Sprawa Barbary Blidy RSS

Sprawa Barbary Blidy

Archive

Aug
22nd
Wed
permalink

Mąż zaufania Kaczmarka to poseł Grabarczyk

“Dziennik”, 2007-07-22

DZIENNIK dowiedział się kim jest jeden z tajemniczych mężów zaufania, któremu już cztery miesiące temu ówczesny minister spraw wewnętrznych i administracji Janusz Kaczmarek mówił o nieprawidłowościach w śledztwie dotyczącym Barbary Blidy. To szef sejmowej Komisji Sprawiedliwości, poseł PO Cezary Grabarczyk - pisze DZIENNIK.

“Byłem zaskoczony telefonem Kaczmarka, który poprosił mnie o spotkanie. Działo się to krótko po debacie sejmowej, podczas której minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro przedstawiał informację na temat okoliczności tragicznej śmierci Barbary Blidy. Ja zaś chyba najmocniej skrytykowałem tę tragiczną akcję prokuratury i ABW” - przyznaje Cezary Grabarczyk.


Do spotkania doszło w Saloniku Tetmajerowskim, który politycy często wykorzystują do dyskretnych rozmów. Salonik przylega do sejmowej restauracji Hawełka.

“Wypiliśmy razem kawę. Podczas krótkiej rozmowy Kaczmarek powiedział mi, że sprawy śmierci Blidy na pewno nie wyjaśni prokuratura w Katowicach. Zrozumiałem czemu - tam aplikację odbywał przecież minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Stamtąd wywodzą się również jego przyboczni, którzy rządzą dziś prokuraturą i służbami specjalnymi” - mówi DZIENNIKOWI Grabarczyk.

Kilka dni po samobójstwie Barbary Blidy śledztwo faktycznie było prowadzone pod nadzorem Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. Jednak po interwencji pełnomocnika rodziny Blidów, mecenasa Leszka Piotrowskiego, postępowanie zostało przeniesione do łódzkiej prokuratury.

“Odczytałem to jako w miarę dobry znak. Dopiero gdy były szef łódzkiej apelacji awansował na stanowisko prokuratora krajowego, znów nabrałem wątpliwości, czy ta prokuratura może cokolwiek wyjaśnić” - mówi poseł Grabarczyk. Dariusz Barski został pełniącym obowiązki prokuratora krajowego w czerwcu tego roku, a zaledwie miesiąc później prokuratorem krajowym.

W licznych wywiadach Janusz Kaczmarek twierdził, że o nieprawidłowościach w działaniu prokuratury i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego informował jeszcze przed swoją dymisją. Wśród osób, które usłyszały o jego zastrzeżeniach, mieli się znaleźć: prezydent Lech Kaczyński, minister Zbigniew Wassermann oraz tajemnicze osoby zaufania publicznego.

“Spotkanie było dla mnie mocnym sygnałem. W końcu nieczęsto sie zdarza, aby minister rządu spotykał się dyskrecjonalnie z politykiem opozycji” - mówi Cezary Grabarczyk. Odmawia odpowiedzi na pytanie, czy swoje spotkanie zrelacjonował komuś z Platformy Obywatelskiej.

A lista wątpliwości w związku z okolicznościami zatrzymania Barbary Blidy z dnia na dzień jest jednak coraz dłuższa. Były minister spraw wewnętrznych ujawnił, że przed akcją ABW miała miejsce narada u premiera Jarosława Kaczyńskiego. Według jego słów brali w niej udział oprócz premiera i byłego szefa MSWiA: Zbigniew Ziobro, Konrad Kornatowski - były szef policji, szef ABW Bogdan Świeczkowski, szef CBA Mariusz Kamiński i tajemniczy prawnik. Według informacji DZIENNIKA potwierdzonych w dwóch niezależnych źródłach jest nim Tomasz Szałek, dzisiejszy Naczelny Prokurator Wojskowy.

Według wersji przedstawianej przez Kaczmarka i Kornatowskiego spotkanie odbyło się 7 - 10 dni przed akcją w domu Blidy, która miała miejsce rankiem 25 kwietnia. Obaj wtedy sprzeciwili się zatrzymaniu byłej posłanki SLD. Mieli argumentować, że nie ma wystarczających dowodów jej winy. Miał ich poprzeć tajemniczy prawnik. Wczoraj jeszcze inną wersję spotkania przedstawił Bogdan Święczkowski.

W jego relacji do spotkania doszło w lutym, a nie w kwietniu. “W trakcie tej narady jako jeden z tematów przedstawiłem ogólnie zarys śledztwa w tzw. sprawie węglowej. Pojawiło się m.in. nazwisko Blidy. Nie polega na prawdzie twierdzenie, że panowie Kornatowski i Kaczmarek zgłaszali jakiekolwiek wątpliwości. W czasie spotkania nie było konkretnej rozmowy o zatrzymaniu kogokolwiek” - oświadczył szef ABW.

Jeszcze inny punkt widzenia w poniedziałek przedstawił Jarosław Kaczyński. Z wywiadu udzielonego tygodnikowi “Wprost” wynika, że podczas spotkania rozmawiano o zatrzymaniu Blidy. Premier apelował wówczas, by akcja “odbyła się możliwie kulturalnie” i Blida nie została skuta kajdankami. A Zbigniew Ziobro z mównicy sejmowej w lipcu zapewniał, że nie miał szczegółowej wiedzy o planowanym zatrzymaniu Blidy. Jak było naprawdę? Być może przesądzi o tym zeznanie ostatniego uczestnika spotkania - prokuratora Tomasza Szałka, który dotąd milczy.

permalink

Co prokuratorzy mieli na Blidę?

“Gazeta Wyborcza”, 2007-08-22  Gdyby nie Barbara Kmiecik, prokuratura nie miałaby żadnych dowodów na to, że Barbara Blida była

zamieszana w mafię węglową Zobacz powiekszenie

Popełniła samobójstwo, gdy do jej domu wkroczyło ABW. Przed drzwiami czekał już kamerzysta. Wcześniej min. Ziobro miał zapewniać premiera, że są podstawy do zatrzymania byłej posłanki SLD. Barbara Blida został zatrzymana 25 kwietnia w swoim domu w Siemianowicach Śląskich, miały jej zostać przedstawione zarzuty korupcji. W trakcie akcji ABW była minister budownictwa popełniła samobójstwo. Okoliczności tej tragedii wyjaśnia prokuratura w Łodzi. Sprawdza nie tylko błędy służb specjalnych, ale także zasadność zatrzymania Blidy.

Opozycja nie wierzy, że kierowana przez Zbigniewa Ziobrę prokuratura wyjaśni tę sprawę. Domaga się powołania komisji śledczej. Tuż po samobójstwie Blidy minister Ziobro zapewniał bowiem w Sejmie, że nie interesował się śledztwem przeciwko byłej posłance SLD, szczegóły poznał dopiero po jej śmierci. Jarosław Kaczyński przyznał jednak, że przed zatrzymaniem Blidy odbyła się narada z Ziobrą oraz szefami ABW i MSWiA, na której ustalono, że akcja ma odbyć się kulturalnie. - Nie chciałem, by wzorem gangsterów była skuwana kajdankami, czy rzucana na ziemię - powiedział premier w wywiadzie dla “Wprost”.

