezesa Nadwiślańskiej Spółki Węglowej, Jacka W. – wspólnika Barbary Kmiecik i Henryka D. – byłego posła AWS i BBWR

Prokuratura w Katowicach nie znalazła żadnego innego dowodu na korupcję Barbary Blidy. W tej sytuacji wątpliwe jest, czy była posłanka byłaby dziś oskarżoną. Blidę ze śledztwem w sprawie węglowej korupcji wiązała bowiem tylko osoba Zbigniewa Baranowskiego. – Trudno o tym przesądzać, być może tak by było – mówi Zawada-Dybek. Barbara Kmiecik ma status tzw. małego świadka koronnego. W zamian za ujawnienie procederu nie została oskarżona o korupcję.

permalink

Sąd nad śmiercią Blidy

Brudy i kłamstwa PiS wychodzą na wierzch (Przegląd - 2007 -12 - 08)


Presji nie wytrzymują przestępcy – mówiła w Sejmie o Barbarze Blidzie posłanka PiS, Beata Kempa, w czasie dyskusji nad zgłoszonym przez LiD wnioskiem o powołanie komisji do wyjaśnienia okoliczności śmierci b. posłanki SLD. Te haniebne słowa mówią wszystko.REKLAMA Czytaj dalej


Mówią wszystko o posłance PiS – jak bardzo jest zdemoralizowana i prymitywna. Mówią o PiS – już wiemy, jaka będzie taktyka tej formacji wobec prac komisji. Wszystkiemu zaprzeczać i atakować – inwektywami, oskarżeniami, pomówieniami. Ale słowa posłanki Kempy mówią jeszcze jedno: jak wielki w PiS jest strach.


Wielki strach przed tym, że komisja pokaże całej Polsce, jak naprawdę funkcjonowało państwo PiS, jak na tajnych naradach decydowano, kogo aresztować, a kogo nie. Jak nasyłano na politycznych przeciwników prokuratorów, agentów ABW i CBA. Przeciwko komu pracował mechanizm państwa. Jak aranżowano zatrzymania po to, by polityk PiS mógł się pokazać na kolejnej konferencji prasowej. Ten strach PiS ma też drugie dno: jeżeli komisja śledcza, która ma być powołana 18 grudnia, ujawni brudy PiS, pokaże, że łamano prawo, to ważnych ludzi w PiS czeka odpowiedzialność karna. Zbigniew Ziobro niemal wprost sprzed oblicza komisji śledczej może trafić przed oblicze Trybunału Stanu. Gra toczy się więc nie tylko o pozycję PiS, o to, czy partia ta zacznie mieć kłopoty ze swoim wizerunkiem, ale również o to, czy Zbigniew Ziobro, a może i inni jego partyjni koledzy nie zostaną wyeliminowani z polskiej polityki na zawsze.

Komisja jest więc dla PiS śmiertelnym zagrożeniem. Ta partia musi zrobić wszystko, by komisję ośmieszyć, zepchnąć na margines, zakrzyczeć. Żeby powstrzymać świadków przed mówieniem prawdy. Wyczyny Beaty Kempy są tylko skromną zapowiedzią tego, co się jeszcze wydarzy. Zasadnicze pytanie nasuwa się więc samo: czy członkowie komisji wytrzymają presję? Czy zbadają najważniejsze wątki sprawy, czy sobie nie odpuszczą? A tych istotnych wątków jest wiele. One jednoznacznie pokazują, czego od prokuratorów oczekiwali przełożeni. I jak kłamie PiS.

Kłamstwa PiS, czyli kto ścigał mafię węglową?

Podczas debaty nad powołaniem komisji ds. okoliczności śmierci Barbary Blidy PiS-owcy domagali się, by komisja śledcza zajęła się również sprawą tzw. mafii węglowej. Czyli grupy spółek, które pośredniczyły w handlu węglem, zarabiając na tym krocie, głównie kosztem zadłużonych kopalń. Jednocześnie PiS-owcy opowiadali, że taka komisja uderzyłaby w SLD, bo mafia węglowa to lewica. Tym samym usłyszeliśmy kilka kłamstw w jednym.

