Sprawa Barbary Blidy RSS

Sprawa Barbary Blidy

Archive

Jul
6th
Fri
permalink

Kto kazał zatrzymać Blidę?

“Gazeta Wyborcza”, 2007-07-06, autor Piotr Czuchnowski 

“Gazeta” ma kopie protokołów przesłuchań członków prokuratorskiej grupy śledczej z Katowic, która od stycznia do kwietnia tego roku prowadziła śledztwo w sprawie mafii węglowej.


Jednym z efektów śledztwa była decyzja o zatrzymaniu przez ABW Barbary Blidy - byłej posłanki SLD, minister budownictwa w rządzie Leszka Millera. 25 kwietnia, gdy ABW o 6 rano wkroczyła do jej domu w Siemianowicach, Blida postrzeliła się śmiertelnie z pistoletu.

Okoliczności śmierci bada prokuratura w Łodzi. W czerwcu przesłuchała m.in. prokuratorów prowadzących śledztwo przeciwko byłej minister.

Z ich zeznań wynika, że sprawa cieszyła się ogromnym zainteresowaniem przełożonych, również ze względu na wątki polityczne.

“Pani Kmiecik nie miała interesu kłamać”

Grupa prowadząca śledztwo o sygnaturze Ds. 25/06 powstała w styczniu. Jej szefem został Tomasz Balas, prokurator Prokuratury Okręgowej w Katowicach. To on podpisał nakaz dla ABW, by Blidę zatrzymać i przeszukać jej dom.

Wątek domniemanej korupcji Blidy i polityków SLD prowadziło troje podlegających mu asesorów. Opierali się na zezaniach Barbary Kmiecik, śląskiej potentatki w handlu węglem, oraz Ryszarda Zająca, kiedyś posła Sojuszu, który w ostatnich latach oskarżał dawnych kolegów o korupcję, nie przedstawiając dowodów. W śledztwie Zając powtarzał oskarżenia, wymieniając znanych polityków SLD - oprócz Blidy, Krzysztofa Janika, Aleksandra Kwaśniewskiego, Danutę Waniek, Zbigniewa Siemiątkowskiego.

Z protokołu przesłuchania Balasa 19 czerwca:

“Piotr Wolny prowadził wątki dotyczące korupcji w sektorze górniczym, mam tutaj na myśli wręczanie korzyści majątkowych przez p. Barbarę Kmiecik członkom zarządu czy też przedstawicielom spółek węglowych. (…) Druga grupa zagadnień była związana z nieprawidłowościami w funkcjonowaniu szeroko pojętej Lewicy czy przedstawicieli SLD i tymi grupami zagadnień zajmował się Sebastian Głuch. Koleżanka Małgorzata Kaczmarczyk- Suchan miała w swoim umownym referacie sprawę dot. finansowania przez Barbarę Kmiecik domu należącego do pani Barbary Blidy, finansowanie jej wyjazdów zagranicznych, kwestie użyczania jej samochodu celem wyjazdu do Warszawy i obdarowywanie jej upominkami typu ubrania czy perfumy” - zeznał prokurator Balas.

Dlaczego podpisał nakaz zatrzymania Blidy?

“Uznałem, że istnieją dowody na to, że co najmniej pośredniczyła ona w przekazaniu kwoty 80 tys. zł. ówczesnemu prezesowi Rudzkiej Spółki Węglowej, Zbigniewowi Baranowskiemu. Kwota 80 tys. zł. została przekazana p. Barbarze Blidzie przez Barbarę Kmiecik i miała stanowić rekompensatę za umorzenie przez RSW odsetek Agencji Handlowej Barbary Kmiecik”.

Balas dodaje: “Jeśli chodzi o podstawy dowodowe tego zarzutu to bazowaliśmy na zeznaniach Kmiecik. (…) Uważaliśmy, że pani Kmiecik nie miała interesu kłamać i bezpodstawnie pomawiać swoją przyjaciółkę, gdy podczas zeznań wyrażała się o niej ciepło i serdecznie”.

Poza zeznaniami Kmiecik śledczy mieli jeszcze poszlaki - m.in relacje pracowników firmy Kmiecik, którzy często widywali tam Blidę. Balas nie mówi - i nie jest o to pytany - czy w efekcie przekazania pieniędzy Baranowskiemu doszło do umorzenia należności Kmiecik wobec spółki węglowej.

Według Balasa po zatrzymaniu Blidy rozważano skonfrontowanie Blidy, Kmiecik i Baranowskiego (oboje dostali pisemne wezwania). Prokuratorzy planowali też, że przesłuchają Blidę w sprawie przebudowy jej domu w Szczyrku, ale “mieli wątpliwości, czy powinni w tej sprawie postawić Blidzie zarzuty”.

Akcja miała się zacząć 25 kwietnia rano. Po zatrzymaniu Blidy w jej domu ABW miała poszukać dokumentów, m.in dotyczących willi w Szczyrku. A od godz. 9.00 miało się zacząć przesłuchanie byłej minister w prokuraturze.

Balas mówi też, że polecił ABW odebranie Blidzie paszportu. Nie odpowiada jasno na pytanie, czy w grę wchodził areszt. Wszyscy członkowie grupy śledczej twierdzą, że zatrzymanie było potrzebne, aby Blida nie była w stanie porozumieć się z Kmiecik i Baranowskim.

“Dobrodziejstwo niekaralności” dla Kmiecik

W przesłuchaniach parokrotnie jest mowa o notatce, którą grupa prokuratorska napisała 18 kwietnia (tydzień przed akcją u Blidy), wyliczając osoby, którym należy postawić zarzuty. Wśród nich była Kmiecik - główny świadek oskarżenia.

Na notatce widnieje odręczny dopisek szefa Prokuratury Okręgowej Krzysztofa Błacha: “Nie podzielam stanowiska co do podstaw przedstawienia B. Kmiecik zarzutu. W mej ocenie korzysta ona z przywileju par. 6 art. 229” - napisał Błach. Oznacza to, że kierownictwo prokuratury chciało, by w zamian za obciążające innych zeznania Kmiecik nie odpowiadała za korupcję.

Przyznaje to prokurator Tomasz Tadla, naczelnik wydziału śledczego i rzecznik katowickiej prokuratury, również przesłuchiwany w łódzkim śledztwie:

“Zastanawialiśmy się, czy Barbara Kmiecik zasługuje za swoją postawę na dobrodziejstwo niekaralności za wręczanie łapówek ” - zeznał Tadla 13 czerwca.
Pozaprawny moment zawahania

“Zarówno ja, jak i Piotr Wolny i Sebastian Głuch byliśmy zgodni, że istnieją podstawy prawne i faktyczne, aby dokonać zatrzymania p. Blidy - zeznaje prokurator Balas. - Miałem jednak wątpliwości natury ogólnospołecznej, że po dokonaniu zatrzymania podniesione zostanie publicznie czy to przez jej kolegów z organizacji lewicowych czy też przez inne środowiska, że po raz kolejny prokuratura staje się narzędziem walki politycznej. Tą wątpliwością podzieliłem się ze swoimi przełożonymi, którzy zwrócili mi uwagę, że przede wszystkim jestem prawnikiem i mam postępować tak, jak to wynika z przepisów. Mój dylemat był dylematem pozaprawnym. Był to moment zawahania”.

Według Balasa “jedyną osobą z naszego grona, która nie chciała zatrzymywać Blidy, była Małgosia Kaczmarczyk-Suchan, która można, powiedzieć generalnie, przestraszyła się reakcji opinii publicznej na zatrzymanie Blidowej”.

Jednak z zeznań asesora Głucha (11 czerwca) wynika, że Balas również nie chciał zatrzymania Blidy.

Głuch: “Nie było zgody wśród nas w kwestii zatrzymań. Ja stałem na stanowisku, że należy zatrzymać wszystkie osoby, którym będą przedstawione zarzuty. Stanowisko przeciwne wyrażała prok. Suchan oraz prok. Balas. (…) Problem dotyczący podjęcia decyzji w sprawie zatrzymania sprowadzał się głównie do obawy o wydźwięk i konsekwencje medialne związane z faktem, że Blida była znanym i cenionym politykiem. (…) Prok. Balas był zwolennikiem doręczenia p. Blidzie wezwania do stawiennictwa w charakterze podejrzanej”.