Ponadto Janusz Kaczmarek, zdymisjonowany szef MSWiA, ujawnił, że na tej naradzie Ziobro przechwalał się, że ma materiał, który spowoduje „rozbicie lewicowego układu, zatrzymanie Blidy i »wyjście « na innych polityków lewicy, w tym Leszka Millera”. Minister Ziobro miał zapewniać premiera, że są podstawy do zatrzymania byłej posłanki SLD. - Ja tłumaczyłem mu, że nie ma dowodów winy Blidy - mówił Kaczmarek.

Prokuratura zapewnia, że miała podstawy do przedstawienia zarzutów. - Opieraliśmy się głównie na zeznaniach świadków i zabezpieczonych dokumentach - przekonuje Tomasz Tadla, rzecznik katowickiej prokuratury.

Postanowiliśmy sprawdzić, co prokuratorzy mieli na Blidę.

O łapówce mówi tylko Kmiecik,

Zając słyszał od niej

Kluczowe były zeznania Barbary Kmiecik, śląskiej bizneswoman zwanej “Alexis polskiego górnictwa”, wieloletniej przyjaciółki Blidy. Kmiecik poszła na współpracę z ABW i przyznała, że płaciła prezesom spółek węglowych za intratne kontrakty na sprzedaż węgla wysokoenergetycznego. W nagrodę wyszła na wolność.

Według Kmiecik w interesach pomagała jej Blida. W 1997 r. miała jej pomóc przekupić Zbigniewa B., prezesa Rudzkiej Spółki Węglowej. Z powodu długów spółka zerwała bowiem współpracę z Kmiecikową, ona zaś liczyła, że prezes za 80 tys. zł łapówki umorzy jej dług. Pieniądze miała wręczyć prezesowi zaprzyjaźniona z nim Blida.

“Pieniądze były opakowane w szarą kopertę. Miałam zwyczaj dawania pieniędzy w kopercie. Pamiętam na pewno, że pieniądze nie były przeliczane przez Basię. Miałam do niej stuprocentowe zaufanie. Ona nic z tego nie miała, przynajmniej ja nic o tym nie wiem” - zeznała Kmiecik.

Prezes RSW stanowczo zaprzeczył, by brał kiedykolwiek łapówkę. Prokuratura sprawdziła, że RSW nie umorzyła długów Kmiecik. Ona jednak wciąż zapewniała śledczych, że łapówkę dała. “Żaliłam się Basi, że przekazałam pieniądze, a nic za to nie otrzymałam. Barbara powiedziała, że nie wie, co się stało i że jest jej wstyd za prezesa B. Określała go nieparlamentarnie” - zeznała “Alexis”.

Przesłuchiwany w Łodzi prokurator Tomasz Balas przyznał, że to właśnie zeznania Kmiecik przesądziły o tym, że 24 kwietnia wydał nakaz zatrzymania byłej posłanki SLD. Tłumaczył, że wiarygodność słów “Alexis” potwierdziła dokumentacja finansowa jej firmy, która rzeczywiście miała problemy z rozliczeniem się z RSW. Sekretarki i kierowcy Kmiecik potwierdzili też bliskie relacje łączące szefową z Blidą. Nie wiedzieli jednak, czy Blida przekazała łapówkę szefowi spółki węglowej. O łapówce miał słyszeć tylko Ryszard Zając, były poseł SLD. Przyznał, że powiedziała mu o tym… “Alexis”.

- Uważaliśmy, że pani Kmiecik nie miała interesu, by kłamać i bezpodstawnie pomawiać swoją przyjaciółkę. Wyrażała się o niej bardzo ciepło, serdecznie. Bardzo często podkreślała, że choć często finansowała w jakiś sposób Barbarę Blidę, to niczego od niej w zamian nie oczekiwała. To wszystko, jeśli chodzi o stronę dowodową - tłumaczył w Łodzi prokurator Balas.

Profesor Zbigniew Hołda, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, mówi, że bazując na takim materiale dowodowym, nie odważyłby się przedstawić Blidzie zarzutu przekazania łapówki. Miałby wątpliwości co do wiarygodności zeznań Kmiecikowej. - Co prawda potwierdziła, że doszło do przestępstwa, ale miała interes, żeby takie zeznania złożyć. Do tego nie można było podejść bezkrytycznie - tłumaczy prof. Hołda.



Dom w Szczyrku, podróże, kosmetyki

- zarzutu nie było

Prokuratura zastanawiała się także, czy przedstawić Blidzie zarzut przyjmowania łapówek. Tomasz Janeczek, szef Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, sugerował nawet prowadzącym śledztwo, by zrobili to od razu po zatrzymaniu byłej posłanki. Kmiecikowa zeznała bowiem, że płaciła za wyjazdy Blidy m.in. do Austrii i Włoch, kupowała jej kosmetyki, ubrania, pożyczyła mercedesa i sfinansowała remont jej domu w Szczyrku. W sumie miała jej dać 700 tys. zł.

Prokurator Balas jednak zeznał, że on i jego koledzy zaangażowani w śledztwo przeciwko mafii węglowej mieli tu wątpliwości. Chcieli je rozwiać po zatrzymaniu byłej posłanki. - W trakcie przesłuchania miały jej zostać okazane pewne dokumenty związane z przebudową domu w Szczyrku - mówi Balas.

Z naszych informacji wynika, że owym dokumentem była podpisana w 1998 r. umowa o sfinansowaniu przez “Alexis” wykończenia basenu w willi Blidy i faktury opiewające na ponad 100 tys. zł. W zamian Blida deklarowała, że przez dziesięć lat będzie wynajmowała Kmiecik pokój.

Dlaczego Kmiecik wspierała przyjaciółkę? Twierdziła, że w zamian Blida miała lobbować na rzecz jej firmy.

Kilka dni przed zatrzymaniem Blidy Janusz Steinhoff, wicepremier w rządzie AWS, i Jerzy Markowski, były senator SLD i wiceminister handlu, przyznali, że posłanka interweniowała u nich w sprawie Kmiecikowej. - Z formalnego punktu widzenia Basia miał do tego prawo, jednak na jej miejscu bym tego nie zrobił. Kmiecikowa nie była szarym obywatelem, który prosił o interwencję, lecz przyjaciółką, która miała interes w załatwieniu konkretnych spraw - powiedział “Gazecie” Markowski.

Prokuratorom zeznał, że w 1995 r. został wezwany do gabinetu Blidy, która w rządowej hierarchii stała od niego wyżej. Rozmowa dotyczyła wprowadzonych przez Markowskiego przepisów wykluczających z rynku pośredników handlu węglem, co uderzało przede wszystkim w “Alexis”, która z tego żyła. - Blida powiedziała mi, że takie rozwiązanie nie podoba się pani Kmiecik. Stanowiska jednak nie zmieniłem - tłumaczył Markowski.

Podczas przesłuchań “Alexis” wielokrotnie zastrzegała, że finansowania Blidy nie traktowała jako korupcji, lecz co najwyżej formę mecenatu. “Nawet jeżeli przyjaźń ze znanym politykiem nie przynosiła korzyści w postaci załatwienia sprawy czy kontraktu, to była ona potencjalną możliwością użycia wpływu tego polityka przeciwko danemu organizmowi gospodarczemu. W naszej branży to było bardzo ważne” - tłumaczyła śledczym.

Leszek Piotrowski, pełnomocnik rodziny Blidów, jest przekonany, że zarzut przekazania łapówki nie utrzymałby się przed żadnym niezawisłym sądem. - Nie było żadnego namacalnego dowodu, że przekazała komukolwiek pieniądze. To było nic innego jak polityczna próba upokorzenia działaczki lewicy - mówi adwokat.