Po pierwsze, komisja ds. mafii węglowej, jak to powiedział poseł Kłopotek z PSL, przysypałaby węglem grób Barbary Blidy. Posłowie zasiadający w komisji zajęliby się dziesiątkami wątków, nie mieliby więc czasu zająć się sprawą śmierci posłanki SLD. Taka komisja powtórzyłaby los komisji bankowej z ubiegłej kadencji, która zajmowała się wszystkim i w rezultacie nie zajęła się niczym. Po drugie, łatwo byłoby udowodnić jej niekonstytucyjność – bo w świetle orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, sejmowe komisje śledcze mogą być powoływane tylko do wyjaśnienia konkretnych spraw. A po trzecie, sejmowe komisje śledcze są od badania działań organów państwa, a nie od przestępczych działań prywatnych firm. Od tego jest prokuratura.

Jasne jest więc, że próba powołania komisji ds. mafii węglowej, zamiast komisji ds. okoliczności śmierci Barbary Blidy to PiS-owski wybieg. Co więcej, obliczony na zaskoczenie przeciwnika. Otóż problem polega na tym, że sprawy związane z mafią węglową na Śląsku toczyły się tak dawno, że nikt już ich nie pamięta. A warto przypomnieć, że działo się to w pierwszej połowie lat 90., kiedy w Polsce rządziła prawica i nikt nie przypuszczał, że SLD może wrócić do władzy. A łapówki, chyba nikt w to nie wątpi, daje się ludziom, którzy rządzą, którzy coś mogą. Blidy w tym gronie nie było. Potwierdza to zresztą opublikowany parę miesięcy temu przez tygodnik “NIE” tzw. notes Alexis, czyli notes Barbary Kmiecik, tej samej, która miała obciążyć Barbarę Blidę. W tym notesie zapisani są znajomi pani Kmiecik ze świata polityki i biznesu, osoby, którym mogła wręczać łapówki. Kilkadziesiąt osób. Zdecydowana większość tych osób to ludzie prawicy. Co ciekawe, zeznania prokuratorów prowadzących sprawę mafii węglowej, którzy oskarżyli Blidę, potwierdzają, że decydujący cios mafii węglowej zadał rząd SLD, a konkretnie wiceminister gospodarki Jerzy Markowski. To on wydał zarządzenie zakazujące kopalniom sprzedawania węgla poprzez pośredników. W ten sposób spółki węglowe wypadły z rynku. Prokuratorzy ustalili, że Barbara Kmiecik namówiła Barbarę Blidę, by w tej sprawie iść do Markowskiego, żeby cofnął to zarządzenie. Doszło do tego spotkania, Markowski przedstawił swoje argumenty, Blida się wycofała, Kmiecik nic nie załatwiła.

Grupa specjalna

W ideologii PiS powtarzana jest też teza, że to ta partia rozbujała śledztwo przeciwko mafii węglowej, które do tej pory kulało. Ale w konfrontacji z faktami ta teza nijak się nie broni. Ziobro miał aż dwa lata, by w ykazać się sukcesami w tej sprawie. Tymczasem “uzysk” z tych dwóch lat jest niewielki. Bo cóż osiągnięto przez ten czas? Co odkryto? Zeznania prokuratorów, ich wypowiedzi rzucają nowe światło na tę sprawę. To może być bardzo interesujący wątek dla komisji śledczej – bo fakty wskazują na to, że ekipa Ziobry opóźniła śledztwo w sprawie mafii węglowej, dezorganizując działania prokuratury oraz kierując je na fałszywe tory. O tym de facto mówił prokurator Emil Melka w wywiadzie dla tygodnika “Przekrój”.

Melka prowadził śledztwo w sprawie mafii węglowej, ale został od niego odsunięty, jak nieoficjalnie mówiono, dlatego, że nie chciał postawić zarzutów Barbarze Blidzie. Melka, pytany o to przez dziennikarzy, odparł, że o sprawie może dłużej rozmawiać “dopiero za dwa lata”, czyli, jak przypuszczał, wtedy, kiedy PiS odda władzę. Powiedział też, że nie zdradzi kulis postępowania, które prowadził, “ponieważ zostawia wiedzę na komisję śledczą”. Dodajmy, że natychmiast po tej wypowiedzi prokuratura wszczęła przeciwko Melce postępowanie, a przełożeni zaczęli na niego naciskać, a nawet potajemnie go nagrywać. O tym, że sprawa mafii węglowej była dla Ziobry rzeczą drugorzędną, że patrzył na nią z punktu widzenia korzyści politycznych, świadczą co najmniej dwa wydarzenia. O pierwszym mówi prokurator Tomasz Balas, który przejął po Melce śledztwo w sprawie mafii węglowej. Balas otrzymał do pomocy trzech asesorów. Wydawało się więc, że poprowadzi śledztwo trzy razy szybciej od poprzednika. Ale okazało się to niemożliwe. Dlaczego? Otóż, jak zeznał Balas, plan śledztwa ustalono w sposób następujący: Piotr Wolny miał zająć się korupcją w sektorze górniczym, Sebastian Głuch “nieprawidłowościami w sektorze szeroko pojętej lewicy”, a Małgorzata Kaczmarczyk-Suchan – “finansowaniem” Barbary Blidy przez Barbarę Kmiecik.