Ostatecznie decyzję o zatrzymaniu podpisał Balas.

Małgorzata Kaczmarczyk-Suchan pozostała przy swoim zdaniu. “Byłam bardzo przejęta tymi zatrzymaniami w świetle tego, co się ostatnio dzieje w mediach, gdzie z każdego zatrzymania potrafi się robić przedstawienie, chciałam dokładnie to wszystko rozważyć - zeznała 20 czerwca Kaczmarczyk- Suchan. - Chcieliśmy normalnie prowadzić śledztwo (…). W moich obawach tym, kto miał wykorzystać naszą pracę, miały być media, politycy”.

Prokurator Balas opowiada, jak dowiedział się o tragedii w domu Blidy:

“25 kwietnia przyjechałem do pracy ok. 6 rano. O godz. 6.20 zadzwonił do mnie Naczelnik Cichy [Michał, szef Wydziału Postępowań Karnych ABW w Katowicach] albo jego zastępca Grzegorz Hodurek. Jedna z tych osób powiedziała, że są pewne problemy dotyczące zatrzymania Blidy. (…) Usłyszałem, że pani Blida postrzeliła się. (…) Ta informacja mną wstrząsnęła. Przypomniałem sobie o swoich wątpliwościach. Nawet stwierdziłem, że miałem nosa, że coś może się wydarzyć”.

“Nadzwyczajne zainteresowanie przełożonych”

Sprawa Ds. 26/05 cieszyła się szczególnym zainteresowaniem kierownictwa katowickiej prokuratury. Czwórka prokuratorów potwierdza, że przynajmniej raz w tygodniu odbywały się w tej sprawie spotkania.

Kaczmarczyk-Suchan: “Jeśli chodzi o przełożonych, którzy brali udział w tych spotkaniach, to prawie zawsze był prok. Marek Wójcik (z-ca prok. okręgowego), a czasem pojawiali się inni - prok. okręgowy Krzysztof Błach, prok. apelacyjny Tomasz Janeczek , prok. Piotr Gojny”.

W kwietniu kierownictwo chciało już wiedzieć, kto będzie zatrzymany. Prok. Balas zeznaje:

“Były pewne rozbieżności co do oceny materiału dowodowego między nami a przełożonymi. Dotyczyło to kwestii związanych z przedstawieniem zarzutów i zatrzymaniami. Kierownictwo uważało, że wszystkie osoby powinny być zatrzymane”.

Pytany, czy odczuwał naciski kierownictwa, Balas mówi: “W ramach struktury prokuratorskiej nikt tych nacisków nie wywierał. Natomiast samo zainteresowanie sprawą ze strony przełożonych, ilość spotkań i rozmów, było rzeczą nadzwyczajną, niespotykaną w innych sprawach, może za wyjątkiem Orlenu. Odniosłem wrażenie, że prokurator okręgowy stara się nas kontrolować”.

Prokurator Wolny pytany, który z szefów naciskał, by przyśpieszyć śledztwo:

“Właściwie całe kierownictwo, od Prokuratora Okregowego i jego zastępcy do Prokuratora Apelacyjnego i jego zastępcy, którzy nie byli zadowoleni z efektów śledztwa (…). Zainteresowanie przełożonych nie koncentrowało się wyłącznie na wątku węglowym, a dotyczyło też pozostałych wątków, czyli ewentualnej korupcji politycznej”.

Balas opowiada, że trzy dni przed zatrzymaniem Blidy, spotkał się z Głuchem:

“W niedzielę w Siemianowicach Śląskich, w parku na rowerach (…) zapytałem po raz kolejny Sebastiana, czy jest przekonany do zatrzymania Blidy, a on powiedział, że tak. Powiedziałem mu, że to jest najważniejsze. Moje pytanie wynikało stąd, że odniosłem wrażenie, że jako asesorzy mogą się bać podjąć pewne decyzje, które mogłyby rzutować na ich dalszy byt zawodowy”.


“Najdziwniejsze jest to, że ABW termin zatrzymania znało”

Szefowie katowickiej prokuratury narzucili prokuratorom prowadzącym termin zatrzymania Blidy i pozostałych podejrzanych. Balas zeznaje:

“Termin nie był wynikiem naszej inicjatywy. W tygodniu poprzedzającym ten, w którym nastąpiła realizacja [zatrzymania], do mojego pokoju przyszedł prok. Wójcik [Marek, naczelnik Wydziału Śledczego], zawołałem pozostałych referentów sprawy na jego życzenie i wyraził to takimi słowami: prok. okręgowy Krzysztof Błach chciałby, aby ta realizacja miała miejsce 24 lub 25 kwietnia.(…) Jedyną rzeczą, która gdzieś tam człowieka dotknęła, jest fakt, że ktoś przychodzi i proponuje termin”.

Wolny o terminie zatrzymania Blidy powiadomił funkcjonariuszy ABW:

“Konkretnie Grzegorza Hodurka, polecając mu przygotowanie operacji zatrzymania.(…) Najdziwniejsze jest to, że ABW termin zatrzymania znało.(…) Nie przywiązywałem wagi do tych rozmów, uznając ten termin zatrzymania za narzucony odgórnie (…). Termin zatrzymania powinien ustalać prowadzący śledztwo funkcjonariusz ABW z prokuratorem referentem. Tymczasem termin zatrzymania ustalili przełożeni, a nie referenci śledztwa”.

Już wcześniej ABW sprawę traktowała priorytetowo. Balas zeznaje, że po utworzeniu grupy śledczej uczestniczył w Warszawie w naradzie z kierownictwem ABW, gdzie obiecano mu pomoc Agencji. Gdy miało dojść do zatrzymania, na Śląsku zjawił się wiceszef ABW Grzegorz Ocieczek. W domu Blidy był o 7.30 rano- godzinę po śmiertelnym strzale byłej minister.

Grzegorza Ocieczka ściągnął do ABW szef tajnych służb Bogdan Święczkowski.Obaj należą do zaufanych ludzi ministra Ziobry. Łączy ich także to, że poprzednio byli prokuratorami w Katowicach, co ułatwiało im współpracę z prokuraturą okręgową. Ocieczek znał sprawę Blidy, bo jako szef prokuratury rejonowej Katowice-Zachód prowadził dwa lata wcześniej postępowanie dotyczące przebudowy jej domu w Szczyrku. Wtedy to śledztwo umorzył.

Miała być konferencja Ziobry?

“Około tygodnia-dwóch przed realizacją pojawiła się plotka, że może pojawić się na Śląsku sam Minister Ziobro właśnie w tej sprawie”- zeznaje prokurator Balas pytany, dlaczego przełożonym zależało na tym właśnie terminie zatrzymania.


I dalej: “Nie mogę wykluczyć, że w czasie rozmowy z referentami i przełożonymi podniosłem argument, że zatrzymanie to zostanie wykorzystane w sposób propagandowy przez kierownictwo prokuratury. Chodzi o konferencję prasową z udziałem Ministra i zcy prok. Okręgowego”.

Na pytanie, skąd ma takie przypuszczenia, Balas odpowiada:

“Na podstawie doświadczenia życiowego i praktyki funkcjonowania prokuratury obecnie. Widziałem kilka konferencji prasowych z udziałem Ministra bądź jego zastępców, na których tego typu zatrzymania były eksponowane”.

Balas zeznał też, że wieczorem przed zatrzymaniem Blidy zadzwonił do niego Jarosław Hołda, dawny kolega pracujący teraz w Prokuraturze Krajowej:

“Zapytał, czy mam już napisane zarzuty . Zadałem mu pytanie, skąd wie, że pisałem zarzuty, skoro nie nadzoruje Katowic i wcześniej nie rozmawialiśmy o tej sprawie. Powiedział, że przygotowuje materiały na konferencję, która jutro ma się odbyć”.