O finansowaniu Blidy przez Kmiecik i lobbowaniu na rzecz jej firmy Piotrowski nie chce się wypowiadać: - Taki zarzut w ogóle nie został sporządzony, więc dla mnie ten wątek nie istnieje.

Po samobójstwie Blidy śledztwo przeciwko niej zostało umorzone. Zarzuty przedstawiono wyłącznie prezesom spółek węglowych, którzy mieli brać pieniądze od “Alexis”.

Jul
11th
Wed
permalink

Urwany film ABW

“Gazeta Wyborcza” 2007-07-09 

“Byłam odpowiedzialna za to, aby sfilmować wejście i wyjście z zatrzymaną” - zeznała kamerzystka ABW, uczestniczka akcji pod domem Barbary Blidy. - Takie filmy robi się dla mediów - mówi były oficer ABW.

Zatrzymanie Barbary Blidy, b. posłanki SLD i b. minister budownictwa, ABW filmowała z własnej inicjatywy. W sobotę - po ponad dwóch miesiącach apelów ze strony opozycji i mediów - Agencja ujawniła 27-sekundowy film. Na nagraniu z 25 kwietnia widać funkcjonariuszy stojących na ganku domu Blidy w Siemianowicach Śląskich. W tle słychać dźwięki z ulicy.

Nagranie urywa się, gdy funkcjonariusze wchodzą dalej. Kilkanaście minut później Barbara Blida zastrzeliła się w łazience.

Film kręcono zza płotu. Kamerę obsługiwała Bogusława Pietras, z zawodu fotograf, w ABW pracuje od pięciu lat.

Ujawniamy fragment jej zeznań w śledztwie badającym postępowanie ABW:

“Byłam odpowiedzialna za to, aby sfilmować wejście i wyjście z zatrzymaną. Nie wiedziałam, o jaką osobę chodzi. (…) Ustawiłam się tak, abym mogła zobaczyć główne wejście. Zaczęłam nagrywać po kilku sekundach, gdy funkcjonariusze zniknęli mi z oczu. Nie miałam zadania filmowania czynności mających miejsce wewnątrz budynku. Oczekiwałam na sygnał od funkcjonariuszy, którzy weszli do środka, gdy będą wychodzić”.

Funkcjonariuszka uściśla: “Miałam nakręcić wyprowadzenie osoby zatrzymanej aż do umieszczenia jej w samochodzie”.

Dodaje też, że miała sfilmować “także wejście do delegatury [ABW] - gdyby było takie polecenie”.

Kamerzystka katowickiej ABW zeznaje, że po nakręceniu sceny otwarcia drzwi domu Blidy stała przed wejściem z wyłączoną kamerą. Potem przyjechała karetka pogotowia (wezwana do reanimacji Blidy). Pietras zapytała wtedy kierującego akcją Michała Cichego, naczelnika wydziału postępowań śledczych Delegatury ABW w Katowicach, czy ma filmować to, co dzieje się w domu i przed nim. „Odpowiedział: » Nie filmować «” - zeznaje Pietras.

W protokołach z przesłuchań ujawnionych w piątek przez “Gazetę” prokuratorzy z katowickiej grupy śledczej, którzy wydali ABW nakaz zatrzymania Blidy, zgodnie stwierdzają, że nie wydawali funkcjonariuszom Agencji polecenia filmowania tej akcji.

Z grupy 12 osób, które tego dnia miały być doprowadzone przed prokuratora, filmowano tylko zatrzymanie Blidy i jeszcze jednej osoby.

Kartę pamięci z kamery ABW łódzka prokuratura oddała do analizy w laboratorium kryminalistycznym Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. Zakończone 22 maja badania potwierdzają tylko, że film z akcji zatrzymania Blidy został przerwany. “Nie znamy powodów, jakie były przyczyną przerwania” - stwierdzają eksperci. Czy można stwierdzić, że dalszą część nagrania skasowano? “Nie mamy takich możliwości technicznych” - piszą.

18 czerwca łódzka prokuratura poprosiła laboratorium kryminalistyczne Komendy Głównej Policji o jeszcze jedną ekspertyzę - sprawdzającą, czy nie kasowano filmu. W sobotę prokuratura ogłosiła: - Biegli nie stwierdzili jakichkolwiek śladów ingerencji w nagranie.

Po co w ogóle nagrywano zatrzymanie Blidy? - ABW nie ma obowiązku filmowania takich czynności, chyba że prokurator tego zażąda. Z kolei, gdyby funkcjonariusze chcieli dokumentować całość akcji, to operator musiałby wejść do domu - ocenia płk Paweł Białek, b. wiceszef Zarządu IIA ABW. - Jeżeli planowano sfilmowanie tylko wejścia, wyjścia i ewentualnie doprowadzenia do delegatury, to znaczy, że ten materiał miał powstać na potrzeby mediów - mówi płk Białek.

Z nieoficjalnych informacji “Gazety” wynika, że towarzyszący kamerzystce ABW por. Tomasz Fujarski, pytany przez prokuraturę, dla kogo przeznaczone było nagranie z domu Blidy, miał zeznać krótko: “Dla telewizji”.

- Nie mogę ujawniać materiałów ze śledztwa, ale nie zaprzeczam - mówi pytany o relację Fujarskiego mec. Leszek Piotrowski, pełnomocnik męża Barbary Blidy.

Jul
6th
Fri
permalink

Ziobro: 'Gazeta Wyborcza' naruszyła fundamenty prawa prasowego

“Rzeczpospolita”, 2007-07-07 

- “Gazeta Wyborcza” naruszyła fundamenty prawa prasowego, ponieważ nie zwróciła się do ministerstwa z pytaniami, które miałyby weryfikować podane w artykule informacje - powiedział w piątek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, odnosząc się do tekstu dotyczącego okoliczności zatrzymania Barbary Blidy.


Tymczasem według autora piątkowego tekstu w “Gazecie Wyborczej”, Wojciecha Czuchnowskiego zarzuty, jakie stawia gazecie ministerstwo są “miałkie”. “W mojej ocenie nerwowość ministra wynika z tego, że chyba zobaczył, że nie wszyscy prokuratorzy, którzy mu podlegają będą gotowi za niego polegnąć i, zwłaszcza w sytuacji zeznań, będą mówili po prostu prawdę” - powiedział dziennikarz.

“Gazeta Wyborcza” ujawniła w piątek zeznania czwórki prokuratorów z Katowic, którzy badali sprawę ewentualnych powiązań Blidy z tzw. mafią węglową na Śląsku. Według “Gazety”, z zeznań: Tomasza Balasa, Małgorzaty Kaczmarczyk-Suchan, Sebastiana Głucha i Piotra Wolnego, którzy tworzyli grupę śledczą, wynika, że działali oni pod presją. Decyzję o zatrzymaniu byłej minister - jak podaje “GW” - podjęli niejednogłośnie, a datę zatrzymania Blidy narzucili im przełożeni. Wcześniej tę datę miała też znać ABW.


Engelking: prawie 30 zmanipulowanych fragmentów
Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej Ziobro powiedział, że artykuł w “GW” “ma charakter manipulacji i ataku na działania Ministerstwa Sprawiedliwości i prokuratury”. Dodał, że nie wyklucza działań prawnych, ale - jak zaznaczył - resort musi się zastanowić nad tą sprawą. “Nie jestem człowiekiem, który pochopnie podejmuje decyzje. Na pewno będziemy informować państwa o ewentualnych krokach, które resort podejmie wobec tych ludzi mediów, którzy w sposób nieuczciwy, tendencyjny manipulują informacją” - podkreślił Ziobro.