Z informacji prokuratorów wynika, że ten plan został narzucony im z góry. Bo szefostwo domagało się sukcesów i poleciło skupić się na “najbardziej obiecujących wątkach”. Dla prokuratorów Ziobry “najbardziej obiecujące wątki” to były te, w które można było zamieszać polityków lewicy, mimo że siłą rzeczy mogli oni w aferze węglowej odgrywać role co najwyżej marginalne. W ten sposób, w imię walki z lewicą, zmarnowano pracę dwójki prokuratorów, którzy zajmowali się wątkami de facto politycznymi. Dodajmy, że ta praca nie przyniosła spodziewanych przez Ziobrę rezultatów. Dwójka asesorów nie znalazła nic obciążającego, a prokurator Kaczmarczyk-Suchan wręcz oczyściła Blidę z zarzutów finansowania budowy jej domu w Szczyrku przez Barbarę Kmiecik. I była przeciwna zatrzymaniu Barbary Blidy. Ale zwierzchnicy podjęli decyzję za nią.

Narada u premiera

Jest jeszcze drugi element świadczący o tym, że Ziobro traktował sprawę walki mafii węglowej instrumentalnie. To są informacje byłego ministra spraw wewnętrznych, Janusza Kaczmarka, przekazane mediom oraz złożone przed sejmową Komisją ds. Służb Specjalnych. Kaczmarek ujawnił, że zanim funkcjonariusze ABW weszli do domu Blidy, w Kancelarii Premiera odbyła się specjalna narada. Fakt odbycia tej narady potwierdził też Jarosław Kaczyński. Oprócz premiera wzięli w niej udział: Kaczmarek, Ziobro, Zbigniew Wassermann, szef policji, Konrad Kornatowski, szef ABW Bogdan Święczkowski i szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej, Tomasz Szałek. (“Trybuna” podała, że był też Jerzy Polaczek, minister transportu (!) – RW) Rozmawiano o aresztowaniu Blidy. Ziobro miał przekonywać, że sprawa Blidy odegra kluczową rolę w polityce propagandowej PiS. Bo po nitce do kłębka doprowadzi do prominentnych polityków SLD i pozwoli ostatecznie zdemaskować mityczny układ. Były szef MSWiA zrelacjonował rozmowę, którą odbył wówczas z szefem ABW. “Przecież nie możecie jej zamknąć, nie macie dowodów”, stwierdził Kaczmarek. “Jak posiedzi, to będą mocniejsze”, ripostował Święczkowski. I, widząc wątpiącą minę Kaczmarka, który mówił, że sąd nie zgodzi się na aresztowanie Blidy, odparł: “Nie po to zmienialiśmy prezesa sądu w Katowicach, żeby teraz się nie zgodził”. Udział Ziobry w naradzie u premiera dotyczącej planowanego zatrzymania Blidy stawia pod znakiem zapytania jego prawdomówność. Gdy była minister popełniła samobójstwo, Ziobro tak mówił w Sejmie: “Miałem ogólne informacje. Moja wiedza o zarzutach wobec pani Blidy miała charakter sygnalityczny”. Zeznania Kaczmarka pozwalają stwierdzić, że Ziobro kłamał. Że oszukał Sejm i opinię publiczną. Ale Kaczmarek pokazuje coś więcej. Pokazuje mechanizm państwa PiS, w którym premier, razem z szefami prokuratury, policji, służb specjalnych omawia operacje policyjne przeciwko politycznym rywalom. I to omawia pod kątem korzyści politycznych, które może odnieść. A szef ABW, niczym gangster, rozprawia o tym, że można człowieka zamknąć, nie mając dowodów… To będzie jedno z najważniejszych zadań komisji śledczej: zrekonstruowanie tego ponurego mechanizmu państwa PiS, w którym zapadały decyzje o niszczeniu ludzi, łańcuszka kolejnych narad, tego, o czym tam mówiono. A równocześnie będzie to jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń – przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Wassermanna, Zbigniewa Ziobry…

Na czym polegał układ Barbary Kmiecik i prokuratury?