W dopisku uzupełniającym protokół z przesłuchania Balas wraca do swoich obaw przed propagandowym wykorzystaniem akcji:

“W rozmowie z moim przełożonym Markiem Wójcikiem użyłem b. mocnego sformułowania, że w związku z tym zatrzymaniem może zostać zrobiony szoł medialny. Miałem na myśli kierownictwo prokuratury lub kierownictwo resortu. Wójcik powiedział wtedy, że są to kwestie poza mną na które nie mam wpływu”.

Źródło: Gazeta Wyborcza


permalink

Prokuratorzy pod presją

“Gazeta Wyborcza”, 2007-07-06, autor Piotr Pacewicz 

Przesłuchania prokuratorów prowadzących śledztwo przeciw Barbarze Blidzie, które dziś ujawniamy, pokazują, jak się odbywa sterowanie prokuraturą.

To nie żadna prowokacja “Gazety” - jak nerwowo reaguje minister Ziobro - to nasza powinność dziennikarska i obywatelska.

W sprawie Blidy kluczowe było “zainteresowanie przełożonych”: “Ilość spotkań i rozmów była rzeczą niespotykaną w innych sprawach, odniosłem wrażenie, że prokurator okręgowy stara się nas kontrolować”.

Ale też połajanki: “Właściwie całe kierownictwo, od prokuratora okręgowego i jego zastępcy do prokuratora apelacyjnego i jego zastępcy, nie było zadowolone z efektów śledztwa. Zainteresowanie przełożonych nie koncentrowało się na wątku węglowym, ale dotyczyło też ewentualnej korupcji politycznej”.

Wreszcie bezpośrednie ingerencje: “Termin [zatrzymania Blidy] nie był wynikiem naszej inicjatywy (…) prok. okręgowy Krzysztof Błach chciałby, aby ta realizacja miała miejsce 24 lub 25 kwietnia”.

Krąży nad tym domysł, czego życzy sobie sam prokurator generalny: “Zadzwonił kolega z Prokuratury Krajowej i zapytał, czy mam już napisane zarzuty. Zapytałem, skąd wie, że pisałem zarzuty. Powiedział, że przygotowuje materiały na konferencję, która jutro ma się odbyć”.

Te zeznania to lektura fascynująca, choć przesłuchiwani prokuratorzy nie są przecież samobójcami i starają się bronić decyzji, które pośrednio doprowadziły do tragedii. Zwłaszcza że rozmawiają z innymi podwładnymi min. Ziobry.

Mimo to przebija się odruch moralnego niepokoju: “Byłam bardzo przejęta tymi zatrzymaniami w świetle tego, co się ostatnio dzieje w mediach, gdzie z każdego zatrzymania potrafi się robić przedstawienie”.

A nawet ślad protestu: “W rozmowie z przełożonym Markiem Wójcikiem użyłem b. mocnego sformułowania, że w związku z tym zatrzymaniem może zostać zrobiony show medialny. Miałem na myśli kierownictwo prokuratury lub kierownictwo resortu. Wójcik powiedział, że są to kwestie poza mną”.

Gdy jest już za późno, prokurator mówi: “Usłyszałem, że pani Blida się postrzeliła. Ta informacja mną wstrząsnęła. Przypomniałem sobie o swoich wątpliwościach. Nawet stwierdziłem, że miałem nosa, że coś może się wydarzyć”.

Wbrew okrzykom min. Ziobry, to dobrze, że zapis przesłuchań dociera do opinii publicznej. Tym bardziej widać, jak potrzebna jest niezależna komisja śledcza, która wyjaśni okoliczności tragedii.

Wczoraj drukowaliśmy poznański apel Stowarzyszenia Prokuratorów. Głos sumienia, zagrożonej dumy zawodowej: “Dla kariery nie ulegajmy politycznym naciskom. Jesteśmy prokuratorami RP, a nie partii, rządów czy ministrów”.

Kariera czy prawda? Polityczne zlecenie czy profesjonalizm? Paranoja podejrzeń czy zimny obiektywizm? Te pytania stoją codziennie przed prokuratorami.

Jeżeli ulegną atmosferze sprawiedliwości instrumentalnej, zyskają uznanie góry. Ale stracą to, co dla człowieka w służbie publicznej, i dla każdego człowieka, najcenniejsze - szacunek dla siebie samego.

Jeżeli zapomną, że służą Rzeczypospolitej, zachwieje się państwo prawa. Już się chwieje.

permalink

Kto kazał zatrzymać Blidę?

“Gazeta Wyborcza”, 2007-07-05 

Prokuratorzy prowadzący sprawę Barbary Blidy działali pod presją. Decyzji o zatrzymaniu byłej minister nie podjęli jednogłośnie. Datę zatrzymania narzucili im przełożeni. Wcześniej tę datę znała ABW. Dziś ujawniamy tajemnice przesłuchań. Ziobro już wczoraj zarzucił nam prowokację.

W czerwcu łódzka prokuratura - wyjaśniając samobójczą śmierć Barbary Blidy podczas akcji ABW - przesłuchała czworo prokuratorów z Katowic. Prokurator Tomasz Balas oraz asesorzy Małgorzata Kaczmarczyk-Suchan, Sebastian Głuch i Piotr Wolny tworzyli grupę śledczą badającą sprawę mafii węglowej i powiązań z nią polityków - głównie lewicy.

Jedną z podejrzewanych była Blida, b. posłanka SLD, minister budownictwa i wiceprzewodnicząca Sojuszu. Zastrzeliła się 25 kwietnia, gdy po 6 rano do jej domu w Siemianowicach z prokuratorskim nakazem rewizji i zatrzymania wkroczyła ABW.

Znamy zeznania prokuratorów złożone w łódzkim śledztwie. Opowiadają, że działali pod nieustanną kontrolą przełożonych. Ponaglano ich i naciskano, by zatrzymali wszystkich podejrzewanych.

Datę zatrzymania Blidy wyznaczył nie prokurator prowadzący śledztwo, lecz kierownictwo prokuratury w Katowicach.

Prokurator Balas tak relacjonuje polecenie zwierzchnika: “Do mojego pokoju przyszedł prok. Wójcik [Marek, zastępca prokuratora okręgowego]. Wyraził to takimi słowami: prok. okręgowy Krzysztof Błach chciałby, aby ta realizacja miała miejsce 24 lub 25 kwietnia. Rzeczą, która gdzieś tam człowieka dotknęła, jest fakt, że ktoś przychodzi i proponuje termin”.

“Zainteresowanie sprawą ze strony przełożonych, jak również ilość spotkań i merytorycznych rozmów były rzeczą nadzwyczajną, niespotykaną w innych sprawach, może z wyjątkiem Orlenu - zeznaje w innym miejscu Balas. - Odniosłem wrażenie, że prokurator okręgowy stara się nas kontrolować”.

Wśród czterech wątków śledztwa dwa dotyczyły Blidy, a jeden też innych działaczy SLD. Barbara Kmiecik- potentatka handlu węglem i przyjaciółka Blidy - miała w zamian za obciążające Blidę zeznania dostać gwarancję bezkarności od zarzutu korupcji. Naciskali na to przełożeni; prokuratorzy prowadzący chcieli jej zarzut postawić.

Katowiccy prokuratorzy zeznają, że podejmując decyzję o zatrzymaniu, nie byli jednomyślni. Balas i Kaczmarczyk-Suchan uważali, że wystarczy Blidzie doręczyć wezwanie na przesłuchanie. Mówią o swoich obawach, że sprawa będzie wykorzystana propagandowo przez ich przełożonych i Ministerstwo Sprawiedliwości.

Z zeznań prokuratorów wynika także, że w dniu zatrzymania Blidy spodziewano się na Śląsku przyjazdu ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i konferencji prasowej z jego udziałem. Dzień przed zatrzymaniem urzędnik z Prokuratury Krajowej pytał prokuratora Balasa, jakie zarzuty zostaną przedstawione Blidzie. Balas: “Zadałem mu pytanie, skąd wie, że pisałem zarzuty, skoro nie nadzoruje Katowic i wcześniej nie rozmawialiśmy o tej sprawie. Powiedział, że przygotowuje materiały na konferencję, która jutro ma się odbyć”.