Zastępca prokuratura generalnego Jerzy Engelking powiedział natomiast, że w opublikowanym w “GW” tekście, po jego “dokładnej analizie” można znaleźć “prawie 30 zmanipulowanych fragmentów”. Sprecyzował, że polega ona m.in. na wyrywaniu z kontekstu wypowiedzi, używaniu zamiast liczby pojedynczej liczby mnogiej, wycinaniu z cytowanych wypowiedzi fragmentów bez informowania o tym czytelników. Zaznaczył, że w publikacji doszło na przykład do pominięcia istotnych fragmentów z protokołów, zawierających zeznania prokuratora Tomasza Balasa.

Także minister sprawiedliwości zaznaczył, że całość zeznań prokuratorów wykazuje, iż wszystkie zarzuty o naciskach na nich, a także o tym, że ich zdaniem nie było podstaw do postawienia zarzutów Blidzie, były “kłamstwem i oszczerstwem”. Dodał, że po zakończeniu śledztwa zwróci się do prokuratorów, którzy je prowadzą by - jeśli to nie zaszkodzi postępowaniu - upublicznili zebrane materiały dowodowe. Podkreślił także, że upublicznienie teraz zeznań prokuratorów jest ze szkodą dla postępowania, ponieważ “kolejni świadkowie wiedzą co zeznawali inni”. “Kodeks karny określa takie postępowanie jako przestępstwo” - dodał.


Czuchnowski: bezzasadne zarzuty
Czuchnowski, odnosząc się do argumentu, że gazeta nie zwróciła się do ministerstwa z pytaniami, które miałyby weryfikować podane w artykule informacje, podkreślił, że w tym przypadku nie było takiej konieczności. “Uznaliśmy, że w momencie kiedy cytujemy urzędowy dokument - zeznania złożone pod odpowiedzialnością karną - nie ma potrzeby zwracać się do kogokolwiek. Dlatego ten zarzut jest kompletnie bezzasadny, bo w tym momencie nie ma żadnego znaczenia, jakie zdanie ma na ten temat minister Ziobro czy którakolwiek ze stron” - powiedział.

Podkreślił, że skróty w cytowaniu protokołów przesłuchań były konieczne ze względu na obszerność materiału. “Manipulacją Ziobro nazywa zwyczajne zredagowanie 200 stron protokołu, który zresztą wywieszamy w całości na stronach internetowych” - powiedział.

Czuchnowski przyznał, że starał się “wyszukać” w zeznaniach prokuratorów wszystkie momenty, w których pojawiają się ich wątpliwości na temat zatrzymania Blidy. “Taka jest konstrukcja tego materiału, trudno byłoby przytaczać wszystko” - podkreślił. Za nieuzasadnione uznał też zarzuty o stosowanie liczby mnogiej zamiast pojedynczej. “Z tego, co pamiętam, to w tych zeznaniach jest mowa o wątpliwościach nie jednego, ale także innych prokuratorów. O wątpliwościach mówią zarówno prokurator Sebastian Głuch, jak i prokurator Małgorzata Kaczmarczyk-Suchan” - powiedział.

Według niego “Ziobro próbuje też skłócić środowisko dziennikarskie, dzieląc dziennikarzy na tych dobrych, którzy poinformowali usłużnie, że się ma ukazać ten tekst i na tych złych, czyli dziennikarzy +Gazety Wyborczej+”. W czwartek o godz. 18 Zbigniew Ziobro zwołał konferencję prasową, na której poinformował, że nazajutrz w “Gazecie Wyborczej” ukaże się artykuł na temat okoliczności zatrzymania Barbary Blidy, który ma charakter prowokacji. Zapowiedź tekstu ukazała się na portalu gazeta.pl w czwartek po południu. “Gazeta Wyborcza” opublikowała go w całości w piątek.


Łódzka prokuratura: nie ma podstaw, by mówić o naciskach na katowickich prokuratorów
Zdaniem łódzkiej prokuratury, która bada okoliczności śmierci b. posłanki SLD Barbary Blidy, analiza zeznań katowickich prokuratorów nie daje podstaw do twierdzenia, że podczas prowadzonego śledztwa były na nich wywierane naciski.

Rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania powiedział, że “wnikliwa, a nie selektywna analiza zeznań złożonych przez katowickich prokuratorów nie daje podstaw do wyciągania jakichkolwiek wniosków co do tego, że były na nich wywierane presje czy naciski. Prokuratorzy zaangażowani w proces decyzyjny pod względem faktycznym i prawnym oceniali decyzję o zatrzymaniu Barbary Blidy za zasadną, a sprawa była przedmiotem ich kompleksowych analiz”.

Barbara Blida zastrzeliła się pod koniec kwietnia w łazience swojego domu, podczas przeszukania, prowadzonego przez ABW. Agencja na zlecenie katowickiej prokuratury chciała przeprowadzić rewizję i zatrzymać ją wraz z innymi osobami w śledztwie w sprawie afery w przemyśle węglowym z lat 90. i wręczania przez śląską bizneswoman Barbarę K. korzyści majątkowych osobom pełniącym funkcje publiczne. Blidzie miał być przedstawiony zarzut pomocnictwa przy wręczeniu korzyści majątkowej prezesowi dawnej Rudzkiej Spółki Węglowej.

Okoliczności planowanego zatrzymania oraz śmierci Blidy bada łódzka prokuratura okręgowa. Postępowanie ma ustalić, czy miało miejsce niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy ABW i czy można mówić o popełnieniu przestępstwa. W związku z tą sprawą, oprócz katowickich prokuratorów przesłuchano już m.in. funkcjonariuszy ABW z Katowic, pracowników pogotowia wezwanych do domu Blidy w dniu tragedii, policjantów, a także męża b. minister, jej córkę oraz znajomych.

Do końca sierpnia ma być gotowa kompleksowa opinia biegłych z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego KGP, która będzie jednym z kluczowych dowodów w śledztwie. Ekspertyza obejmuje m.in. badanie włókien, badania daktyloskopijne, biologiczne, broni i specjalistyczne badania z zakresu mechanizmu powstawania śladów.

permalink

Protokoły z przesłuchań katowickich prokuratorów

“Gazeta Wyborcza”, 2007-07-06 

Prokuratorzy prowadzący sprawę Barbary Blidy działali pod presją. Decyzji o zatrzymaniu byłej minister nie podjęli jednogłośnie. Datę zatrzymania narzucili im przełożeni. Wcześniej tę datę znała ABW. Te i inne rewelacje z przebiegu śledztwa ujawniła w czwartek w internecie i w piątek w papierowym wydaniu Gazeta Wyborcza.


Gazeta zdobyła zeznania prokuratorów złożone w łódzkim śledztwie. Opowiadają oni w nich, że działali pod nieustanną kontrolą przełożonych. Ponaglano ich i naciskano, by zatrzymali wszystkich podejrzewanych.

Zgodnie z obietnicą publikujemy pięć protokołów z przesłuchań, które zdobyliśmy. Każdy z czytelników może sam przekonać się jak co zeznawali prowadzacy sprawę Blidy.