Jest jeszcze jeden kluczowy wątek, który będzie musiała podjąć komisja śledcza, a mianowicie wyjaśnić, w jaki sposób prokuratura “zdobyła” jedyne obciążające Blidę materiały – czyli zeznania Barbary Kmiecik. Otóż z materiałów, które ujrzały światło dzienne, jednoznacznie wynika, że pani Kmiecik poszła z przesłuchującymi ją prokuratorami na “układ”. W zamian za oskarżenie Blidy została wypuszczona na wolność. O tym mówią prokuratorzy prowadzący sprawę afery węglowej. W notatce, którą przedstawili zwierzchnikom tydzień przed wkroczeniem do domu Blidy, planując zatrzymania, wymienili nazwisko Barbary Kmiecik. Wówczas szef Prokuratury Okręgowej w Katowicach, Krzysztof Błach, odręcznie na niej dopisał: “Nie podzielam stanowiska co do podstaw przedstawienia B. Kmiecik zarzutu. W mojej ocenie korzysta ona z przywileju par. 6 art. 229”. Ten zapisek oznacza, że Barbara Kmiecik zawarła z prokuratura układ – obciążyła Blidę, w zamian wypuszczono ją na wolność. Jak wyglądały faktyczne negocjacje między prokuraturą a Barbarą Kmiecik? Czy podsunięto jej listę osób, które miała oskarżyć, w zamian za wypuszczenie? Jak ta lista powstała? To wszystko powinna zbadać komisja śledcza… Dodajmy, że zarzut przeciwko Blidzie okazał się nad wyraz miałki. Otóż Kmiecik zeznała prokuratorom, że była posłanka SLD miała pośredniczyć w przekazywaniu łapówki dla dyrektora jednej ze spółek węglowych. W zamian za pieniądze miał on umorzyć dług firmy pani Kmiecik. Tymczasem, jak wykazało śledztwo, dyrektor do przyjęcia łapówki się nie przyznał, a co istotniejsze – dług nie został umorzony. Już w momencie podejmowania decyzji o zatrzymaniu Blidy prokuratorzy nie mieli wątpliwości, że ten zarzut nie da się utrzymać przed sądem. Mówił o tym i Kaczmarek, mówił o tym podczas narady u premiera prokurator Szałek, wątpliwości miała prowadząca sprawę Blidy prokurator Małgorzata Kaczmarczyk-Suchan. I jeszcze jedno – otóż te mało wiarygodne zeznania prokuratura zdobyła kilka miesięcy przed wejściem do domu Barbary Blidy. W tym czasie nie zdobyła nic, co by te oskarżenia potwierdzało. Zeznania pani Kmiecik przez kilka miesięcy trzymane były w teczce. Dlaczego nagle stały się ważne?

Kto ustalił termin zatrzymania?