Prok. Piotr Wolny mówi, że o dacie planowanej akcji w domu Blidy ABW wiedziała przed prokuratorem prowadzącym sprawę.


Jun
1st
Fri
permalink

Strzały w domu Blidów - eksperyment był "udany"

Onet - 2007-06-01


Eksperyment procesowy przeprowadzony w domu tragicznie zmarłej Barbary Blidy w Siemianowicach Śląskich był udany; strzał oddany w ramach rekonstrukcji zdarzenia z 25 kwietnia był dobrze słyszalny - ocenia pełnomocnik męża b. posłanki SLD, Henryka Blidy, mec. Leszek Piotrowski.
Barbara Blida zastrzeliła się w łazience swojego mieszkania, gdy funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) przyszli przeszukać jej mieszkanie i zatrzymać ją w śledztwie dotyczącym korupcji w handlu węglem.

- Jako pełnomocnik pana Henryka Blidy jestem zadowolony z tego eksperymentu. Słyszałem (strzał) bardzo dobrze, a jestem starszy niż wszyscy inni, którzy byli badani - powiedział dziennikarzom mec. Piotrowski, który po blisko pięciu godzinach trwania eksperymentu opuścił dom Blidów.
Odtworzenie strzału i sprawdzenie, czy był dobrze słyszalny w poszczególnych miejscach domu, było jednym z głównych celów eksperymentu. Według wcześniejszych informacji, w śledztwie pojawiła się rozbieżność w tej sprawie. Henryk Blida zeznał, że usłyszał strzał i pobiegł do łazienki, gdzie wcześniej w towarzystwie funkcjonariuszki ABW poszła jego żona; pozostali funkcjonariusze mieli strzału nie słyszeć.

Piotrowski nie chciał mówić o szczegółach eksperymentu, tłumacząc, że zabrania mu tego prawo. - Wszystko zostało odtworzone, strzał i wiele innych rzeczy, ale nie wolno mi mówić o szczegółach - zaznaczył. Pytany, czy rekonstrukcja zdarzeń potwierdziła wersję Henryka Blidy, powtórzył, że jest z jej przebiegu bardzo zadowolony.

Eksperyment - według wcześniejszych informacji prokuratury - służył zweryfikowaniu informacji, uzyskanych wcześniej w toku postępowania. Strzał odtworzono po to, aby za pomocą specjalistycznej aparatury zmierzyć poziom dźwięku i stopień jego słyszalności. Rejestrowali to eksperci z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego. Na miejscu nie było funkcjonariuszy ABW, którzy w dniu jej samobójstwa przyszli zatrzymać Blidę i przeszukać jej mieszkanie.

Odtworzenie sytuacji sprzed ponad miesiąca za niezbędne uznali łódzcy prokuratorzy, prowadzący śledztwo wyjaśniające okoliczności śmierci b. posłanki i minister budownictwa w rządach lewicy. Wnioskował o to także pełnomocnik męża zmarłej, mec. Piotrowski.

Rozbieżności w zeznaniach świadków - według nieoficjalnych informacji ze śledztwa - pojawiły się już krótko po zdarzeniu i dotyczyły tego, czy pilnująca Blidy funkcjonariuszka ABW weszła z nią do łazienki (tam doszło do samobójstwa) czy - jak zeznał mąż Blidy - została na zewnątrz. Chodziło także o wyjaśnienie, czy oddany strzał był słyszalny w całym domu, czy tylko w łazience.

Rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania powiedział, że podczas eksperymentu, który przebiegał sprawnie, zostały przeprowadzone wszystkie zaplanowane doświadczenia, mające w ocenie śledczych istotne znaczenie dowodowe dla sprawy. Nie chciał jednak mówić o szczegółach. Powiedział, że w trakcie eksperymentu badana była m.in. głośność strzału, jego słyszalność przez inne osoby, czas ładowania broni, jak i zachowanie osób będących uczestnikami zdarzenia.

Wczoraj łódzki prokurator przez pięć godzin przesłuchał w Siemianowicach Śląskich Henryka Blidę. Pełnomocnik świadka, mec. Piotrowski, był oburzony przebiegiem tego przesłuchania i charakterem zadawanych mu pytań oraz złożył wniosek o wyłączenie z dalszych czynności prowadzącego je prokuratora. Zarzucił prokuraturze stronniczość i działanie w kierunku osłabienia wiarygodności Henryka Blidy jako świadka. Łódzka prokuratura odpierała zarzuty.

Postępowanie prowadzone przez łódzką prokuraturę ma ustalić, czy miało miejsce niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy ABW i czy można mówić o popełnieniu przestępstwa. Śledztwo w tej sprawie zostało przekazane do Łodzi z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, decyzją ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

permalink

Były naciski w sprawie Blidy?

 “Wprost”, 2007-06-01

Ministerstwo Sprawiedliwości chce sprawdzić, czy ktoś nakłaniał prokuratora Emila Melkę do postawienia Barbarze Blidzie zarzutów w sprawie mafii węglowej – dowiedział się „Wprost”. To efekt wypowiedzi prokuratora w mediach.

Sprawą ma się zająć Prokuratura Krajowa. Melka ostatecznie został odsunięty od sprawy: oficjalnie z powodu przewlekłości postępowania, nieoficjalnie - bo uważał postawienie zarzutów Blidzie za bezpodstawne (była minister budownictwa w rządzie SLD zastrzeliła się 24 kwietnia w czasie próby zatrzymania jej przez ABW).

W rozmowie z „Przekrojem” Melka powiedział, że o sprawie może dłużej porozmawiać dopiero za dwa lata. Także swojemu przełożonemu przyznał, że nie zdradzi kulis postępowania, które prowadził, „ponieważ zostawia wiedzę na komisję śledczą”.

May
30th
Wed
permalink

Przesłuchanie męża Barbary Blidy

Mąż Blidy był wypytywany o jej intymne sprawy

Onet, 2007-05-29 


Łódzka prokuratura okręgowa, prowadząca śledztwo w sprawie okoliczności śmierci byłej posłanki i minister budownictwa Barbary Blidy, odpiera zarzuty pełnomocnika jej męża Henryka.
Mecenas Leszek Piotrowski z oburzeniem komentował wtorkowe przesłuchanie Henryka Blidy w Siemianowicach Śląskich, trwające pięć godzin.

- Ten człowiek został przesłuchany w sposób, jaki odbiega od normalnego traktowania świadków, nie mówiąc już o pokrzywdzonych. Padały dociekliwe pytania - powiedział dziennikarzom mecenas Leszek Piotrowski. Wieczorem w TVN24 Piotrowski ujawnił, że ani jedno z pytań prokuratora nie dotyczyło zachowania funkcjonariuszy ABW w domu Blidów podczas tragedii; świadek był zaś pytany m.in. o życie prywatne żony, m.in. o “szczegóły jej kobiecej choroby”.

Według Piotrowskiego, “była cała seria pytań, które nie miały żadnego uzasadnienia”; jedno z nich brzmiało: - “Czy na miejscu zdarzenia pojawił się kulawy poseł SLD”, na co Henryk Blida odparł, że nie wie, o kogo chodzi. Zdaniem Piotrowskiego, oznacza to, że śledczy “mogą szukać jakiś haków na jakichś działaczy SLD”.

Piotrowski złożył wniosek o wyłączenie tego prokuratora z dalszych czynności, uznając że przesłuchanie jest tendencyjne, ale przesłuchanie było kontynuowane.

Prokuratura ocenia zarzuty jako nieuzasadnione, a samo przesłuchanie - jako przeprowadzone rzetelnie i profesjonalnie. - Chodziło nam o wyjaśnienie jak największej ilości okoliczności. Zadawane pytania były szczegółowe, ale było to niezbędne z punktu widzenia wyjaśnienia wszystkich okoliczności śmierci pani Barbary Blidy - powiedział rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania. Skrytykował też postawę mecenasa Piotrowskiego.

- Kolejny raz za pośrednictwem mediów przedstawia zarzuty, nie mające żadnego merytorycznego uzasadnienia i podejmuje działania, które mają na celu podważenie autorytetu, kompetencji i rzetelności prokuratury. Tymczasem my liczymy na jego współpracę. Mamy wspólny cel, jakim jest ustalenie prawdy - powiedział Kopania.