Przesłuchanie prokuratora Tomasza Balasa - zobacz stenogram

Przesłuchanie prokuratora Tomasza Tadli - zobacz stenogram

Przesłuchanie asesor Małgorzaty Kaczmarczyk-Suchan - zobacz stenogram

Przesłuchanie asesora Piotra Wolnego - zobacz stenogram

Przesłuchanie asesora Sebastiana Głucha - zobacz stenogram

permalink

Minister kontratakuje

“Gazeta Wyborcza”, 2007-07-06 

Szykowany jest artykuł, który ma charakter prowokacji politycznej -oświadczył wczoraj minister Ziobro. Po południu dowiedział się, że “Gazeta” zamierza opublikować fragmenty przesłuchań prokuratorów, i zwołał specjalną konferencję prasową.
Nie czytając naszego tekstu, orzekł, że będzie on “zmanipulowany i zawierający wyrwane z kontekstu wypowiedzi”.


- “Gazeta Wyborcza” wyspecjalizowała się w manipulowaniu faktami i atakach na ten rząd - stwierdził minister i zapewnił: - Prokuratorzy nie podlegali żadnym naciskom, sprawy Blidy nie chciałem wykorzystać propagandowo.

Nie wiedziałem o terminie zatrzymania, a to, że wiedziała o nim Prokuratura Krajowa, to rutyna. ABW miała prawo wcześniej znać termin.

Na zakończenie Ziobro powiedział: -Być może jutro “Gazeta Wyborcza” nie napisze tego, co napisałaby, gdyby nie było tej konferencji.

permalink

Kto kazał zatrzymać Blidę?

“Gazeta Wyborcza”, 2007-07-06, autor Piotr Czuchnowski 

“Gazeta” ma kopie protokołów przesłuchań członków prokuratorskiej grupy śledczej z Katowic, która od stycznia do kwietnia tego roku prowadziła śledztwo w sprawie mafii węglowej.


Jednym z efektów śledztwa była decyzja o zatrzymaniu przez ABW Barbary Blidy - byłej posłanki SLD, minister budownictwa w rządzie Leszka Millera. 25 kwietnia, gdy ABW o 6 rano wkroczyła do jej domu w Siemianowicach, Blida postrzeliła się śmiertelnie z pistoletu.

Okoliczności śmierci bada prokuratura w Łodzi. W czerwcu przesłuchała m.in. prokuratorów prowadzących śledztwo przeciwko byłej minister.

Z ich zeznań wynika, że sprawa cieszyła się ogromnym zainteresowaniem przełożonych, również ze względu na wątki polityczne.

“Pani Kmiecik nie miała interesu kłamać”

Grupa prowadząca śledztwo o sygnaturze Ds. 25/06 powstała w styczniu. Jej szefem został Tomasz Balas, prokurator Prokuratury Okręgowej w Katowicach. To on podpisał nakaz dla ABW, by Blidę zatrzymać i przeszukać jej dom.

Wątek domniemanej korupcji Blidy i polityków SLD prowadziło troje podlegających mu asesorów. Opierali się na zezaniach Barbary Kmiecik, śląskiej potentatki w handlu węglem, oraz Ryszarda Zająca, kiedyś posła Sojuszu, który w ostatnich latach oskarżał dawnych kolegów o korupcję, nie przedstawiając dowodów. W śledztwie Zając powtarzał oskarżenia, wymieniając znanych polityków SLD - oprócz Blidy, Krzysztofa Janika, Aleksandra Kwaśniewskiego, Danutę Waniek, Zbigniewa Siemiątkowskiego.

Z protokołu przesłuchania Balasa 19 czerwca:

“Piotr Wolny prowadził wątki dotyczące korupcji w sektorze górniczym, mam tutaj na myśli wręczanie korzyści majątkowych przez p. Barbarę Kmiecik członkom zarządu czy też przedstawicielom spółek węglowych. (…) Druga grupa zagadnień była związana z nieprawidłowościami w funkcjonowaniu szeroko pojętej Lewicy czy przedstawicieli SLD i tymi grupami zagadnień zajmował się Sebastian Głuch. Koleżanka Małgorzata Kaczmarczyk- Suchan miała w swoim umownym referacie sprawę dot. finansowania przez Barbarę Kmiecik domu należącego do pani Barbary Blidy, finansowanie jej wyjazdów zagranicznych, kwestie użyczania jej samochodu celem wyjazdu do Warszawy i obdarowywanie jej upominkami typu ubrania czy perfumy” - zeznał prokurator Balas.

Dlaczego podpisał nakaz zatrzymania Blidy?

“Uznałem, że istnieją dowody na to, że co najmniej pośredniczyła ona w przekazaniu kwoty 80 tys. zł. ówczesnemu prezesowi Rudzkiej Spółki Węglowej, Zbigniewowi Baranowskiemu. Kwota 80 tys. zł. została przekazana p. Barbarze Blidzie przez Barbarę Kmiecik i miała stanowić rekompensatę za umorzenie przez RSW odsetek Agencji Handlowej Barbary Kmiecik”.

Balas dodaje: “Jeśli chodzi o podstawy dowodowe tego zarzutu to bazowaliśmy na zeznaniach Kmiecik. (…) Uważaliśmy, że pani Kmiecik nie miała interesu kłamać i bezpodstawnie pomawiać swoją przyjaciółkę, gdy podczas zeznań wyrażała się o niej ciepło i serdecznie”.

Poza zeznaniami Kmiecik śledczy mieli jeszcze poszlaki - m.in relacje pracowników firmy Kmiecik, którzy często widywali tam Blidę. Balas nie mówi - i nie jest o to pytany - czy w efekcie przekazania pieniędzy Baranowskiemu doszło do umorzenia należności Kmiecik wobec spółki węglowej.

Według Balasa po zatrzymaniu Blidy rozważano skonfrontowanie Blidy, Kmiecik i Baranowskiego (oboje dostali pisemne wezwania). Prokuratorzy planowali też, że przesłuchają Blidę w sprawie przebudowy jej domu w Szczyrku, ale “mieli wątpliwości, czy powinni w tej sprawie postawić Blidzie zarzuty”.

Akcja miała się zacząć 25 kwietnia rano. Po zatrzymaniu Blidy w jej domu ABW miała poszukać dokumentów, m.in dotyczących willi w Szczyrku. A od godz. 9.00 miało się zacząć przesłuchanie byłej minister w prokuraturze.

Balas mówi też, że polecił ABW odebranie Blidzie paszportu. Nie odpowiada jasno na pytanie, czy w grę wchodził areszt. Wszyscy członkowie grupy śledczej twierdzą, że zatrzymanie było potrzebne, aby Blida nie była w stanie porozumieć się z Kmiecik i Baranowskim.

“Dobrodziejstwo niekaralności” dla Kmiecik

W przesłuchaniach parokrotnie jest mowa o notatce, którą grupa prokuratorska napisała 18 kwietnia (tydzień przed akcją u Blidy), wyliczając osoby, którym należy postawić zarzuty. Wśród nich była Kmiecik - główny świadek oskarżenia.

Na notatce widnieje odręczny dopisek szefa Prokuratury Okręgowej Krzysztofa Błacha: “Nie podzielam stanowiska co do podstaw przedstawienia B. Kmiecik zarzutu. W mej ocenie korzysta ona z przywileju par. 6 art. 229” - napisał Błach. Oznacza to, że kierownictwo prokuratury chciało, by w zamian za obciążające innych zeznania Kmiecik nie odpowiadała za korupcję.