Z informacji Janusza Kaczmarka o naradzie u premiera wynika, że dlatego, iż Zbigniew Ziobro chciał mieć kolejny sukces. To, że tak właśnie mogło być, potwierdzają zeznania prokuratorów, prowadzących sprawę mafii węglowej. Przyznają oni, że działali pod presją, że termin zatrzymania został narzucony im przez zwierzchników. “Samo zainteresowanie sprawą ze strony przełożonych, ilość spotkań i rozmów, było rzeczą nadzwyczajną, niespotykaną w innych sprawach, może z wyjątkiem Orlenu – zeznał Tomasz Balas. – Odniosłem wrażenie, że prokurator okręgowy stara się nas kontrolować”. I dalej mówił: “Termin (zatrzymania Barbary Blidy – przyp. RW) nie był wynikiem naszej inicjatywy. (…) Do mojego pokoju przyszedł prok. Wójcik (naczelnik wydziału śledczego), zawołałem pozostałych referentów sprawy na jego życzenie i wyraził to takimi słowami: prokurator okręgowy Krzysztof Błach chciałby, aby ta realizacja miała miejsce 24 lub 25 kwietnia (…). Jedyną rzeczą, która gdzieś tam człowieka dotknęła, jest fakt, że ktoś przychodzi i proponuje termin”. Po takim “ustaleniu” terminu zatrzymania prokuratorzy prowadzący sprawę powiadomili ABW, polecając agencji operację zatrzymania. I ku ich zdumieniu okazało się, że ABW termin już zna. Termin ustaliła “góra”, swą decyzję przekazując niżej. Czyli konkretnie kto? To także trzeba będzie wyjaśnić. Jednocześnie komisja śledcza będzie musiała wyjaśnić, na jakiej zasadzie w dniu, kiedy ABW wkroczyła do domu Blidy, pojawił się na Śląsku wiceszef ABW, Grzegorz Ocieczek. Wyglądało to tak, jakby bezpośrednio nadzorował całą operację. Po śmiertelnym strzale natychmiast zjawił się w domu Blidy. Był tam już o 7.30. Jest także podejrzenie, że do Katowic tego dnia wybierał się Zbigniew Ziobro. O tym plotkowano w prokuraturze, to potwierdza zeznanie prokuratora Balasa. Otóż zeznał on, że wieczorem, dzień przed akcją, zadzwonił do niego Jarosław Hołda, kolega, który pracował w Prokuraturze Krajowej w Warszawie, i zapytał, czy ma już napisane zarzuty. “Zadałem mu pytanie, skąd wie, że pisałem zarzuty, skoro nie nadzoruje Katowic i wcześniej nie rozmawialiśmy o tej sprawie – mówił Balas. – Powiedział, że przygotowuje materiały na konferencję, która jutro ma się odbyć”.

Czy Ziobro szykował wielki show?

O tym, że Zbigniew Ziobro mógł szykować wielki medialny show, z Barbarą Blidą jako symbolem zła i korupcji w roli głównej, świadczą jeszcze dwa zdarzenia. Dzień przed operacją telewizja publiczna w programie “Misja specjalna” wyemitowała reportaż o mafii węglowej, będący ewidentną propagandową przygrywką przed serią aresztowań. Trzeba wielkiej naiwności, by uwierzyć, że mógł to być przypadek. Rolą komisji śledczej będzie więc prześledzenie całego mechanizmu współdziałania telewizji publicznej ze służbami specjalnymi i prokuraturą. I wykorzystywania mediów publicznych do propagandy. Drugiej zdarzenie jest zdecydowanie mocniej udokumentowane – otóż przed domem Barbary Blidy czekała dwójka funkcjonariuszy z kamerą. Co mieli nagrywać? Gdyby chcieli dokumentować przeszukanie w domu byłej posłanki, weszliby do środka. Ale oni zostali na zewnątrz ewidentnie po to, by nakręcić scenę, jak agenci ABW prowadzą posłankę, być może skutą, do radiowozu. Po co ABW takie nagranie? Po nic, za to ładnie wygląda w wieczornych “Wiadomościach”. Funkcjonariusze ABW zeznali, że ten film był kręcony na potrzeby telewizji. Czyli kolejnego show. Warto wiedzieć, że tego dnia prokuratura zatrzymała 12 osób. Ale kamera towarzyszyła zatrzymaniu tylko Blidy i byłego posła BBWR. Zdjęcia innych w telewizji nie były potrzebne. Operacja wyglądała więc imponująco. 12 osób zatrzymanych, w tym dwójka polityków. Zbigniew Ziobro mógł zakładać, że tego dnia ogłosi “rozbicie mafii węglowej”, że pokaże film z zatrzymania Blidy, że nazwie ją złodziejką, że będzie miał swój show.

To nie wyszło.

Zamiast opowiadać kolejne kłamstwa dziennikarzom, dzwonił przerażony do Janusza Kaczmarka z krzykiem: “Co robić?”.