Łódzki prokurator przesłuchiwał też w Siemianowicach Śląskich znanego śląskiego muzyka Józefa Skrzeka, który był znajomym Barbary Blidy. Prokurator Kopania potwierdził, że śledczy chcą przesłuchać bliskich znajomych zmarłej. - Myślimy, że mogą dysponować pewną wiedzą i znać okoliczności istotne dla wyjaśnienia okoliczności śmierci Barbary Blidy - powiedział Kopania.

Na środę łódzcy śledczy zaplanowali natomiast eksperyment procesowy w domu Blidów.

Barbara Blida zastrzeliła się pod koniec kwietnia w łazience swojego domu w Siemianowicach Śląskich podczas przeszukania, prowadzonego przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Henryk Blida był wówczas w domu. ABW na zlecenie prokuratury chciała przeprowadzić rewizję i zatrzymać byłą posłankę wraz z innymi osobami w śledztwie w sprawie afery w przemyśle węglowym z lat 90. i wręczania przez śląską bizneswoman Barbarę K. korzyści majątkowych osobom pełniącym funkcje publiczne.

Postępowanie prowadzone przez łódzką prokuraturę ma ustalić, czy miało miejsce niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy ABW i czy można mówić o popełnieniu przestępstwa.

May
19th
Sat
permalink

Wywiad Zbigniewa Wassermanna

Wywiad ministra Zbigniewa Ziobro dla radia RMF FM i tygodnika

“Newsweek”, w dniu  19 maja 2007 roku




RMF FM, Newsweek: Gościem kontrapunktu jest Zbigniew Wassermann, koordynator działań służb specjalnych. Panie ministrze, czy rzeczywiście tak niewiele zabrakło, abyśmy mówili do pana nie panie ministrze, a panie marszałku?

Zbigniew Wassermann: Być może tak. Wszystko na to wskazywało.

RMF FM, Newsweek: Czyli to było za pięć dwunasta?

Zbigniew Wassermann: Powiedziałbym, że nawet o dwunastej.

RMF FM, Newsweek: A był pan zawiedziony tym, że do tego nie doszło?

Zbigniew Wassermann: Nie. To było bardzo poważne wyzwanie. Zdawałem sobie sprawę, że mogą być lepsi ode mnie kandydaci. Tak się zresztą stało. Myślę, że to bardziej wynikało z konieczności sytuacji niż z takiej mojej predestynacji wybitnej do tej funkcji, chociaż ambicję to drażni – nie ukrywam.


RMF FM, Newsweek: Że do tego nie doszło, to kwestia tego, co się wydarzyło na Śląsku, czyli śmierci Barbary Blidy?

Zbigniew Wassermann: Tak. Myślę, że zdecydowanie tak. Ten fakt został bardzo ostro politycznie skomentowany. Marszałek Sejmu ma być kimś, kto rozładowuje polityczne konflikty. Mogłoby to zostać uznane za pewien akt prowokacyjnego wystawiania kandydata i myślę, że dobrze się stało, iż marszałkiem został Ludwik Dorn.

RMF FM, Newsweek: A w czym jest lepszy od pana?

Zbigniew Wassermann: Ma zdecydowanie większe doświadczenie w polityce. Myślę, że jest człowiekiem wielkiego intelektu – dawał tego wielokrotnie próby. Sądzę, że to właściwie ten bagaż doświadczeń politycznych odgrywa tutaj ogromną rolę i przebija mnie zdecydowanie.

RMF FM, Newsweek: A kto o tym zdecydował, że to właśnie Ludwik Dorn, a nie pan. To była decyzja Jarosława Kaczyńskiego, czy pan się w którymś momencie wycofał?

Zbigniew Wassermann: Nie ma co ukrywać, że Jarosław Kaczyński jest człowiekiem, który ma bardzo dużo do powiedzenia w PiS.

RMF FM, Newsweek: Czy pana partia jest gotowa poprzeć pomysł powołania komisji śledczej w sprawie Blidy?

Zbigniew Wassermann: Myślę, że są pewne przesłanki, które przeciwko temu przemawiają. Przede wszystkim takie, że najpierw dajmy organom konstytucyjnie do tego powołanym wyjaśnić sprawę, a gdybyśmy mieli zastrzeżenia co do prawidłowości wyjaśnienia – proszę bardzo – od tego wtedy jest komisja.

RMF FM, Newsweek: To samo było przy sprawie Rywina. SLD mówiło wtedy: dajmy organom, które są do tego powołanym wyjaśnić sprawę, a jeśli będzie coś nie tak, to powołajmy komisję śledczą. Ale jakoś to nikomu nie przeszkodziło, że równolegle działa i prokuratura, i komisja śledcza, a nawet pomogło w wyjaśnieniu sprawy.


Zbigniew Wassermann: Ale czy pan nie zauważa, że była to taka sytuacja, kiedy komisja śledcza jakby podpowiadała prokuraturze co ma zrobić?

RMF FM, Newsweek: Tym razem mogło być tak samo.

Zbigniew Wassermann: Mogłoby być, ale nie występują te przesłanki, które wówczas występowały. Myślę, że ta analogia nie jest do końca uprawniona.

RMF FM, Newsweek: Myślę, że analogie są bardzo podobne. Rzecz też dotyczy ludzi władzy, zarzuty też są stawiane obozowi władzy, prokuratura też może być niechętna temu, żeby włos komuś spadł z głowy – jak mówi obrońca Barbary Blidy, czy właściwie dzisiaj mecenas jej rodziny.

Zbigniew Wassermann: Dużej klasy publicysta przede wszystkim, chociaż prawnik też nie najgorszy. Ale proszę zwrócić uwagę, że przecież pierwsze moje wystąpienie to było takie, że funkcjonariusze dopuścili się rażących uchybień. W sprawie Rywina słyszał pan takie głosy? A więc nie ma chowania pod dywan pewnych faktów – jest pełne przyznanie tego, że doszło do rażących uchybień. Ale w jakim zakresie, przez kogo – od tego jest procedura karna.

RMF FM, Newsweek: Czy pan ma wątpliwości, że to było samobójstwo?

Zbigniew Wassermann: Z informacji ogólnie dostępnych wiemy, że były dwie ważne ekspertyzy. Jedna – to sekcja zwłok, druga – ekspertyza odzieży. W sposób nie budzący wątpliwości z tych ekspertyz wynika, że to był samobójstwo. Mówienie dziś, że są hipotezy, iż to nie było samobójstwo, to jest publicystka. I taką publicystykę pan mecenas uprawia, bo wie, że są twarde dowody.

RMF FM, Newsweek: Czyli dziś nie ma żadnej przesłanki, która wskazywałaby na to, iż to mogło nie być samobójstwo?

Zbigniew Wassermann: Moim zdaniem nie.

RMF FM, Newsweek: Pan mówi, że to jest sprawa, o której pan od razu powiedział, że doszło do uchybień, ale jakoś nie widzę winnych i nie widzę odpowiedzialnych. ABW poszedł na chwilowy urlop i wrócił z tego urlopu. I nic się nie stało.

Zbigniew Wassermann: To jest decyzja premiera. Ja wnioskowałem o zawieszenie szefa ABW. Myślę, że to jest decyzja, która po części wynika już z pewnej wiedzy z postępowania wyjaśniającego i dyscyplinarnego. Ale zważcie państwo, że dopiero wtedy można wyciągnąć wnioski, kiedy zostanie zakończone postępowanie, które potwierdzi, uprawdopodobni winę - myślę tu śledztwie. To jest pewne ryzyko, aby taką instytucję jak służby specjalne zostawić bez nadzoru szefa. To się bardzo źle może przełożyć na skutki.

RMF FM, Newsweek: Ale pan cały czas uważa, że pan Święczkowski powinien być zawieszony, a nie sprawować dzisiaj swój urząd?

Zbigniew Wassermann: W momencie, kiedy wnioskowałem o tę decyzję, byłem przekonany, że tak należy zrobić. Dalsza decyzja w rękach premiera. Pozwolę sobie nie dyskutować z decyzjami pana premiera.