Przyznaje to prokurator Tomasz Tadla, naczelnik wydziału śledczego i rzecznik katowickiej prokuratury, również przesłuchiwany w łódzkim śledztwie:

“Zastanawialiśmy się, czy Barbara Kmiecik zasługuje za swoją postawę na dobrodziejstwo niekaralności za wręczanie łapówek ” - zeznał Tadla 13 czerwca.
Pozaprawny moment zawahania

“Zarówno ja, jak i Piotr Wolny i Sebastian Głuch byliśmy zgodni, że istnieją podstawy prawne i faktyczne, aby dokonać zatrzymania p. Blidy - zeznaje prokurator Balas. - Miałem jednak wątpliwości natury ogólnospołecznej, że po dokonaniu zatrzymania podniesione zostanie publicznie czy to przez jej kolegów z organizacji lewicowych czy też przez inne środowiska, że po raz kolejny prokuratura staje się narzędziem walki politycznej. Tą wątpliwością podzieliłem się ze swoimi przełożonymi, którzy zwrócili mi uwagę, że przede wszystkim jestem prawnikiem i mam postępować tak, jak to wynika z przepisów. Mój dylemat był dylematem pozaprawnym. Był to moment zawahania”.

Według Balasa “jedyną osobą z naszego grona, która nie chciała zatrzymywać Blidy, była Małgosia Kaczmarczyk-Suchan, która można, powiedzieć generalnie, przestraszyła się reakcji opinii publicznej na zatrzymanie Blidowej”.

Jednak z zeznań asesora Głucha (11 czerwca) wynika, że Balas również nie chciał zatrzymania Blidy.

Głuch: “Nie było zgody wśród nas w kwestii zatrzymań. Ja stałem na stanowisku, że należy zatrzymać wszystkie osoby, którym będą przedstawione zarzuty. Stanowisko przeciwne wyrażała prok. Suchan oraz prok. Balas. (…) Problem dotyczący podjęcia decyzji w sprawie zatrzymania sprowadzał się głównie do obawy o wydźwięk i konsekwencje medialne związane z faktem, że Blida była znanym i cenionym politykiem. (…) Prok. Balas był zwolennikiem doręczenia p. Blidzie wezwania do stawiennictwa w charakterze podejrzanej”.


Ostatecznie decyzję o zatrzymaniu podpisał Balas.

Małgorzata Kaczmarczyk-Suchan pozostała przy swoim zdaniu. “Byłam bardzo przejęta tymi zatrzymaniami w świetle tego, co się ostatnio dzieje w mediach, gdzie z każdego zatrzymania potrafi się robić przedstawienie, chciałam dokładnie to wszystko rozważyć - zeznała 20 czerwca Kaczmarczyk- Suchan. - Chcieliśmy normalnie prowadzić śledztwo (…). W moich obawach tym, kto miał wykorzystać naszą pracę, miały być media, politycy”.

Prokurator Balas opowiada, jak dowiedział się o tragedii w domu Blidy:

“25 kwietnia przyjechałem do pracy ok. 6 rano. O godz. 6.20 zadzwonił do mnie Naczelnik Cichy [Michał, szef Wydziału Postępowań Karnych ABW w Katowicach] albo jego zastępca Grzegorz Hodurek. Jedna z tych osób powiedziała, że są pewne problemy dotyczące zatrzymania Blidy. (…) Usłyszałem, że pani Blida postrzeliła się. (…) Ta informacja mną wstrząsnęła. Przypomniałem sobie o swoich wątpliwościach. Nawet stwierdziłem, że miałem nosa, że coś może się wydarzyć”.

“Nadzwyczajne zainteresowanie przełożonych”

Sprawa Ds. 26/05 cieszyła się szczególnym zainteresowaniem kierownictwa katowickiej prokuratury. Czwórka prokuratorów potwierdza, że przynajmniej raz w tygodniu odbywały się w tej sprawie spotkania.

Kaczmarczyk-Suchan: “Jeśli chodzi o przełożonych, którzy brali udział w tych spotkaniach, to prawie zawsze był prok. Marek Wójcik (z-ca prok. okręgowego), a czasem pojawiali się inni - prok. okręgowy Krzysztof Błach, prok. apelacyjny Tomasz Janeczek , prok. Piotr Gojny”.

W kwietniu kierownictwo chciało już wiedzieć, kto będzie zatrzymany. Prok. Balas zeznaje:

“Były pewne rozbieżności co do oceny materiału dowodowego między nami a przełożonymi. Dotyczyło to kwestii związanych z przedstawieniem zarzutów i zatrzymaniami. Kierownictwo uważało, że wszystkie osoby powinny być zatrzymane”.

Pytany, czy odczuwał naciski kierownictwa, Balas mówi: “W ramach struktury prokuratorskiej nikt tych nacisków nie wywierał. Natomiast samo zainteresowanie sprawą ze strony przełożonych, ilość spotkań i rozmów, było rzeczą nadzwyczajną, niespotykaną w innych sprawach, może za wyjątkiem Orlenu. Odniosłem wrażenie, że prokurator okręgowy stara się nas kontrolować”.

Prokurator Wolny pytany, który z szefów naciskał, by przyśpieszyć śledztwo:

“Właściwie całe kierownictwo, od Prokuratora Okregowego i jego zastępcy do Prokuratora Apelacyjnego i jego zastępcy, którzy nie byli zadowoleni z efektów śledztwa (…). Zainteresowanie przełożonych nie koncentrowało się wyłącznie na wątku węglowym, a dotyczyło też pozostałych wątków, czyli ewentualnej korupcji politycznej”.

Balas opowiada, że trzy dni przed zatrzymaniem Blidy, spotkał się z Głuchem:

“W niedzielę w Siemianowicach Śląskich, w parku na rowerach (…) zapytałem po raz kolejny Sebastiana, czy jest przekonany do zatrzymania Blidy, a on powiedział, że tak. Powiedziałem mu, że to jest najważniejsze. Moje pytanie wynikało stąd, że odniosłem wrażenie, że jako asesorzy mogą się bać podjąć pewne decyzje, które mogłyby rzutować na ich dalszy byt zawodowy”.


“Najdziwniejsze jest to, że ABW termin zatrzymania znało”

Szefowie katowickiej prokuratury narzucili prokuratorom prowadzącym termin zatrzymania Blidy i pozostałych podejrzanych. Balas zeznaje:

“Termin nie był wynikiem naszej inicjatywy. W tygodniu poprzedzającym ten, w którym nastąpiła realizacja [zatrzymania], do mojego pokoju przyszedł prok. Wójcik [Marek, naczelnik Wydziału Śledczego], zawołałem pozostałych referentów sprawy na jego życzenie i wyraził to takimi słowami: prok. okręgowy Krzysztof Błach chciałby, aby ta realizacja miała miejsce 24 lub 25 kwietnia.(…) Jedyną rzeczą, która gdzieś tam człowieka dotknęła, jest fakt, że ktoś przychodzi i proponuje termin”.

Wolny o terminie zatrzymania Blidy powiadomił funkcjonariuszy ABW:

“Konkretnie Grzegorza Hodurka, polecając mu przygotowanie operacji zatrzymania.(…) Najdziwniejsze jest to, że ABW termin zatrzymania znało.(…) Nie przywiązywałem wagi do tych rozmów, uznając ten termin zatrzymania za narzucony odgórnie (…). Termin zatrzymania powinien ustalać prowadzący śledztwo funkcjonariusz ABW z prokuratorem referentem. Tymczasem termin zatrzymania ustalili przełożeni, a nie referenci śledztwa”.

Już wcześniej ABW sprawę traktowała priorytetowo. Balas zeznaje, że po utworzeniu grupy śledczej uczestniczył w Warszawie w naradzie z kierownictwem ABW, gdzie obiecano mu pomoc Agencji. Gdy miało dojść do zatrzymania, na Śląsku zjawił się wiceszef ABW Grzegorz Ocieczek. W domu Blidy był o 7.30 rano- godzinę po śmiertelnym strzale byłej minister.