Dec
7th
Fri
permalink

Kempa o Blidzie: Presji nie wytrzymują przestępcy

Kempa o Blidzie: Presji nie wytrzymują przestępcy (“GW”, 2007 - 12 -07)


Ostra debata o powołaniu komisji śledczej w sprawie śmierci Barbary Blidy. PO oskarża PiS o stalinowskie metody. PiS: To lewica moralnie odpowiada za tę śmierć

Sejm zajął się wczoraj wnioskiem LiD o powołaniu pierwszej w tym Sejmie komisji śledczej. W uzasadnieniu do projektu uchwały LiD wskazał, że za śmierć Blidy odpowiedzialni są b. premier Jarosław Kaczyński i b. minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Obydwu nie było wczoraj na sali.

Blida, b. posłanka SLD i minister budownictwa, zastrzeliła się 25 kwietnia, gdy do jej domu w Siemianowicach wkroczyła ABW z nakazem zatrzymania.

Od momentu jej śmierci lewica, ale również PO, nie ma wątpliwości, że zatrzymanie miało być spektakularnym sukcesem rządu PiS w walce z “układem”. W minionej kadencji klub SLD siedem razy bezskutecznie wnioskował o powołanie komisji.

Debata zaczęła się spokojnie. Reprezentujący LiD wicemarszałek Jerzy Szmajdziński odszedł od emocjonalnego tonu. - W tej sprawie są same niejasności. Przez miesiące byliśmy świadkami politycznej obłudy i zwykłego matactwa. Tu już nie chodzi o śmierć jednego człowieka. Tu chodzi o państwo i praworządność - mówił.

I precyzował: - Chcemy ujawnić mechanizm działania prokuratury w ostatnich dwóch latach. Relacje prokuratura - polityka - media. Zamówienie polityczne, a później spektakle medialne, areszty wydobywcze i oskarżanie ludzi na konferencjach prasowych, a w przypadku Barbary Blidy już po jej śmierci, kiedy nie mogła się bronić - wyliczał poseł LiD.

Salę rozgrzał dopiero Tomasz Tomczykiewicz, śląski poseł PO. - Chora ambicja niektórych polityków PiS to przyczyna śmierci pani Blidy - mówił. - Dlaczego tak mocna osoba jak Barbara Blida odebrała sobie życie? My na Śląsku znamy część odpowiedzi. Dwa miesiące przed próbą zatrzymania pani Blidy byliśmy świadkami poniżającego godność ludzką spektaklu medialnego aresztowania i upodlenia b. wiceprezydent Katowic [patrz ramka obok]. To wstrząsające wydarzenie Barbara Blida z pewnością miała w oczach, gdy przyszli do jej domu agenci ABW - mówił poseł.

Głośne okrzyki oburzenia z ław PiS wywołało najmocniejsze zdanie jego wystąpienia: - Takimi metodami rządził PiS poprzez swoich funkcjonariuszy ze Zbigniewem Ziobrą na czele. Stalinizm XXI wieku. Rządzenie poprzez strach.

Tomczykiewicz powiedział, że PO poprze projekt LiD. Chce jednak, by zamiast dziewięciu posłów (tak chciałby LiD), komisja liczyła ich siedmiu.

W imieniu PiS przemawiała b. wiceminister sprawiedliwości Beata Kempa. Broniła swoich przełożonych z rządu PiS. - Prokuratorzy samodzielnie podjęli decyzję o zatrzymaniu pani Blidy. Ta decyzja nie była podjęta pod dyktando Zbigniewa Ziobry i Jarosława Kaczyńskiego. Żądamy usunięcia tego kłamstwa z projektu uchwały - mówiła Kempa. Twierdziła, że prokuratura miała mocne dowody na udział Blidy w tzw. mafii węglowej.

- Za rządów SLD wiele osób popełniło samobójstwo. Nie wytrzymują presji osoby, które dopuszczają się przestępstw, ale to nie jest wina prokuratorów prowadzących sprawy - powiedziała b. wiceminister.

Gdy stwierdziła, że to lewica jest moralnie odpowiedzialna za śmierć Blidy, krzyki protestu odzywały się z ław LiD. Ale Kempa mówiła coraz głośniej: - Cynicznie oskarża się ludzi, którzy podjęli walkę ze zjawiskiem kapitalizmu politycznego. Ten kapitalizm dzisiaj wraca i chcę, żeby usłyszała to cała Polska! Chcecie stworzyć wrażenie, że wszyscy są winni, tylko nie ci, którzy rozkradali majątek państwa!!! - krzyczała Kempa. Zażądała w imieniu klubu PiS, by komisja zajęła się nie tylko śmiercią Blidy, ale i działalnością mafii węglowej.