RMF FM, Newsweek: A pan premier jej nie podjął, bo Święczkowski to człowiek Zbigniewa Ziobry i ma dobry parasol ochronny?

Zbigniew Wassermann: Myślę, że nie. Myślę, że ta przesłanka, o której powiedziałem – bardzo wrażliwa materia, jakim są służby, bardzo gorący czas, w jakim funkcjonujemy – to wszystko powoduje, że pan premier uznał, iż jeśli będą twarde przesłanki do tego, żeby sankcjonować szefa, to to zrobi.


RMF FM, Newsweek: Lada dzień ukaże się na rynku książka wydana przez Newsweek „Zbigniew Ziobro – historia prawdziwa”. Jeden z polityków PiS-u o stopniu pańskiej zażyłości i Zbigniewa Ziobry mówi w niej tak: „To nie jest nienawiść do pierwszej krwi. To nienawiść do ostatniej kropli krwi”. Czy to prawda?

Zbigniew Wassermann: Komuś na tym zależy. Przecież nie jest tajemnicą, że nasze stosunki, to stosunki pozytywnie rywalizujących ze sobą liderów politycznych.

RMF FM, Newsweek: Czy rzeczywiście pozytywnie? Bo o rywalizacji wszyscy wiemy.

Zbigniew Wassermann: Mogę powiedzieć, że nie stosuję żadnych niegodnych metod, dlatego mówię o godnej rywalizacji.

RMF FM, Newsweek: A kiedy śledzi pan jego karierę, to widzi pan w nim delfina, następcę tronu?

Zbigniew Wassermann: Dużo na to wskazuje – jest bardzo ofensywny, bardzo ambitny, bardzo skuteczny. Potrafi bardzo poszerzać swoją strefę wpływów, jest medialny. To są cechy, które w polityce muszą przynieść określone efekty i przynoszą.

RMF FM, Newsweek: Ale nie widzę, aby pan trzymał kciuki, mówiąc to. Trzyma pan kciuki za karierę Zbigniewa Ziobry?

Zbigniew Wassermann: Myślę, że to jest ważne, aby człowiek z tego samego ugrupowania, człowiek z tego samego miasta, mogę powiedzieć – kolega z trudnego okresu, kiedy byliśmy z ministrem Lechem Kaczyńskim w Ministerstwie Sprawiedliwości – odniósł sukces, bo ten sukces powinien przekładać się także na partię i kolegów partyjnych.

RMF FM, Newsweek: Panie ministrze, kto to jest Andrzej Czyżewski? Bo słuchacze RMF FM i czytelnicy „Newsweeka” nie specjalnie wiedzą, kto to jest. Dla pana to ważna osoba?

Zbigniew Wassermann: Może nie tak bardzo ważna, ile uciążliwa, albo kłopotliwa teraz. Dlaczego? To jest człowiek, który początkowo miał karierę prokuratorską – był asesorem prokuratury. Człowiek, który ze względów wówczas politycznych, musiał wyjechać za granicę bez prawa powrotu, ulokował się w Niemczech. Człowiek, który w pewnym momencie zaoferował polskim organom ścigania wiedzę na temat najpoważniejszych przestępstw, związanych z mafią paliwową. I ten człowiek zwracał się także i do mnie o pewne interwencje w związku z tym, co jego osobiście w związku z działalnością mafii dotknęło.


RMF FM, Newsweek: Wtedy pan mówił, że jego zeznania w sprawie mafii paliwowej są wiarygodne i porażające. Co się nagle stało takiego, że dzisiaj pan go nazywa frustratem i przestępcą?

Zbigniew Wassermann: Nie przypuszczam, aby pan cytował moją wypowiedź, bo ja mówiłem, że są porażające, a czy są wiarygodne, to będzie wynikało z weryfikacji tych zeznań przez inne dowody, np. dokumenty, o których mówił, że ma je w Niemczech.

RMF FM, Newsweek: Czyli okazało się, że nie są wiarygodne?

Zbigniew Wassermann: Ja bym tego nie upraszczał. Popatrzmy na to spokojnie. Mamy do czynienia z człowiekiem, który ogromną ilość faktów przekazuje, kosze dokumentów. Część z tego potwierdza się, część z tego na pierwszy rzut oka jest śmieszne. Nie wiadomo, dlaczego to się pojawia. Czy ten człowiek uznał, że może być Alfą i Omegą na wszystkie czyny przestępcze w Polsce, bo trochę to tak wyglądało. I otóż nagle otrzymuję telefon – sekretarka mówi mi, że dzwoni pan Czyżewski z Niemiec i mówi, że jeżeli pan nie spowoduje, aby uchylono mu zarzut w jego sprawie, to on odreaguje dając się we znaki pańskiemu szefowi, ministrowi Ziobrze i panu. Zaśmiałem się. Wydawało mi się to wręcz nierealne.

RMF FM, Newsweek: Teraz jest pytanie, czy on odreagowuje, mówiąc prawdę? Mam w ręku maila od Andrzeja Czyżewskiego. On, poza atakami na pana za to, że pan mówił, iż jest frustratem, pisze, że nie ma pan w sobie klasy. Ale pomijam to. On podaje bardzo precyzyjne szczegóły dotyczące waszego spotkania: tego, czego żądał pan, jak pan z nim negocjował, co ma mówić następnego dnia podczas przesłuchania. Pan wie, że prokurator czy członek komisji śledczej, spotykający się ze świadkiem i omawiający z nim to, co będzie ten świadek zeznawał, to co najmniej czyn niemoralny, żeby nie powiedzieć - karalny.

Zbigniew Wassermann: Gdyby to było prawdą, natychmiast poddałbym się do dymisji. Pan przywołał słusznie pewien moment, kiedy Czyżewski składał zeznania za pomocą telełączy w Krakowie. Przez trzy dni swobodnie mówił. Nie widział się ze mną wcześniej, nikt nie mógł wpłynąć na to, co mówi. Gdyby wiedział coś ważnego, to ktoś zabraniał mu wtedy mówić? A ta sytuacja jest związana z wyjazdem, który miał miejsce kilka miesięcy później. Była pewna nieostrożność, ale ten człowiek z Macierewiczem był internowany. Oni się doskonale znali. Znali się rodzinnie, z żoną pana Czyżewskiego. Myśmy byli wtedy w Hamburgu. Prośba – chcemy porozmawiać o dawnych czasach – to było wszystko.

RMF FM, Newsweek: Według Czyżewskiego, namawiał go pan do tego, aby nie wspominał o związkach braci Kaczyńskich, czy otoczenia braci Kaczyńskich z mafią paliwową.

Zbigniew Wassermann: Gdyby pan na jego miejscu chciałby mi dokuczyć, to wybrałby pan taki wariant, czy wariant inny? Uderzył w to, co było najbardziej bolesne, czyli w mojego szefa.

RMF FM, Newsweek: Złoży pan zawiadomienie do prokuratury, że Czyżewski popełnił przestępstwo?

Zbigniew Wassermann: Przesłałem ten dokument, który prawdopodobnie ma pan przed sobą, do prokuratury. To ona oceni, czy to jest przestępstwo, czy nie. Niech podejmie decyzję.

RMF FM, Newsweek: Czy jest pan zwolennikiem pełnego otwarcia teczek?

Zbigniew Wassermann: Myślę, że jeżeli my nie skończymy sprawy teczek w taki także sposób, sposób, który może być także bolesny dla części, którzy będą temu poddani, to nasze państwo wiecznie będzie rozgrzane konfliktami, to będą wiecznie zaostrzające się spory polityczne. Rozstrzygnięto to w Czechach, Niemczech, Rumunii. Dlaczego nie miałoby udać się u nas?

RMF FM, Newsweek: Otwarcie pełne z ujawnieniem danych wrażliwych? Teczki wszystkich osób, czy tylko najważniejszych osób w państwie?

