11th
Urwany film ABW
“Gazeta Wyborcza” 2007-07-09
“Byłam odpowiedzialna za to, aby sfilmować wejście i wyjście z zatrzymaną” - zeznała kamerzystka ABW, uczestniczka akcji pod domem Barbary Blidy. - Takie filmy robi się dla mediów - mówi były oficer ABW.
Zatrzymanie Barbary Blidy, b. posłanki SLD i b. minister budownictwa, ABW filmowała z własnej inicjatywy. W sobotę - po ponad dwóch miesiącach apelów ze strony opozycji i mediów - Agencja ujawniła 27-sekundowy film. Na nagraniu z 25 kwietnia widać funkcjonariuszy stojących na ganku domu Blidy w Siemianowicach Śląskich. W tle słychać dźwięki z ulicy.
Nagranie urywa się, gdy funkcjonariusze wchodzą dalej. Kilkanaście minut później Barbara Blida zastrzeliła się w łazience.
Film kręcono zza płotu. Kamerę obsługiwała Bogusława Pietras, z zawodu fotograf, w ABW pracuje od pięciu lat.
Ujawniamy fragment jej zeznań w śledztwie badającym postępowanie ABW:
“Byłam odpowiedzialna za to, aby sfilmować wejście i wyjście z zatrzymaną. Nie wiedziałam, o jaką osobę chodzi. (…) Ustawiłam się tak, abym mogła zobaczyć główne wejście. Zaczęłam nagrywać po kilku sekundach, gdy funkcjonariusze zniknęli mi z oczu. Nie miałam zadania filmowania czynności mających miejsce wewnątrz budynku. Oczekiwałam na sygnał od funkcjonariuszy, którzy weszli do środka, gdy będą wychodzić”.
Funkcjonariuszka uściśla: “Miałam nakręcić wyprowadzenie osoby zatrzymanej aż do umieszczenia jej w samochodzie”.
Dodaje też, że miała sfilmować “także wejście do delegatury [ABW] - gdyby było takie polecenie”.
Kamerzystka katowickiej ABW zeznaje, że po nakręceniu sceny otwarcia drzwi domu Blidy stała przed wejściem z wyłączoną kamerą. Potem przyjechała karetka pogotowia (wezwana do reanimacji Blidy). Pietras zapytała wtedy kierującego akcją Michała Cichego, naczelnika wydziału postępowań śledczych Delegatury ABW w Katowicach, czy ma filmować to, co dzieje się w domu i przed nim. „Odpowiedział: » Nie filmować «” - zeznaje Pietras.
W protokołach z przesłuchań ujawnionych w piątek przez “Gazetę” prokuratorzy z katowickiej grupy śledczej, którzy wydali ABW nakaz zatrzymania Blidy, zgodnie stwierdzają, że nie wydawali funkcjonariuszom Agencji polecenia filmowania tej akcji.
Z grupy 12 osób, które tego dnia miały być doprowadzone przed prokuratora, filmowano tylko zatrzymanie Blidy i jeszcze jednej osoby.
Kartę pamięci z kamery ABW łódzka prokuratura oddała do analizy w laboratorium kryminalistycznym Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. Zakończone 22 maja badania potwierdzają tylko, że film z akcji zatrzymania Blidy został przerwany. “Nie znamy powodów, jakie były przyczyną przerwania” - stwierdzają eksperci. Czy można stwierdzić, że dalszą część nagrania skasowano? “Nie mamy takich możliwości technicznych” - piszą.
18 czerwca łódzka prokuratura poprosiła laboratorium kryminalistyczne Komendy Głównej Policji o jeszcze jedną ekspertyzę - sprawdzającą, czy nie kasowano filmu. W sobotę prokuratura ogłosiła: - Biegli nie stwierdzili jakichkolwiek śladów ingerencji w nagranie.
Po co w ogóle nagrywano zatrzymanie Blidy? - ABW nie ma obowiązku filmowania takich czynności, chyba że prokurator tego zażąda. Z kolei, gdyby funkcjonariusze chcieli dokumentować całość akcji, to operator musiałby wejść do domu - ocenia płk Paweł Białek, b. wiceszef Zarządu IIA ABW. - Jeżeli planowano sfilmowanie tylko wejścia, wyjścia i ewentualnie doprowadzenia do delegatury, to znaczy, że ten materiał miał powstać na potrzeby mediów - mówi płk Białek.
Z nieoficjalnych informacji “Gazety” wynika, że towarzyszący kamerzystce ABW por. Tomasz Fujarski, pytany przez prokuraturę, dla kogo przeznaczone było nagranie z domu Blidy, miał zeznać krótko: “Dla telewizji”.
- Nie mogę ujawniać materiałów ze śledztwa, ale nie zaprzeczam - mówi pytany o relację Fujarskiego mec. Leszek Piotrowski, pełnomocnik męża Barbary Blidy.