Grzegorza Ocieczka ściągnął do ABW szef tajnych służb Bogdan Święczkowski.Obaj należą do zaufanych ludzi ministra Ziobry. Łączy ich także to, że poprzednio byli prokuratorami w Katowicach, co ułatwiało im współpracę z prokuraturą okręgową. Ocieczek znał sprawę Blidy, bo jako szef prokuratury rejonowej Katowice-Zachód prowadził dwa lata wcześniej postępowanie dotyczące przebudowy jej domu w Szczyrku. Wtedy to śledztwo umorzył.

Miała być konferencja Ziobry?

“Około tygodnia-dwóch przed realizacją pojawiła się plotka, że może pojawić się na Śląsku sam Minister Ziobro właśnie w tej sprawie”- zeznaje prokurator Balas pytany, dlaczego przełożonym zależało na tym właśnie terminie zatrzymania.


I dalej: “Nie mogę wykluczyć, że w czasie rozmowy z referentami i przełożonymi podniosłem argument, że zatrzymanie to zostanie wykorzystane w sposób propagandowy przez kierownictwo prokuratury. Chodzi o konferencję prasową z udziałem Ministra i zcy prok. Okręgowego”.

Na pytanie, skąd ma takie przypuszczenia, Balas odpowiada:

“Na podstawie doświadczenia życiowego i praktyki funkcjonowania prokuratury obecnie. Widziałem kilka konferencji prasowych z udziałem Ministra bądź jego zastępców, na których tego typu zatrzymania były eksponowane”.

Balas zeznał też, że wieczorem przed zatrzymaniem Blidy zadzwonił do niego Jarosław Hołda, dawny kolega pracujący teraz w Prokuraturze Krajowej:

“Zapytał, czy mam już napisane zarzuty . Zadałem mu pytanie, skąd wie, że pisałem zarzuty, skoro nie nadzoruje Katowic i wcześniej nie rozmawialiśmy o tej sprawie. Powiedział, że przygotowuje materiały na konferencję, która jutro ma się odbyć”.

W dopisku uzupełniającym protokół z przesłuchania Balas wraca do swoich obaw przed propagandowym wykorzystaniem akcji:

“W rozmowie z moim przełożonym Markiem Wójcikiem użyłem b. mocnego sformułowania, że w związku z tym zatrzymaniem może zostać zrobiony szoł medialny. Miałem na myśli kierownictwo prokuratury lub kierownictwo resortu. Wójcik powiedział wtedy, że są to kwestie poza mną na które nie mam wpływu”.

Źródło: Gazeta Wyborcza


permalink

Prokuratorzy pod presją

“Gazeta Wyborcza”, 2007-07-06, autor Piotr Pacewicz 

Przesłuchania prokuratorów prowadzących śledztwo przeciw Barbarze Blidzie, które dziś ujawniamy, pokazują, jak się odbywa sterowanie prokuraturą.

To nie żadna prowokacja “Gazety” - jak nerwowo reaguje minister Ziobro - to nasza powinność dziennikarska i obywatelska.

W sprawie Blidy kluczowe było “zainteresowanie przełożonych”: “Ilość spotkań i rozmów była rzeczą niespotykaną w innych sprawach, odniosłem wrażenie, że prokurator okręgowy stara się nas kontrolować”.

Ale też połajanki: “Właściwie całe kierownictwo, od prokuratora okręgowego i jego zastępcy do prokuratora apelacyjnego i jego zastępcy, nie było zadowolone z efektów śledztwa. Zainteresowanie przełożonych nie koncentrowało się na wątku węglowym, ale dotyczyło też ewentualnej korupcji politycznej”.

Wreszcie bezpośrednie ingerencje: “Termin [zatrzymania Blidy] nie był wynikiem naszej inicjatywy (…) prok. okręgowy Krzysztof Błach chciałby, aby ta realizacja miała miejsce 24 lub 25 kwietnia”.

Krąży nad tym domysł, czego życzy sobie sam prokurator generalny: “Zadzwonił kolega z Prokuratury Krajowej i zapytał, czy mam już napisane zarzuty. Zapytałem, skąd wie, że pisałem zarzuty. Powiedział, że przygotowuje materiały na konferencję, która jutro ma się odbyć”.

Te zeznania to lektura fascynująca, choć przesłuchiwani prokuratorzy nie są przecież samobójcami i starają się bronić decyzji, które pośrednio doprowadziły do tragedii. Zwłaszcza że rozmawiają z innymi podwładnymi min. Ziobry.

Mimo to przebija się odruch moralnego niepokoju: “Byłam bardzo przejęta tymi zatrzymaniami w świetle tego, co się ostatnio dzieje w mediach, gdzie z każdego zatrzymania potrafi się robić przedstawienie”.

A nawet ślad protestu: “W rozmowie z przełożonym Markiem Wójcikiem użyłem b. mocnego sformułowania, że w związku z tym zatrzymaniem może zostać zrobiony show medialny. Miałem na myśli kierownictwo prokuratury lub kierownictwo resortu. Wójcik powiedział, że są to kwestie poza mną”.

Gdy jest już za późno, prokurator mówi: “Usłyszałem, że pani Blida się postrzeliła. Ta informacja mną wstrząsnęła. Przypomniałem sobie o swoich wątpliwościach. Nawet stwierdziłem, że miałem nosa, że coś może się wydarzyć”.

Wbrew okrzykom min. Ziobry, to dobrze, że zapis przesłuchań dociera do opinii publicznej. Tym bardziej widać, jak potrzebna jest niezależna komisja śledcza, która wyjaśni okoliczności tragedii.

Wczoraj drukowaliśmy poznański apel Stowarzyszenia Prokuratorów. Głos sumienia, zagrożonej dumy zawodowej: “Dla kariery nie ulegajmy politycznym naciskom. Jesteśmy prokuratorami RP, a nie partii, rządów czy ministrów”.

Kariera czy prawda? Polityczne zlecenie czy profesjonalizm? Paranoja podejrzeń czy zimny obiektywizm? Te pytania stoją codziennie przed prokuratorami.

Jeżeli ulegną atmosferze sprawiedliwości instrumentalnej, zyskają uznanie góry. Ale stracą to, co dla człowieka w służbie publicznej, i dla każdego człowieka, najcenniejsze - szacunek dla siebie samego.

Jeżeli zapomną, że służą Rzeczypospolitej, zachwieje się państwo prawa. Już się chwieje.

permalink

Kto kazał zatrzymać Blidę?

“Gazeta Wyborcza”, 2007-07-05 

Prokuratorzy prowadzący sprawę Barbary Blidy działali pod presją. Decyzji o zatrzymaniu byłej minister nie podjęli jednogłośnie. Datę zatrzymania narzucili im przełożeni. Wcześniej tę datę znała ABW. Dziś ujawniamy tajemnice przesłuchań. Ziobro już wczoraj zarzucił nam prowokację.

W czerwcu łódzka prokuratura - wyjaśniając samobójczą śmierć Barbary Blidy podczas akcji ABW - przesłuchała czworo prokuratorów z Katowic. Prokurator Tomasz Balas oraz asesorzy Małgorzata Kaczmarczyk-Suchan, Sebastian Głuch i Piotr Wolny tworzyli grupę śledczą badającą sprawę mafii węglowej i powiązań z nią polityków - głównie lewicy.