Zbigniew Wassermann: Myślę, że pełne otwarcie byłoby szkodliwe. To jest ta kwestia wykorzystania ludzkich słabości, ludzkich ułomności wtedy, kiedy to dotyczy pokrzywdzonych osób, tych, którzy i tak byli już przez agentów czy esbeków wystarczająco maltretowani - to jest zupełnie zbędne. Bez rzeczy dotyczących stanu zdrowia i wątku erotycznego, seksualnego, pewnych skłonności - to nie jest potrzebne.

Całość wywiadu z nagraniem 

http://www.rmf.fm/fakty/?id=117838








permalink

Prokuratura nie wykryła korupcji

“Rzeczpospolita”, 2007-05-19



Katowicka prokuratura dwa lata temu zbadała sprawę remontu willi Barbary Blidy i nie dopatrzyła się korupcji - wynika z ustaleń “Rz”

Grzegorz Ocieczek, obecnie wiceszef ABW, jako prokurator nie dopatrzył się korupcji w sprawie remontu domu Blidy
Śledztwo nadzorował Grzegorz Ocieczek, wtedy kierujący Prokuraturą Rejonową Katowice Centrum-Zachód. Ten sam, który 25 kwietnia rano, jako wiceszef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, zjawił się w domu Barbary Blidy tuż po jej samobójstwie.

Korupcja wyjaśniona

Sprawa remontu domu Blidy w Szczyrku wyszła na jaw kilka dni później podczas sejmowej debaty, w czasie której minister sprawiedliwości uzasadniał czynności ABW i prokuratury. -W sprawie Barbary Blidy występuje ponadto wątek sponsorowania za kwotę 500 -700 tys. zł przez Barbarę Kmiecik przebudowy domu, budowy basenu na działce w Szczyrku należącej do Blidy -mówił z trybuny sejmowej minister Ziobro.

Przeprowadziliśmy własne śledztwo. Okazało się, że współfinansowanie domu w Szczyrku przez Barbarę Kmiecik zostało wyjaśnione przez Prokuraturę Rejonową Katowice Centrum-Zachód dwa lata temu.

Sprawa zaczęła się od śledztwa przeciwko Barbarze Kmiecik, która zdaniem prokuratury wyprowadziła 2 mln zł z Hydrobudowy Śląsk. Prokurator zlecił przeszukanie w domu Kmiecik. Na jego polecenie policja zabrała wszystkie dokumenty z biura oraz z domu bizneswoman. Wśród nich była umowa cywilnoprawnaz1998 roku, na mocy której Kmiecik daruje Blidzie 100 tys. złna remont domu w Szczyrku, a w zamian za to ówczesna poseł SLD pozwala jej przez dziesięć lat korzystać z części domu.

W maju 2005 roku rozwiązały umowę. -Oddała mi40 tys. zł różnicy, bo przez cztery lata nie korzystałam z tego domu -powiedziała “Rz” Barbara Kmiecik.

Po pół roku śledztwa prokurator nie doszukał się przestępstwa. Uznał jedynie, że Blida nie zapłaciła opłaty skarbowej od otrzymanych od Kmiecik 100 tys. zł. W połowie maja2005 r. prokuratura w Katowicach przesłała zawiadomienie do Izby Skarbowej w Katowicach. Okazało się jednak, że w 1998 r., kiedy Blida podpisywała z Kmiecik umowę, taka opłata nie była wymagana.

Wiceszef ABW nie odbiera

Grzegorz Ocieczek, wówczas szef prokuratury, która nie dopatrzyła się korupcji w remoncie domu, dziś jest wiceszefem ABW. To właśnie funkcjonariusze agencji dokonywali przeszukania, gdy padł śmiertelny strzał. Około godziny później na miejscu pojawił się Ocieczek. Dziennikarze widzieli go na miejscu przed 7.30. - Byłem przed domem Barbary Blidy już ok. 7.15 - 7.30. Ocieczek już tam musiał być, bo nie widziałem, jak wjeżdżał. Wyjechał około 9 główną bramą -mówi fotoreporter Ireneusz Dorożański.

Czy to możliwe, że wiceszef ABW dotarł w tak krótkim czasie z Warszawy do Siemianowic? Najprawdopodobniej był na Śląsku od wtorku i brał udział w odprawie prokuratorów z funkcjonariuszami katowickiej delegatury ABW,na której zdecydowano o zatrzymaniu byłej minister i postawieniu jej zarzutu.

Chcieliśmy go zapytać, dlaczego dwa lata temu nie dopatrzył się korupcji w sprawie Blidy. - Nie mogę się skontaktować z szefem, nie odbiera komórki - powiedziała “Rz” Katarzyna Łyżwa z biura prasowego ABW.

Jak było z mercedesem

Tomasz Tadla, naczelnik wydziału śledczego katowickiej Prokuratury Okręgowej, twierdzi, że ze śledztwa przeciwko Kmiecik zostały wyłączone wątki korupcyjne. - Przekazano je do nas - mówi Tadla, ale nie potrafi powiedzieć, kiedy to nastąpiło. Tymczasem Bogdan Łabuzek, obecny szef prokuratury Katowice Centrum-Zachód, twierdzi, że dokumenty zostały zabrane, ale dopiero pięć dni po śmierci Blidy.

Z ustaleń “Rz” wynika, że także pozostałe sprawy, o których Ziobro mówił podczas sejmowej debaty, nie są tak jednoznaczne. Minister sprawiedliwości wymienił m.in. sprawę “zakupu przez Kmiecik samochodu marki Mercedes-Benz na rzecz Barbary Blidy”.

“Rz” ustaliła, że Blida nie dostała tego auta od Kmiecik. W1998 r. Barbara Blida była prezydentem katowickiej Izby Budownictwa. Izba podpisała wtedy umowę z dilerem Mercedesa z Zabrza na użyczenie samochodu. Pod umową podpisała się Blida, a ze strony dilera nieżyjący już Marek Szlachta, syn Jana Szlachty, byłego dyrektora kopalni Knurów i byłego wiceministra w rządzie Zbigniewa Messnera.

May
11th
Fri
permalink

Informacje róźne - komisja ds. służb specjalnych, TVP

 “Gazeta Wyborcza”, 2007-05-11

Materiały ze śledztwa w sprawie śmierci Barbary Blidy - zostaną upublicznione. Stanie się to jednak dopiero po zakończeniu postępowania. Przedstawiciel prokuratury generalnej obiecał to posłom z sejmowej komisji do spraw służb specjalnych - informuje RMF FM

Ta zapowiedź ujawnienia materiałów nie uspokoiła opozycji. SLD chce nadal komisji śledczej. Zdaniem Jerzego Szmajdzińskiego, działania prokuratury mają uchronić przed odpowiedzialnością decydentów: - Działanie ma charakter pospieszny i taki, który ma na celu sprowadzić wszystko do tego, aby było w porządku. Jeśli nie było w porządku, to zawinili funkcjonariusze na samym dole - mówi Szmajdziński.

Paweł Graś z Platformy jest zdziwiony natomiast, że urlopowany przez premiera szef AB, Bogdan Święczkowski, wrócił dziś do pełnienia obowiązków i nie poniósł politycznej odpowiedzialności: - Myślę, że lepiej by było dla sprawy, żeby pan Święczkowski zrezygnował. Skoro nie chce, to jest to jego sprawa i premiera . Opozycja zapowiada, że dalej będzie domagać się wyjaśnienia kulisów śmierci Barbary Blidy.

TVP: zespół “Misji Specjalnej” nie miał nic wspólnego z czynnościami ABW w sprawie Blidy

Zarząd TVP stanowczo zaprzeczył, by zespół programu TVP1 “Misja specjalna” “miał cokolwiek wspólnego” z czynnościami prokuratury i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w sprawie byłej minister budownictwa i posłanki SLD - Barbary Blidy.

25 kwietnia Blida śmiertelnie postrzeliła się w swoim domu, kiedy funkcjonariusze ABW weszli przeszukać mieszkanie i zatrzymać ją, w ramach śledztwa, w sprawie korupcji w handlu węglem.

Radio TOK FM, powołując się na nieoficjalne informacje, poinformowało w czwartek, że funkcjonariusze ABW zeznali, iż nagranie z wejścia do domu Blidy miało trafić do telewizji.