LiD zareagował oburzeniem. Tadeusz Iwiński domagał się wykreślenia “haniebnych słów” ze stenogramu, Krystyna Łybacka stwierdziła: - Mieliśmy pokaz nawet nie podłości, ale nikczemności i wyjątkowego cynizmu.

Projekt uchwały o powołaniu komisji skierowano do komisji ustawodawczej. Nieoficjalnie wiadomo, że LiD zgłasza do komisji Ryszarda Kalisza (będzie przewodniczącym), PO - m.in. Grzegorza Dolniaka, PiS - Wojciecha Szaramę.

Sprawa wiceprezydent Katowic

Przypomnianą przez posła Tomczykiewicza sprawę b. wiceprezydent Katowic wiele razy opisywaliśmy. Grażyna S. została zatrzymana półtora miesiąca przed akcją w domu Blidów. O 6 rano przewieziono ją na przesłuchanie, noc spędziła w izbie zatrzymań. Siedziała w zimnej celi bez skarpetek i bez środków higienicznych. Informacja o jej zatrzymaniu trafiła na czołówki lokalnych gazet i serwisów informacyjnych.

Głośno było o liczbie zarzutów, jaką prokuratorzy jej postawili - aż 1600! Według śledczych “miała działać na szkodę miasta w celu osiągnięcia korzyści majątkowej” oraz spowodować straty w wysokości 800 tys. zł. Groziło jej do ośmiu lat więzienia.

Teraz okazuje się, że prokuratura ma kłopot z udowodnieniem, że działalność byłej wiceprezydent wyrządziła miastu jakąkolwiek szkodę. W akcie rozpaczy śledczy powołali kolejnego biegłego, który ma wydać korzystną dla nich opinię. Mimo że śledztwo nie zostało zakończone, zwrócili już jednak pani S. 50 tys. zł kaucji oraz zwolnili zajętą na poczet ewentualnej kary hipotekę mieszkania.

Dec
5th
Wed
permalink

Wniosek LiD o powołanie Komisji Śledczej

Projekt

UCHWAŁA

Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej

z dnia …………….2007 r.

w sprawie powołania Komisji Śledczej do zbadania okoliczności tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy.

Na podstawie art. 111 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz art. 1 i 2 ustawy z dnia 21 stycznia 1999 r. o sejmowej komisji śledczej (Dz. U. Nr 35, poz. 321 z późn. zm.), Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uchwala co następuje:

Art. 1.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej powołuje Komisję Śledczą do zbadania okoliczności tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy.

Art. 2.

Do zakresu działania Komisji należy:

  1. wyjaśnienie i zbadanie okoliczności w jakich doszło do tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy;

  2. zbadanie legalności i zgodności z obowiązującymi procedurami czynności przeprowadzanych w domu byłej posłanki Barbary Blidy przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w dniu 25 kwietnia 2007 r.;

  3. ustalenie zakresu odpowiedzialności osób, których zadaniem było właściwe przygotowanie i zapewnienie właściwego przebiegu w dniu 25 kwietnia 2007 r. czynności ABW związanych z osobą byłej posłanki Barbary Blidy;

  4. zbadanie legalności działań Prokuratury w postępowaniu zmierzającym do przedstawienia zarzutów byłej posłance Barbarze Blidzie.

Art. 3.

W skład Komisji wchodzi 9 członków.

Art. 4.

Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia.

Uzasadnienie

W dniu 25 kwietnia 2007 r., o godzinie 6 rano, na polecenie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, do domu byłej posłanki SLD Barbary Blidy wtargnęła ekipa funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w celu jej zatrzymania. Po przystąpieniu do czynności, na skutek ewidentnych błędów funkcjonariuszy ABW, doszło do tragicznej śmierci posłanki – jak wynika z opinii biegłych popełniła ona samobójstwo.

Barbara Blida była w Polsce osobą powszechnie znaną i szczególnie szanowaną na Śląsku. Jej tragiczna śmierć wywołała oburzenie i gniew. Szeroki rezonans społeczny tej sprawy, a także ujawniane co chwila nowe okoliczności, spowodowały, że zaczęto zadawać liczne pytania o okoliczności tego zdarzenia i podstawy prawne akcji ABW.