Jedną z podejrzewanych była Blida, b. posłanka SLD, minister budownictwa i wiceprzewodnicząca Sojuszu. Zastrzeliła się 25 kwietnia, gdy po 6 rano do jej domu w Siemianowicach z prokuratorskim nakazem rewizji i zatrzymania wkroczyła ABW.

Znamy zeznania prokuratorów złożone w łódzkim śledztwie. Opowiadają, że działali pod nieustanną kontrolą przełożonych. Ponaglano ich i naciskano, by zatrzymali wszystkich podejrzewanych.

Datę zatrzymania Blidy wyznaczył nie prokurator prowadzący śledztwo, lecz kierownictwo prokuratury w Katowicach.

Prokurator Balas tak relacjonuje polecenie zwierzchnika: “Do mojego pokoju przyszedł prok. Wójcik [Marek, zastępca prokuratora okręgowego]. Wyraził to takimi słowami: prok. okręgowy Krzysztof Błach chciałby, aby ta realizacja miała miejsce 24 lub 25 kwietnia. Rzeczą, która gdzieś tam człowieka dotknęła, jest fakt, że ktoś przychodzi i proponuje termin”.

“Zainteresowanie sprawą ze strony przełożonych, jak również ilość spotkań i merytorycznych rozmów były rzeczą nadzwyczajną, niespotykaną w innych sprawach, może z wyjątkiem Orlenu - zeznaje w innym miejscu Balas. - Odniosłem wrażenie, że prokurator okręgowy stara się nas kontrolować”.

Wśród czterech wątków śledztwa dwa dotyczyły Blidy, a jeden też innych działaczy SLD. Barbara Kmiecik- potentatka handlu węglem i przyjaciółka Blidy - miała w zamian za obciążające Blidę zeznania dostać gwarancję bezkarności od zarzutu korupcji. Naciskali na to przełożeni; prokuratorzy prowadzący chcieli jej zarzut postawić.

Katowiccy prokuratorzy zeznają, że podejmując decyzję o zatrzymaniu, nie byli jednomyślni. Balas i Kaczmarczyk-Suchan uważali, że wystarczy Blidzie doręczyć wezwanie na przesłuchanie. Mówią o swoich obawach, że sprawa będzie wykorzystana propagandowo przez ich przełożonych i Ministerstwo Sprawiedliwości.

Z zeznań prokuratorów wynika także, że w dniu zatrzymania Blidy spodziewano się na Śląsku przyjazdu ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i konferencji prasowej z jego udziałem. Dzień przed zatrzymaniem urzędnik z Prokuratury Krajowej pytał prokuratora Balasa, jakie zarzuty zostaną przedstawione Blidzie. Balas: “Zadałem mu pytanie, skąd wie, że pisałem zarzuty, skoro nie nadzoruje Katowic i wcześniej nie rozmawialiśmy o tej sprawie. Powiedział, że przygotowuje materiały na konferencję, która jutro ma się odbyć”.

Prok. Piotr Wolny mówi, że o dacie planowanej akcji w domu Blidy ABW wiedziała przed prokuratorem prowadzącym sprawę.


Jun
1st
Fri
permalink

Strzały w domu Blidów - eksperyment był "udany"

Onet - 2007-06-01


Eksperyment procesowy przeprowadzony w domu tragicznie zmarłej Barbary Blidy w Siemianowicach Śląskich był udany; strzał oddany w ramach rekonstrukcji zdarzenia z 25 kwietnia był dobrze słyszalny - ocenia pełnomocnik męża b. posłanki SLD, Henryka Blidy, mec. Leszek Piotrowski.
Barbara Blida zastrzeliła się w łazience swojego mieszkania, gdy funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) przyszli przeszukać jej mieszkanie i zatrzymać ją w śledztwie dotyczącym korupcji w handlu węglem.

- Jako pełnomocnik pana Henryka Blidy jestem zadowolony z tego eksperymentu. Słyszałem (strzał) bardzo dobrze, a jestem starszy niż wszyscy inni, którzy byli badani - powiedział dziennikarzom mec. Piotrowski, który po blisko pięciu godzinach trwania eksperymentu opuścił dom Blidów.
Odtworzenie strzału i sprawdzenie, czy był dobrze słyszalny w poszczególnych miejscach domu, było jednym z głównych celów eksperymentu. Według wcześniejszych informacji, w śledztwie pojawiła się rozbieżność w tej sprawie. Henryk Blida zeznał, że usłyszał strzał i pobiegł do łazienki, gdzie wcześniej w towarzystwie funkcjonariuszki ABW poszła jego żona; pozostali funkcjonariusze mieli strzału nie słyszeć.

Piotrowski nie chciał mówić o szczegółach eksperymentu, tłumacząc, że zabrania mu tego prawo. - Wszystko zostało odtworzone, strzał i wiele innych rzeczy, ale nie wolno mi mówić o szczegółach - zaznaczył. Pytany, czy rekonstrukcja zdarzeń potwierdziła wersję Henryka Blidy, powtórzył, że jest z jej przebiegu bardzo zadowolony.

Eksperyment - według wcześniejszych informacji prokuratury - służył zweryfikowaniu informacji, uzyskanych wcześniej w toku postępowania. Strzał odtworzono po to, aby za pomocą specjalistycznej aparatury zmierzyć poziom dźwięku i stopień jego słyszalności. Rejestrowali to eksperci z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego. Na miejscu nie było funkcjonariuszy ABW, którzy w dniu jej samobójstwa przyszli zatrzymać Blidę i przeszukać jej mieszkanie.

Odtworzenie sytuacji sprzed ponad miesiąca za niezbędne uznali łódzcy prokuratorzy, prowadzący śledztwo wyjaśniające okoliczności śmierci b. posłanki i minister budownictwa w rządach lewicy. Wnioskował o to także pełnomocnik męża zmarłej, mec. Piotrowski.

Rozbieżności w zeznaniach świadków - według nieoficjalnych informacji ze śledztwa - pojawiły się już krótko po zdarzeniu i dotyczyły tego, czy pilnująca Blidy funkcjonariuszka ABW weszła z nią do łazienki (tam doszło do samobójstwa) czy - jak zeznał mąż Blidy - została na zewnątrz. Chodziło także o wyjaśnienie, czy oddany strzał był słyszalny w całym domu, czy tylko w łazience.

Rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania powiedział, że podczas eksperymentu, który przebiegał sprawnie, zostały przeprowadzone wszystkie zaplanowane doświadczenia, mające w ocenie śledczych istotne znaczenie dowodowe dla sprawy. Nie chciał jednak mówić o szczegółach. Powiedział, że w trakcie eksperymentu badana była m.in. głośność strzału, jego słyszalność przez inne osoby, czas ładowania broni, jak i zachowanie osób będących uczestnikami zdarzenia.

Wczoraj łódzki prokurator przez pięć godzin przesłuchał w Siemianowicach Śląskich Henryka Blidę. Pełnomocnik świadka, mec. Piotrowski, był oburzony przebiegiem tego przesłuchania i charakterem zadawanych mu pytań oraz złożył wniosek o wyłączenie z dalszych czynności prowadzącego je prokuratora. Zarzucił prokuraturze stronniczość i działanie w kierunku osłabienia wiarygodności Henryka Blidy jako świadka. Łódzka prokuratura odpierała zarzuty.

Postępowanie prowadzone przez łódzką prokuraturę ma ustalić, czy miało miejsce niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy ABW i czy można mówić o popełnieniu przestępstwa. Śledztwo w tej sprawie zostało przekazane do Łodzi z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, decyzją ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.