Prokuratura zaprzecza

Informacji Radia TOK FM zaprzeczył też rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania. “Stanowczo stwierdzam, że żadne z dotychczasowych ustaleń śledztwa nie wskazują na to, by zarejestrowane nagranie miało być przekazane do telewizji” - powiedział Kopania.

Wcześniej w mediach pojawiły się też zarzuty, że wyemitowanie przez program “Misja specjalna” materiału na temat korupcji w branży węglowej nieprzypadkowo pojawiło się w przeddzień wejścia ABW do domu Blidy.

Jednak podane przez TOK FM informacje, że film miał trafić do telewizji potwierdził pełnomocnik Henryk Blidy Leszek Piotrowski. Tak miał zeznać w śląskiej prokuraturze jeden z funkcjonariuszy ABW.

Po posiedzeniu speckomisji w sprawie Blidy, SLD nadal za komisją śledczą

Sejmowa komisja ds. służb specjalnych spotkała się w czwartek po południu z prokuratorami i wiceszefem ABW, badającymi sprawę śmierci Barbary Blidy. Po spotkaniu przewodniczący komisji Janusz Zemke i Jerzy Szmajdziński (obaj SLD) powiedzieli, że dla wyjaśnienia okoliczności śmierci Blidy nadal potrzebna jest komisja śledcza.
26 kwietnia klub SLD złożył projekt uchwały Sejmu o powołaniu sejmowej komisji śledczej do zbadania okoliczności śmierci Barbary Blidy.

Posłowie komisji poinformowali, że na jej posiedzeniu zastępcy prokuratora generalnego - Tomasz Szałek (p.o. Prokuratora Krajowego) i Dariusz Barski zadeklarowali w imieniu ministra sprawiedliwości, że po zakończeniu śledztwa wszystkie materiały dotyczące śmierci Blidy zostaną ujawnione.

Według przewodniczącego komisji ds. służb specjalnych, nie jest ona w stanie zweryfikować informacji prokuratury. “My nie mamy kompetencji śledczych - nie możemy uzyskać żadnych materiałów procesowych i jesteśmy w pułapce. Pytamy, prokuratorzy i szefowie ABW odpowiadają nam na wiele szczegółowych pytań, tych wątpliwości jest coraz więcej i właściwie nie mamy jak tego sprawdzić” - ocenił Janusz Zemke.

Według niego, potrzebna jest komisja śledcza. “Główne zastrzeżenia kierowane są do działania ABW. Jednak nie ma odpowiedzi na pytania podstawowe czy były podstawy i czy zasadne było postanowienia o przeszukaniu i do zatrzymaniu Barbary Blidy” - powiedział.

W ocenie Pawła Grasia (PO), posłowie niewiele więcej dowiedzieli się podczas czwartkowego spotkania z zastępcami prokuratora generalnego, wiceszefem ABW i przedstawicielem ministra koordynatora ds. służb specjalnych Zbigniewa Wassermanna.

“Trwa cały szereg czynności procesowych, zatrudniono liczne grono ekspertów, którzy badają ślady. Jak deklaruje prokuratura mniej więcej za miesiąc wyniki tych oględzin i ekspertyz będą znane i to da nam więcej wiedzy na ten temat” - powiedział Graś.

Według Zemkego z badanych trzech hipotez najwięcej faktów i argumentów za świadczy o samobójstwie, ale podkreślił, że są zupełnie sprzeczne wersje tego zdarzenia.

Posłowie z komisji dowiedzieli się, że film rejestrowany podczas działań ABW był przeznaczony dla biura prasowego ABW. “Mówiliśmy od początku, że taki był cel tej całej akcji, by w wieczornych wiadomościach pokazać obrazek wyprowadzanej w kajdankach byłej pani minister Barbary Blidy” - powiedział Graś.

Przewodniczący komisji dodał, że podczas posiedzenia pytano dlaczego filmowano tylko wejście i chciano filmować wyjście z domu Blidy. “Dowiedziałem się że nie był to materiał potrzebny operacyjnie, tylko, żeby przekazać go do biura prasowego ABW. Oni to dziś potwierdzili, że biuro prasowe miało ten film dostać” - dodał Zemke.

Rzeczniczka ABW Magdalena Stańczyk zapewniła PAP, że “film ten nie był realizowany z myślą o przekazaniu go do telewizji a decyzja o jego ewentualnym wykorzystaniu nie została nigdy podjęta”.

Informacjom radia Tok FM, jakoby z zeznań funkcjonariuszy ABW wynikało, że film miał trafić do TVP zdecydowanie zaprzeczyła łódzka prokuratura, prowadząca śledztwo w sprawie śmierci Barbary Blidy. Zaprzeczył również zarząd TVP, nazywając te informacje pomówieniem.

Według posłów opozycji, okoliczności śmierci Blidy nie pomoże też wyjaśnić powrót szefa ABW Bogdana Święczkowskiego do pracy. Święczkowski został urlopowany przez premiera po śmierci Blidy.

Według Pawła Grasia powrót Święczkowskiego to kwestia odpowiedzialności politycznej. “Ludzie honoru w takich sytuacjach podają się do dymisji, jeśli czują się odpowiedzialni za swoich ludzi i służbę którą kierują” - powiedział Graś. “Myślę, że lepiej byłoby dla sprawy, gdyby pan Święczkowski zrezygnował. Skoro nie chce, to jest sprawa jego i premiera” - dodał.

Według Marka Opioły (PiS), powrót do pracy szefa ABW jest decyzją premiera. “Pewnie miał były jakieś okoliczności, by tak zdecydować” - dodał. Przypomniał, że funkcjonariuszom postawiono zarzuty w wewnętrznej procedurze ABW i jest prowadzone przeciw nim postępowanie dyscyplinarne, które potrwa ok. trzech miesięcy.

Dla Jerzego Szmajdzińskiego (SLD), powrót Święczkowskiego z urlopu oznacza, że przed zamknięciem sprawy przez łódzką prokuraturę przesądza się o jej wynikach. “To działanie pospieszne po to, by sprowadzić wszystko do tego, że wszystko było w porządku. A jeśli nie było w porządku, to zawinili funkcjonariusze na samym dole” - powiedział. “Nie wydaje mi się, by było to działanie dla wyjaśnienia wszystkich okoliczności związanych z tym tragicznym zajściem” - dodał.

Zemke nie chciał komentować powrotu Święczkowskiego z urlopu. “Na razie odnoszę takie wrażenie, że jest próba, by zamknąć to całe zdarzenie do grona 6 osób które brały bezpośredni udział w tej akcji - tej całej grupy. Ale przecież ktoś ich wysyłał, ktoś ich szkolił, ktoś odpowiada za nadzór, więc moim zdaniem sprawa jest poważniejsza, niż próbuje się to dzisiaj czynić” - zaznaczył.

permalink

Dorn nie chce komisji śledczej ws. śmierci Blidy

“Dziennik”, 2007-05-11

Okoliczności śmierci Barbary Blidy nie będzie wyjaśniać sejmowa komisja śledcza. Sprzeciwił się temu marszałek Sejmu Ludwik Dorn. Ale SLD już zapowiada, że będzie walczyć o powołanie komisji aż do skutku.

“Marszałek Ludwik Dorn uważa, że nie pojawiły się okoliczności, które uzasadniałaby głosowanie w Sejmie wniosku SLD o powołanie komisji śledczej ds. wyjaśnienia śmierci b. posłanki Sojuszu Barbary Blidy” - mówił lider SLD Wojciech Olejniczak.

Ale nie tylko Dorn jest przeciwny komisji. Nie chce jej również minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobry. “Odnoszę wrażenie, że te informacje, które przekazaliśmy, dla większości zebranych raczej przemawiają przeciwko powołaniu takiej komisji” - tłumaczył Ziobro.

SLD jednak nie zraża się odmową Sejmu. I zapowiada, że kolejne wnioski o powołanie komisji śledczej będzie składać co dwa tygodnie.

Barbara Blida popełniła samobójstwo pod koniec kwietnia w swoim domu w Siemianowicach Śląskich w trakcie jego przeszukania przez ABW.