Niestety, prokuratura prowadząca postępowanie wyjaśniające, nie potrafi nadal udzielić jednoznacznej odpowiedzi, dlaczego doszło do tej strasznej tragedii.

Dziś wiemy, że do zatrzymania Barbary Blidy przyczynili się bezpośrednio najważniejsi politycy Prawa i Sprawiedliwości – zarówno premier Jarosław Kaczyński, jak i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. To właśnie oni, podczas nieformalnych spotkań z udziałem szefa ABW, poprzedzających akcję w domu Barbary Blidy – zaplanowali przeprowadzenie zatrzymania w taki sposób, aby następnie z premedytacją wykorzystywać ten fakt do rozprawienia się z oponentami politycznymi. Planowali jeszcze tego samego dnia odbycie spektakularnej konferencji prasowej, na której zamierzali pokazać materiał filmowy z akcji ABW w Siemianowicach Śląskich.

Prowadzenie tej brudnej gry miało zapewnić Prawu i Sprawiedliwości przewagę nad przeciwnikami politycznymi – przyczyniło się jednak do śmierci człowieka, nieskazitelnego polityka i wieloletniego parlamentarzysty.

Pod powszechnie stawianymi żądaniami wyjaśnień okoliczności, w jakich doszło do śmierci posłanki B. Blidy, a także rzeczywistych motywów jej zatrzymania, dochodzenie wszczęła prokuratura oraz ABW. Są to jednak instytucje nadzorowane zarówno przez premiera, jak i ministra sprawiedliwości. Oznacza to, że władza kontrolowała de facto sama siebie, sama wyjaśniała zgłaszane wątpliwości i określała zakres swojej odpowiedzialności.

W sprawie tragicznej śmierci byłej posłanki na Sejm RP – do dziś nic nie ustalono, pomimo, że w medialnych środkach przekazu wskazywano na szereg nieprawidłowości, zwłaszcza w działaniach funkcjonariuszy ABW, a także na kłamliwe informacje upubliczniane przez przedstawicieli aparatu państwowego.

W lipcu br., ujawniono zapis – pełnej napięcia – rozmowy szefa katowickiej prokuratury apelacyjnej, Tomasza Janeczka i prokuratora Emila Melki – odsuniętego, z niewyjaśnionych powodów, od śledztwa w sprawie Barbary Blidy. Wynika z niego, że – w ocenie prokuratora E. Melki – w sprawie zatrzymania byłej posłanki nie istniały żadne dowody pozwalające przedstawić zarzuty, ani powody jej spektakularnego zatrzymywania.

Sprawę komplikują dodatkowe okoliczności. Jak wynika z zeznań b. Komendanta Głównego Policji – Konrada Kornatowskiego, po śmierci posłanki Minister Sprawiedliwości – Zbigniew Ziobro zlecił bezpośrednio szefowi policji, by zebrał wszystkie przypadki przestępstw, związanych z mafią węglową i przeanalizował je pod kątem ewentualnych związków tragicznie zmarłej – z grupami przestępczymi.

Te fakty bulwersują i oburzają. Przede wszystkim zaś wymagają rzetelnej weryfikacji.

Posłowie Klubu Parlamentarnego SLD, wnioskowali o powołanie komisji śledczej od samego początku. Jednak na skutek arbitralnej decyzji Marszałka Sejmu – Ludwika Dorna, z Prawa i Sprawiedliwości – projekt naszej uchwały w tej sprawie nie został dopuszczony w Sejmie do pierwszego czytania. Stało się tak, pomimo, że powołania komisji chciała większość ugrupowań zasiadających w parlamencie.

Postępowanie najwyższych funkcjonariuszy państwowych, prezesa i członków Rady Ministrów jest sprzeczne z wszelkimi zasadami i napawa niepokojem. Oczekujemy ujawnienia prawdziwych motywów i przesłanek zorganizowania w domu Barbary Blidy akcji funkcjonariuszy ABW.

W naszej ocenie, jednym skutecznym sposobem może być w tym względzie powołanie komisji śledczej, gdyż zarówno prokuratura, jak i ABW – nadal pozostają w sprawie stroną.

W interesie elementarnej sprawiedliwości i uczciwości politycznej jest powołanie sejmowej komisji śledczej dla wyjaśnienia okoliczności tragicznej śmierci posłanki na Sejm RP, Barbary Blidy.

azrael